Obserwatorzy

Obserwują mnie

czwartek, 23 lipca 2015

Uwaga: SŁOŃCE

Cześć.

Dzisiaj przychodzę do Was z postem na temat negatywnych skutków, spowodowanych nadmierną ekspozycją na promienie słoneczne.

Chciałabym się z Wami podzielić moimi doświadczeniami w tym temacie. Niestety człowiek uczy się błędach - własnych i w 100% się z tym zgodzę.

Powinnam zacząć od tego, że zawsze byłam osobą bardzo bladą i nigdy nie udawało mi się opalić. Mogłam dobre pół dnia spędzić na powietrzu bardzo aktywnie spędzając czas i kolor skóry wieczorem był taki sam, jak o poranku.
Z czasem jednak zaczęło się to zmieniać i pojawiał się efekt - rumień. Wtedy widząc czerwoną skórę wręcz się z tego cieszyłam, bo miałam nadzieję, że w końcu uda mi się opalić. Rumień jednak po paru dniach całkowicie znikał i na nowo pojawiała się blada skóra. Nie doceniałam tego.

Dwa lata temu zbierając porzeczki w ogrodzie, po dwóch godzinach (mimo nasmarowania ciała) nabawiłam się oparzenia słonecznego II stopnia. Oczywiście to moja wina, celowo poszłam zbierać w godzinnych wczesnych; myślałam, że skoro słońce mnie "nie łapie", to taka pora będzie jedyną nadzieją, na jakiekolwiek zaróżowienie skóry. Skóra piekła, ale myślałam, że to dobrze.. Nic bardziej mylnego!

Wieczorem całe plecy dosłownie paliły żywym ogniem, skóra nie mogła znieść kontaktu z materiałem, a rano zobaczyłam, że pojawiły się bąble. W kolejnych dniach bąble wypełniły się ropą, a same plecy stały się jedną wielką opuchlizną. Na poparzenie słoneczne nie ma lekarstwa czy cudownego środka, który natychmiast zniweluje ból czy usunie opuchliznę.
W aptece farmaceutka poleciła mi PANTHENOL Jego recenzja pojawiła się jako jeden z pierwszych postów na tym blogu - TUTAJ możecie ją przeczytać.
Nie macie pojęcia, jaką ulgę poczułam po pierwszym zastosowaniu. Mama spryskała mi całe plecy aerozolem, który zamienił się w chłodzącą piankę.

Panthenol jednak nie zadziała od razu. W przypadku pleców zadziałał natychmiast po zastosowaniu, jednak było to parę dni od momentu oparzenia. W czerwcu tego roku, będąc na Targach w pracy, spedziłam 3 dni na słońcu (z przerwami oczywiście) i pomimo smarowania i maxymalnego zakrycia ciała (zero odkrytych pleców, dekoltów itp.) znowu doznałam oparzenia, tym razem na rękach (od nadgarstka aż do linii rękawka, na twarzy oraz poniżej brody),  Na szczęście tym razem mniejszego, ale jednak bolesnego. W drodze powrotnej ostatniego dnia od razu skierowałam się w poszukiwaniu apteki, jednak z racji niedzieli wszystkie były zamknięte. Udałam się więc do Rossmanna, gdzie zakupiłam Panthenol w sprayu firmy Suz Ozon oraz spray aloesowy po opalaniu tej samej firmy. Sama pianka niestety nie chłodziła i nie działała w ogóle tak, jak mój pierwszy Panthenol. Za to spray dawał uczucie natychmiastowego ochłodzenia, co troszkę łagodziło ból. W obu przypadkach skóra schodziła płatami po około 7 dniach od poparzenia i na szczęście nie pozostały żadne blizny.



Nie napisałam tutaj nic odkrywczego, jednak jeśli wśród Was są osoby, którym opalanie zawsze przychodziło z trudem, to proszę Was - chrońcie się szczególnie, bo wbrew pozorom jesteście bardziej narażeni na poparzenia słoneczne, niż osoby, które "łapią opaleniznę w godzinę".

Miłego dnia,

Jola

4 komentarze:

  1. Skąd ja znam te płomienie na plecach... szczególnie kiedy byłam młoda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja o dziwo za młodu w ogóle problemu nie miałam.. ale to chyba dlatego, że jako bladzioch zawsze słońca unikałam, bo mnie męczyło samo przebywanie w jego promieniach...:)

      Ale teraz niestety wystarczy mi pół dnia i po skórze:(

      Usuń
  2. oj piekące plecy to i jak znam, na szczęście nigdy nie zdarzyło mi się poparzenie ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi dwa razy niestety:( Nic przyjemnego:(
      Na szczęście nie pozostały mi żadne blizny...!

      Usuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz :)

Na Wasze pytania odpowiadam pod postami, pod którymi zostały one zadane:)
Staram się odpowiadać na każdy komentarz pod postem:)

Jeśli mój blog Cię zaciekawi zachęcam do "obserwowania" - byłoby mi bardzo miło:)