Obserwatorzy

Obserwują mnie

środa, 27 stycznia 2016

Denko - ostatnia "zapasowa" włosowa wersja

Cześć.

Dzisiaj przychodzę do Was z kolejnym DENKIEM, tym razem WŁOSOWYM i już na wstępie ostrzegam, że jest ono dość spore. Jednak to zużycia wielu miesięcy, także spokojnie:) Aż tyle nie zużywam w miesiąc czy dwa :-)

Przepraszam również za gorszą jakość zdjęć, jednak te jeszcze robione starym aparatem.




Na "czerwono" zaznaczam produkty, które bardzo polubiłam i w moim przypadku sprawdziły się bardzo dobrze.
Na "niebiesko" te, które okazały się bublami oraz średniaki.
Więc:
Czerwone - KUPIĘ
Niebieskie  - NIE KUPIĘ


 SZAMPONY

(od lewej):



1. Szampon zwiększający objętość ISANA PROFESSIONAL (Rossmann, 10zł, 250ml) - mimo tradycyjnej pojemności szampon okazał się całkiem wydajny, bardzo ładnie pachniał salonem fryzjerskim czy kosmetycznym:) Dobrze mył włosy, również po olejach, dobrze się pienił. Szampon na duży plus. Objętości jak lwiej grzywy co prawda nie posiadałam, jednak z pewnością włosy były ładnie odbite od nasady. Polecam.

2. Szampon zwiększający objętość z tlenem DOVE (Rossmann, 14zł na promocji, 250ml) - podobnie jak poprzednik dobrze mył włosy, nie podrażniał, nie wysuszał skóry głowy. Bardzo ładnie pachniał czystością. Był wydajny. Kolejny wart polecenia szampon. Odnośnie zwiększenia objętości troszkę sobie z tym radził, włosy były po prostu dobrze oczyszczone i niczym nie obciążone bez potrzeby.

3. Naturalny szampon w proszku Shikakai HESH (HELFY, 15zł, 100g) - bardzo byłam ciekawa szamponu o takiej konsystencji.. bądź co bądź dość rzadko spotykanej. Ja proszek mieszałam z wodą, czasem z lejącą odżywką, chciałam po prostu wypróbować na parę różnych sposobów, jednak zawsze sam proces nakładania jak i efekty były identyczne. Samo nakładanie było zwyczajnie bolesne. Powstałą maź ciężko nałożyć na włosy, zwłaszcza na skóre głowy, bo jakby zastyga, włosy robią się momentalnie mega sztywne i ciężko produkt rozprowadzić równomiernie na włosach, co wiąże się z bólem podczas prób nakładania, włosy są zwyczajnie szarpane:( Bardzo ciężko go również zmyć z włosów, ponieważ ten proszek się nie rozpuszcza w całości. Tworzy maź, jednak swego rodzaju ziarenka, jakby drobnego piasku są przez cały czas wyczuwalne i ciężko to dokładnie zmyć, zwłaszcza, że owa sztywność z włosów wcale nie znika podczas mycia. To, co uda się zmyć potrafi zatkać sitko odpływowe i generalnie brodzik/wanna może się troszkę przy tym ubrudzić - przynajmniej zmywanie nie jest jakoś bardzo uciążliwe. Zapach też do przyjemnych nie należy, pachnie PIASKIEM, mułem. Teraz czas na plusy. Włosy po wyschnięciu (a schną o dziwo dłużej niż normalnie) są przepiękne. Są uniesione u nasady, mega oczyszczone, świeże.  Podsumowując ten przydługawy opis... włosy po użyciu tego produktu wyglądają fantastycznie, naprawdę są uniesione, śliczne po prostu... ale cała reszta jest na minus, aplikacja to koszmar. Wg mnie podobny efekt końcowy można uzyskać poprzez zrobienie zwykłego peelingu skóry głowy przy pomocy gruboziarnistego cukru, o którym pisałam W TYM POŚCIE. W związku z czym raczej nie wrócę ponownie... chociaż ze względu na działanie może wypróbuję innych wersji.

4. Cedrowe mydło do ciała i włosów APTECZKA BABUSZKI AGAFII (Skarby Syberii, 16zł na promocji, 300ml) - tego produktu używałam tylko do mycia włosów. Konsystencja galaretkowata, żelowa. Zapach, sposób zachowania na włosach i działanie miał identycznie jak FARMONA ziołowa. Zapach dość chemiczny i tak też mył włosy, jak typowy szampon z SLS-ami. Jak dla mnie to była żelowa postać Farmony aczkolwiek milsza dla oka i ciekawsza w dawkowaniu. Włosy były dobrze oczyszczone, więc samo mydło robiło to, co powinno. Polecam.

5. Szampon łopianowy przeciw wypadaniu z aktywatorem wzrostu ALHA PHARM (Rossmann, 10zł na promocji, 200ml) - bardzo, bardzo ziołowy zapach, co nie każdemu przypadnie do gustu, mi pasował, pachniał jak napar z pokrzywy:) Dobrze oczyszczał włosy, jednak wydajność była kiepska. Mimo wszystko produkt ciekawy, nie robił jednak nic. Średniaczek.

6. Szampon regenerujący z orzechem makadamia i figą ALTERRA (Rossmann, 5zł na promocji, 200ml) - wg mnie brzydko pachniał, ciężko były nim umyć włosy, o domywaniu olejków nie wspominając. Był "tępy" w użytkowaniu. Włosy po tym szamponie wymagały dużo większego nawilżenia niż normalnie, bo bez tego nie było by szans na ich rozczesanie. Więc wysuszał skórę głowy i same włosy, plątał je, kiepsko mył. Wielki, ogromny BUBEL, przynajmniej w moim przypadku.

ODŻYWKI


7. Odmładzająca odżywka z wyciągiem z pestek winogron i oliwek PETAL FRESH (Hebe, 15zł na promocji, 355ml) - zapach samej odżywki był dość przyjemny, nie duszący, lekko ziołowy i utrzymywał się na włosach, co mi się podobało.Wydajność była naprawdę imponująca, ale to może z racji konsystencji, bo była ona dość wodnista i lejąca, przez co na jedno użycie wystarczała naprawdę niewielka ilość kosmetyku. Niestety nie zauważyłam, żeby włosy po jej użyciu były lepsze niż dotychczas. Nie planuję ponownego zakupu.

8. Odżywka dodająca objętości ISANA PROFESSIONAL (wygrana w rozdaniu, 500ml) - objętości niestety nie dodawała w ogóle, jednak włosy po jej użyciu były miłe w dotyku, gładkie, nawilżone i hm.. lejące:) Nie obciążała, ładnie pachniała, była bardzo wydajna. Ogólnie na plus. Polecam.

9. Odżywka do włosów zwiększająca objętość z tlenem DOVE (Rossmann, 14zł na promocji, 250ml) - ładnie pachniała i ogólnie byłam zadowolona, jednak żadnego zwiększenia objętości czy innych cudów nie robiła. Nie wrócę ponownie. Średniak.

10. Odżywka dodająca objętości ISANA PROFESSIONAL (Rossmann, 10zł, 200ml) - kolejna odżywka, która ładnie pachniała ale żadnych cudów nie robiła. Do tego wydajność była raczej kiepska. Więc kolejny średniaczek.


MASKI


11. Arganowa maska 8w1 kopleksowa odbudowa i ochrona koloru do włosów farbowanych, rozjaśnianych i zniszczonych EVELINE COSMETICS (Biedronka, 17zł, 500ml) - maska niesamowicie wydajna, nie mogłam jej wykończyć dosłownie i męczyłam ją strasznie. Zapach drażnił mnie od pierwszego powąchania, bardzo słodki i duszący. Doceniłam ją dopiero po pofarbowaniu włosów. Przed farbowaniem za każdym razem, bez względu na użytą ilość obciążała moje włosy, po farbowaniu moje włosy ją dosłownie piły, więc muszę jej przyznać, że całkiem dobrze nawilżała. Co do 8 obietnic producenta:

1 - odbudowa włókna włosa - nie ma jak tego stwierdzić, lecz wątpię
2 - nawilżenie i wygładzenie – wizualnie tak, ale to może być tylko oblepienie
3 - odżywienie i wzmocnienie – takie cuda możliwe tylko "od środka" :)
4 - intensywna regeneracja – podobnie jak w pkt 1.. nie ma jak stwierdzić
5 - połysk od nasady aż po same końce włosa – tak
6 - miękkie i elastyczne włosy – tak
7 - łatwe rozczesywanie i stylizacja – nie, moje się zawsze plączą jak są mokre, ale lepiej z nią niż bez żadnej maski/odżywki
8 - ochrona przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych – jak w 1 i 4...

Ogólnie z początku jej nie cierpiałam, później polubiłam. Ze względu na owe wahania i cenę raczej ponownie nie kupię.

12. Regeneracyjne serum do włosów REGENERUM (Super-Pharm, 10zł na promocji, 125ml) - fatalna wydajność, ledwo zaczęłam go używać a już trafił do siatki zużytych..nie obciążał włosów, oczywiście o żadnej regeneracji nie było mowy, pachniał bardziej jak balsam do ciała czy krem do twarzy. Żadnej rewelacji nie było, tragedii również. Średniak, do którego nie wrócę.

13. Odbudowujący balsam/maska łopianowa przeciw wypadaniu z aktywatorem wzrostu (Rossmann, 10zł na promocji, 200ml) - kiepska wydajność, dobry skład, samo opakowanie fajne, z miłą dla oka szatą graficzną i wszystkimi niezbędnymi opisami. Balsam nie obciążał włosów, ułatwiał rozczesywanie, ale w ogólnym rozrachunku to średniaczek, tak samo jak poprzednik. Raczej nie planuję powrotu.

14. Maseczka do włosów APTECZKA BABUSZKI AGAFII (Skarby Syberii, 4zł/szt., 2x100ml) - miło małej pojemności produkty okazały się bardzo wydajne. Zapach przyjemny, ziołowy. Nie obciążały włosów, a same włosy po jej użyciu były lejące i sypkie. Polecam.

15. Maska nawilżająca z aktywnym kolagenem, aktywnym kwasem hialuronowym i olejkiem arganowym BIOELIXIRE (Super-Pharm, 10zł na promocji, 200ml) - pachniała identycznie jak olejek arganowy tejże firmy, włosy po jej użyciu wydawały się być nawilżone, ale to było tylko złudzenie, nie obciążała włosów. Średnia wydajność, zapach długo utrzymywał się na włosach. Kolejny średniak. Raczej nie wrócę ponownie.



OLEJE


16. Olej sezamowy VITASIA (Lidl, 12zł, 250ml) - bardzo wydajny. Ale przede wszystkim to jeden z moich dwóch ulubionych olejów. Moje włosy go kochały, były po nim niesamowicie gładkie, odżywione, lejące ale nie przyklapnięte. Lśniły i były bardzo puszyste, pełne życia, uniesione u nasady. Dobrze zmywał się z włosów. Fantastyczny. Jak wykończę wszystkie oleje, które posiadam, to wrócę ponownie do wersji SEZAMOWEJ. CUDO!!

17. Olej KHADI (Biopiekno.pl, 40zł na promocji, 210ml) - to mój drugi ulubiony olej. Wydajność rekordowa wręcz. Bardzo dobrze wpływał na moje włosy, odżywiał włosy i po paru tygodniach zauważyłam widoczną poprawę w kondycji włosów. Niestety po połowie buteleczki przestałam być tak regularna w jego stosowaniu, jak prędzej. Zapach orientalny, nie każdemu przypadnie do gustu, mi pasował. Jedyny minus to buteleczka. Nie wiem, czy to mi się felerna trafiła, czy gdzieś ją upuściłam i uszkodziłam, ale po paru miesiącach olej zaczął minimalnie z niej wyciekać, a żadnej dziury znaleźć nie mogłam... Działanie super, więc gorąco POLECAM!!

18. Olej SESA (Allegro, 6zł, 20ml) - kupiłam przy okazji innego zakupu na Allegro i nie żałuję, bo drogie nie był a przynajmniej wypróbowałam. Co do działania jednak, to nie robił absolutnie nic, być może pojemność za mała i potrzeba by było dłużej używać... Olejek miał konsystencję stałą, zmieniał się jedynie latem w wysokich temperaturach, podobnie jak olej kokosowy. Zapach orientalny, aczkolwiek dla mnie zbyt duszący i ciężki. Olejek nie zrobił nic, więc dla mnie to średniak, do którego raczej nie powrócę.

19. Magiczne serum w sprayu SCHWARZKOPF Gliss Kur (wygrana w rozdaniu, 200ml) - długo zajęło mi wykończenie tego produktu, ponieważ zwykle nie używam żadnych psikadełek bez spłukiwania. Stosowałam go na trzy sposoby: po myciu jako wygładzenie włosów i zabezpieczenie końcówek, jako dodatek do olejowania włosów oraz latem jako ochronę przed słońcem/na plaży. Włosy go lubiły, spray ułatwiał rozczesywanie, bardzo ładnie pachniał, charakterystycznie dla tej markiz dodatkiem oleju arganowego. Ogólnie nie obciążał włosów, jeśli się nie przesadziło z nakładaną ilością. Na końcówki nie miał żadnego wpływu, co jest logiczne. Przyjemne psikadełko i gdybym tylko używała tego typu produktów, to kupiłabym ponownie. Zważywszy jednak na to, że jest inaczej, chyba nie zakupię. Ale był fajny, więc może jeszcze zmienię zdanie. Polecam, zwłaszcza latem nad jezioro:)

To by było na tyle. Ciekawa jestem, czy miałyście któryś z tych 

kosmetyków i jakie są Wasze opinie?

Jeśli olejujecie włosy, to jakiego oleju używacie? Ja dziś 

wykończyłam olej avocado i kończę olejek do włosów z Alterry 

i myślę o następcach:)


Kto wytrwał do końca posta -> Gratuluję! :)

Miłego weekendu,

Jola






sobota, 23 stycznia 2016

Kosmetycznie z marketu

Cześć.

Dzisiaj, by nie zanudzać kolejną częścią denka, do którego zdjęcia czekają w kolejce na opisanie, postanowiłam wstawić moje małe weekendowe zakupy. Kosmetyczne oczywiście.

Nie wiem jak Wam, ale mi często kosmetyki zużywają się parami i zawsze wtedy nie mogę znaleźć żadnych interesujących mnie produktów. Tak było i tym razem. Staram się nie kupować drogich kosmetyków a nawet te drogeryjne kupuje w 90% tylko na promocji, przez co często miewam małe zapasy. Co jednak, gdy się kończą? Wtedy chodzę i szukam "na już" brakujących kosmetyków i często jestem rozczarowana.

Obecnie wykańczam jedyną odżywkę i potrzebowałam nie tylko kolejnej, ale i maski. W sklepach nie było nic, co przyciągnęłoby moją uwagę. W Rossmannie byłam parokrotnie z mizernym skutkiem, promocji praktycznie nie było, toteż i ja nie zwracałam uwagi na pozostałe kosmetyki. Do Hebe mi było nie po drodze, do Natury praktycznie nie zaglądam.
Swoje małe zakupy poczyniłam... w Leclerku, Biedronce oraz Lidlu.

Nie ma tego dużo. Nie będę też ich omawiać, bo w każdym jednym przypadku to moje pierwsze spotkanie z tym produktem, to i nie ma na razie co się wypowiadać:)

(od lewej):


  •  Żel do higieny intymnej Kora Dębu i Rumianek VIS PLANTIS (Leclerc, 12zł, 500ml)
  •  Odżywka zwiększająca objętość cienkich włosów z ekstraktem z arniki ELFA PHARM (Leclerc, 15zł, 500ml)




  •  Odżywka z prowitaminą do włosów cienkich i słabych CIEN (Lidl, 7zł, 300ml)
  •  Odżywka Aqua Light PANTENE PRO-V (Lidl, 8zł, 200ml)




  • Koncentrat przeciw wypadaniu włosów w ampułkach RADICAL (Biedronka, 16zł, 10szt.)


Tak jak wspomniałam wyżej, żadnego z tych produktów prędzej nie miałam, toteż jestem bardzo ciekawa, jak się będą spisywać. W sumie te ampułki chyba ciekawią mnie na chwilę obecną najbardziej !

Miałyście któryś z tych produktów?
Macie do polecenia jakieś dobre maski i odżywki do włosów?

Miłej reszty weekendu,

Jola

czwartek, 21 stycznia 2016

Denko - pielęgnacja ciała

Hej :)

Dzisiaj przychodzę do Was z kolejną częścią zdenkowanych produktów. Są to produkty zużyte od czasów ostatniego "postowego" denka pielęgnacyjnego do początku października. Także na szczęście jak widać nie ma tych produktów aż tak dużo. W denku włosowym będzie dużo więcej kosmetyków. No i do teraz dorobiłam się kolejnym pustych opakowań.. ale te zdjęcia były zrobione parę tygodni temu, także chce pokazać i ruszyć dalej:)

Na "czerwono" zaznaczam produkty, które bardzo polubiłam i w moim przypadku sprawdziły się bardzo dobrze.
Na "niebiesko" te, które okazały się bublami oraz średniaki.
Więc:
Czerwone - KUPIĘ
Niebieskie  - NIE KUPIĘ



Ale do rzeczy:


(od lewej):

1. Żel pod prysznic NEUTRAL (Rossmann, ok 7zł na promocji, 250ml) - żel miał krótki skład, bardzo ładnie pachaniał czystością, dobrze mył ciało, nie podrażniał, nie wysuszał. Dla mnie duży plus, niestety już dłuższy czas nie widziałam ich w Rossmannach i się zastanawiam, czy Sanexy, o których pisałam ostatnio nie podzielą losu tej marki. Polecam, jeśli będziecie mieli okazję wypróbować.

2. Odżywczy żel pod prysznic DOVE (Rossmann, ok 12zł na promocji, 500ml) - mega wydajny produkt. Bardzo dobrze mył, nie podrażniał, nie wysuszał, podobnie jak poprzednik pachniał czystością, chociaż w nieco inny sposób:) Dobrze się pienił i moją skórę dodatkowo nawilżał. Ale ja jestem szczęśliwą posiadaczką skóry normalnej, więc generalnie bardzo rzadko mam problem w wysuszeniem skóry. Polecam, obecnie używam podobnej wersji:)

3. Peeling pod prysznic o zapachu kwiatu jabłoni i limonki ISANA (Rossmann, 5zł, 200ml) - Isana co jakiś czas puszcza przeróżne kombinacje peelingowe, niestety zawsze to limitowanki, więc nawet jak się produkt sprawdza to szybko znika z półek. Sam peeling u mnie spisał się całkiem nieźle. Nie podrażniał skóry, nie wysuszał, należał do tych drobnoziarnistych, także żadnej krzywdy skórze nie zrobił. Jednak przy stosowaniu z rękawicą można nim uzyskać dużo mocniejszy efekt zdzierający. Ładnie pachniał, orzeźwiająco, więc to propozycja iście letnia lub wiosenna. Okazał się dość wydajny. Polecam, jeśli się pojawi.



4. Pianka do golenia do skóry wrażliwej ISANA (Rossmann, 3zł na promocji, 150ml) - pisałam o brzoskwiniowej wersji TUTAJ, aczkolwiek poza zapachem obie wersje niczym się nie różnią. Pianka jest bardzo wydajna, nie podrażnia ani nie wysusza mojej skóry. Ładnie pachnie i krótko mówiąc w pełni spełnia swoje zadanie, co w połączeniu z dostępnością sprawia, że notorycznie do niej powracam. Obecnie posiadam trzecią wersję zapachową (zielone jabłuszko). Polecam, polecam i jeszcze raz POLECAM!

5. Dezodorant w sprayu ISANA (Rossmann, 3zł, 150ml) - miał bardzo ładny, delikatny zapach, który w ogóle nie trącił niczym chemicznym, chociaż z pewnością coś w sobie ma. Nie podrażniał skóry pod pachami, nie plamił ubrań, ale niestety z ochroną było raczej kiepsko. Na szczęście jestem osobą, która nie ma problemu z nadmierną potliwością, ale mimo to produkt nie bardzo sobie radził. Ale mu to mimo wszystko wybaczam, to przecież tylko dezodorant. Uczucie na skórze było przyjemne, zapach również, więc myślę, że jestem w stanie kupić go ponownie.

6. Antyperspirant z ekstraktem z nasturcji SORAYA (Rossmann, 8zł na promocji, 50ml) - fatalny produkt, który męczyłam na raty, bo przy jednym dłuższym podejściu nie dałam rady. Ładnie pachniał, nie plamił ubrań ani nie podrażniał skóry podobnie jak poprzednik, jednak po antyperspirancie oczekuję więcej niż dezodorancie. Koszmarny produkt.

7. Złuszczający peeling do stóp i regenerująca maseczka EVREE (Hebe, 5zł, 2x7ml) - oba produkty wystarczą na jedno użycie, ale to takie typowe średniaczki, więc nie ma czego żałować. Nie było absolutnie żadnej różnicy "przed" i "po". Po użyciu maseczki zostaje tłusta powłoczka, nie do konca się wchłania, co dla mnie jest wręcz nie do zniesienia. Bardzo chemiczny zapach. Jednogłośnie - NIE!


8. Nawilżający papier toaletowy z ekstraktem z rumianku (Rossmann, 2zł na promocji, 60szt.) - kupiłam przypadkiem skuszona promocją i chęcią wypróbowania. Z początku nie byłam do nich przekonana, ale to szybko uległo zmianie. Fantastyczny produkt. To mój tańszy i bardziej ekonomiczny zamiennik chusteczek do higieny intymnej. W sprzedaży jest parę wersji, miałam już chyba każdą i wszystkie są świetnie. Polecam!

9. Emulsja do higieny intymnej o właściwościach ochronnych z kwasem mlekowym i wyciągiem z rumianku INTIMEA (Biedronka, 3zł na promocji, 400ml) - miałam każdą biedronkową wersję i z każdej byłam zadowolona, Bardzo dobry produkt, dobrze mył, nie podrażniał, nie wysuszał, dobrze się pienił, był wydajny. Jak dla mnie na plus. Zmieniam tylko ze względu poszukiwania innych ciekawych nowości.

To by było na tyle. Całkiem niezły wynik, tylko dwa nietrafione produkty. Oby tak dalej:)
Jednak z powodu sporych zaległości do zdenkowania czeka ogromna siata biedronkowa z pustymi opakowaniami. Także jeszcze dużo, dużo przed Nami:) Mam nadzieję, że po zakończeniu studiów magisterskich, pomimo pracy czasu na pisanie pojawi się więcej:)

Miłego weekendu:)

Jola


wtorek, 19 stycznia 2016

Może nie powinnam pisać tego posta..

Cześć.

Tak jak w tytule.

(...), ale...

patrząc na sytuację polityczną, na to, co się dzieje w Naszym kraju i co obecnie oglądam w telewizji (tranmisja debaty z Parlamentu Europejskiego) po prostu czuję potrzebę wyrażenia swojego zdania.
Może nie powinnam, ale mój blog to nie tylko posty kosmetyczne, ale w mojej opinii nachodzące w większym lub mniejszym stopniu od czasu do czasu na inne sfery życia.

Nie myślałam, że będę poruszać na blogu kwestie religijne czy polityczne. Bo to te tematy, o których rozmawiać nie wypada. Każdy ma prawo do własnego zdania i nikt nie ma prawa w takowe ingerować czy szydzić.

I nie mam zamiaru w tym poście opluwać czy przekonywać do swoich racji.

A może po części i mam. W końcu to właśnie moje własne, prywatne zdanie chcę wyrazić.

Głosowałam na PIS. A może raczej głosowałam przeciwko PO.

I jestem z tego dumna. Jestem zadowolona. Nie czuję się oszukana w jakikolwiek sposób.

Nie jestem ślepa. Zawsze było wiadome dla każdego, że każda partia ciągnie w swoją stronę i wcale nie liczyłam na to, że teraz będzie inaczej. Toteż żadnego rozczarowania nie doznałam.

PO grozi, że PIS da jedno, ale zabierze drugie żeby sfinansować pierwsze. Itp.
A czy z pustego i Salomon naleje? Nie.
Mi nikt nic nie zabierze. Czemu? Bo nie ma czego.
Jestem nie ważnym, zwykłym, szarym człowiekiem.Człowiekiem bez jakichkolwiek znajomości, bez jakichkolwiek pleców, bez minimalnego wynagrodzenia. Więc co moją mi zabrać?
Wartości czy rodziny, czyli tego, co ma dla mnie znaczenie - nikt i nic mi nie zabierze. Żadna partia, ani PIS, ani PO ani żadna inna.

Nigdy nie interesowałam się polityką. Nigdy.
Ale od tegorocznych, a raczej powinnam napisać zeszłorocznych wyborów zaczęłam. Dlaczego? Bo mimo mojej nieważności poczułam, że mój głos ma znaczenie.
Rzeczy, które miały miejsce podczas kampanii były poniżej jakiegokolwiek poziomu i powoli otwierała oczy.
Głosowałam na Prezydenta Dudę i mogę powiedzieć, że to mój Prezydent. Ale nawet, mając za prezydenta Pana Komorowskiego, za którym nie przepadałam, na którego nigdy nie głosowałam, nigdy nie miałam na myśli ubliżania czy wyobcowywania się z kraju. Czemu nagle wszyscy mają taki problem z Nowym Rządem, który wygrał bądź co bądź naprawdę spektakularnie.
Jak można negować Prezydenta za zdaniem przeciwników PIS-u nieodpowiedni krawat czy za późne zdjęcie płaszcza? Serio? A czytanie z kartki 3-minutowego wystąpienia przez byłego Prezydenta było w porządku?

Dajmy szansę nowej Partii. Dajmy im czas. Czas pokaże a życie zweryfikuje. Wtedy osądzimy,

Oglądając debatę na myśl nasuwa mi się jedno zdanie.
Jestem dumna z bycia Polką.
Jestem dumna z Pani Premier.
Trzeba mieć odwagę i siłę, by przez parenaście minut wygłaszać wystąpienia transmitowane na żywo na wiele krajów. Trzeba mieć siłę, by stawić czoła wszystkim, którzy trzymając się koryt i stołków ostatkiem sił próbują rzucać coraz to nowe kłody pod nogi.

Nasze sprawy powinny być załatwiane na naszym podwórku.
Jakim trzeba być, by własne brudy prać w Parlamencie, na oczach całej Europy?
Jakim trzeba być, by donosić na swój kraj? Bo wątpię, czy donosiciele tak martwią się o Polskę. Co rusz pojawiają się wywiady czy komentarze celebrytów, dziennikarzy i tym podobnych osób, które przez lata siedziały na stołkach. Jak to im źle, gdzie chcą wyjechać, bo w tym kraju żyć się nie da.
Więc ja się pytam, mają źle? Nie. Mieli za dobrze.

Może nie powinnam pisać tego posta, ale po jego napisaniu czuję się lepiej.

Głosowałam na PIS i mam nadzieję, że PO i przynależne partie w końcu odpuszczą.

Jola

niedziela, 17 stycznia 2016

Rossmann haul!

Cześć Wszystkim:)

Przychodzę do Was z krótkim, szybkim postem zakupowym z minionego piątku.

Będąc w Rossmannie moją uwagę przyciągają zielone przywieszki z "ceną na do widzenia". Działają na moją wyobraźnię i przykuwają uwagę dużo bardziej od "żółtych promocji".
Gdzieś z tyłu głowy pojawia się sygnał, że oto mam ostanią szansą nabycia tego produktu.
Pewnie, może gdzieś w innych drogeriach czy marketach jeszcze dany produkt będzie do zdobycia, jednak Rossmanna odwiedzam często i to w nim najczęściej dokonuję zakupów kosmetycznych stacjonarnie.

Mimo, iż nie dalej jak 2 tygodnie temu rozpoczęłam zużywanie "nowego" żelu z Dove i wiem, że przy ogromnej butli zużywanie jeszcze mi sporo zajmie... to zdecydowałam się na zakup 3 żeli pod prysznic firmy SANEX.



W cenie na do widzenia dostępne były jeszcze dwa inne rodzaje, jednak widziałam je półkę wyżej w dużej pojemności, więc liczę, że przynajmniej te duże jeszcze przez jakiś czas pozostaną na rossmannowskich półkach.

Zdecydowałam się na (od lewej):
- żel pod prysznic do skóry normalnej
- micelarny żel do skóry normalnej i tłustej
- żel pod prysznic do skóry wrażliwej

Wszystkie żele kosztowały ok. 5zł/butelkę. Pojemność jednego żelu to 250ml.

Czemu się skusiłam?

Miałam już jeden z żeli tejże firmy parę tygodni temu i byłam oczarowana. Żel pięknie pachniał, taką czytością w surowej postaci, bez dodatków tych wszystkich chemicznych cudeniek, które jednak pewnie i tak zawiera... jednak nie są w ogóle wyczuwalne. Dobrze oczyszczał skórę, nie wysuszając jej ani nie powodując najmniejszych podrażnień. Żel był dość wydajny i dobrze się pienił. To jeden z lepszych żeli, jakie ostatnio stosowałam i jestem pewna, że z nowych 3 nabytków będę zadowolona!

Przy okazji skusiłam się na swego rodzaju "pierdołkę", bo nie jest to rzecz niezbędna.
Mowa o uchwycie na telefon do auta.
Zakupiłam jakiś czas temu jakąś tanioszkę na Allegro, która okazała się takim bublem i króko mowiąc zwykłym shitem, że nadaje się tylko do kosza.



Tutaj opis producenta i cena 12zł mnie przekonały.
Ramy do mocowania i tył są wyściełane gąbeczką, dzięki czemu liczę że mój telefon za bardzo nie ucierpi, nawet kiedy będę na szybko go instalować w tymże urządzeniu.
Obrotowa o 360 stopni hm.. "głowica?" naprawdę jest mega przydatna.
Oby mi służył jak najdłużej i nie odczepiał się za często od szyby:)

Przy kasie w cenię 1 grosza za sztukę kupiłam też ściereczki do czyszczenia ekranów:)

Miłego tygodnia:)

Jola