Obserwatorzy

Obserwują mnie

środa, 11 listopada 2015

Recenzja: Pianka do golenia - ISANA

Hej Wszystkim!

Już parokrotnie pisałam o chęci powrotu na bloga, jednak zawsze obowiązki służbowe i sprawy osobiste mi to utrudniały. Pora więc przestać mówić, a zacząć działać. Oby tym razem mi się udało. 

Dzisiaj na tapecie pianka, którą jedni kochają, inni zaś nienawidzą.
Ja zaliczam się zdecydowanie do tej pierwszej grupy i co rusz kupuję nowe buteleczki.




Mowa o piance do golenia, marki Isana.
Cena regularna ok 5zł, na promocji 3zł.
Pojemność 150 ml.
Dostępne są dwie wersje: brzoskwiniowa, o której dziś będę pisać oraz do skóry wrażliwej. Obie wersje uwielbiam, jak dla mnie działają identycznie, a różni je jedynie szata graficzna, zapach i kolor.
Z tych dwóch wersji ja wolę do skóry wrażliwej, ale tylko ze względu na zapach. Opisywać będę brzoskwiniową, bo akurat tę wersję miałam w domu.

CO MÓWI PRODUCENT:

Formuła pielęgnacyjna przyjazna dla skóry z substancjami nawilżającymi nadaje skórze podczas golenia gładkość i elastyczność.

SKŁAD:

AQUA, TEA-PALMITATE, ISOBUTANE, CETETH-20, TEA-STEARATE, GLYCERIN, PROPANE, BUTANE, SODIUM LAURETH SULFATE, ALOE BARBASDENSIS LEAF EXTRACT, TOCOPHERYL ACETATE, ALLANTOIN, POLYQUATERNIUM-7, PARFUM, CL 16035, CL 47005.

MOJA OPINIA:

+ Dostępność. 



+ Opakowanie. Szczelne, nic się nie wylewa, nie ma problemu z samoistnym otwieraniem.
+ Cena. Zwłaszcza na promocji jest śmiesznie niska.



+ Aplikacja. Bardzo przyjemna, bezproblemowa. Nigdy nic mi się nie zacięło.
+ Nie podrażnia skóry.
+ Nie wysusza. Mam skórę normalną, więc to może dlatego, bo wiem, że są osoby, które narzekają na wysuszenie. U mnie nic negatywnego nie ma miejsca.
+ Skład. Jak dla mnie krótki i przyjemny.

* Wydajność. Dość szybko się kończy, jednak przy tej cenie jej to wybaczam:)

PODSUMOWUJĄC:




Jak dla mnie to najlepsza pianka dostępna na rynku. Co jakiś czas mam ochotę wypróbować coś nowego, jednak zawsze okazuje się, że nowy produkt ze względu na cenę, wydajność czy wręcz odczucia przy aplikacji zwyczajnie przegrywa z Isaną. Mimo wszystko jestem jej wierna i myślę, że to się nie zmieni. Chyba, że stacjonarnie pojawi się Balea, którą mam wielką ochotę wypróbować:)

Serdecznie polecam!


Miałyście?
A może macie jakiś swoich ulubieńców?

Miłego wieczoru,

Jola

piątek, 31 lipca 2015

Jak dbam o pędzle?

Cześć.

Mycie pędzli zapewne dla nikogo nie jest fizyką kwantową. Jednak chciałabym pokazać Wam, czym ja myję pędzle oraz w jaki sposób to robię. Być może osoby, zaczynające swoją "przygodę" z makijażem nie do końca wiedzą jak myć pędzle - stąd pomysł na ten post.
Ja sama z początku nie wiedziałam, jak się do tego zabrać. Czynność sama w sobie niby prosta i logiczna, a jednak.. czy aby na pewno?

Czego używam do mycia pędzli ?


Jak widzicie myję je szamponem dla niemowląt Baby Dram z Rossmanna. Kosztuje ok 5 zł, więc portfel znacząco tego nie odczuje. Sam szampon jest łagodny, być może nie ma on znaczenia dla włosia, jednak ja lepiej się czuję używając tego produktu. Lepszy ten niż bardziej agresywny, prawda? W końcu chodzi "tylko" o wymycie resztek produktów.

Po umyciu nakładam dosłownie na moment odżywkę. Do niej nie przykładam większej wagi, jednak zawsze ją nakładam. Dzięki niej pędzle są miękkie w dotyku i pięknie pachną. Na zdjęciu, które było robione jakiś czas temu widzicie odżywkę, którą już mam wykorzystane; używam odżywki, którą w danym momencie posiadam i często taką, którą ciężko mi zużyć.


Kiedyś zakupiłam również płyn do dezynfekcji pędzli z INGLOTA, ale to była totalna pomyłka.

Jak myję pędzle ?






W tym celu idealnie sprawdza się u mnie rękawica z wypustkami do masowania ciała. Jest to zarówno wygodne jak i funkcjonalne. Wygoda, bo wkładamy rękę i możemy myć pędzle; nie ma konieczności przelewania czy babrania się w miseczkach z wodą. Jest to także funkcjonalne; dzięki temu, że owa rękawica posiada stronę z grubymi, sztywnymi wypustkami, jak i stronę z elastycznymi, dużo mniejszymi "igiełkami". Możemy zatem skutecznie i szybko oczyścić włosie zarówno z tych większych pędzli (np. do pudru, przy którym idealnie sprawdzają się grube wypustki) jak i mniejszych (np. pędzle do blendowania cieni, których włosie idealnie się doczyszcza na "igiełkach".
Samą rękawicę można zakupić w każdej drogerii czy markecie. Moja pochodzi z Rossmanna, a jej koszt to ok 13zł.

Po spłukaniu szamponu nakładam dowolną odżywkę. Gdy tylko nałożę ją na ostatni pędzel, od razu przechodzę do spłukania jej z pierwszego.
Ważne, by szampon czy odżywkę nakładać tylko na włosie i starać się nie zamoczyć trzonka powyżej miejsca łączenia go z włosiem (moczymy tylko włosie, tak by powyżej skuwki było sucho).

Co po umyciu? 




Po umyciu pędzli szamponem (przy użyciu rękawicy) oraz nałożeniu i spłukaniu odżywki odciskam nadmiar wody z pędzli przy pomocy zwykłych papierowych ręczników bądź papieru toaletowego. Ważne, by włosie owinąć papierem i usuwać wodę poprzez dociskanie go a nie szarpanie czy ciągnięcie: w ten sposób usuwamy wodę, nie niszcząc i nie wyrywając włosia.




Następnie odkładam pędzle na szafkę, tak by część z włosiem swobodnie "zwisała" poza krawędzie. Dzięki temu pędzle nie odkształcą się i będą miały możliwość całkowitego wyschnięcia.

Zapamiętaj:
  • nie szarp włosia
  • nie mocz pędzla powyżej skuwki
  • daj pędzlom wyschnąć
A Twoje pędzle posłużą Ci dłużej :)


Tak ja myję pędzle.
A Wy jak to robicie?
Jakich produktów używacie?

Miłego dnia,

Jola

wtorek, 28 lipca 2015

DENKO: Pielęgnacja ciała

Cześć:)

Mam nadzieję, że powoli wracam do starego rytmu. Dzisiaj przychodzę do Was z kolejną częścią denka. Poprzednią mogliście przeczytać TUTAJ.



Na "czerwono" zaznaczam produkty, które bardzo polubiłam i w moim przypadku sprawdziły się bardzo dobrze.
Na "niebiesko" te, które okazały się bublami oraz średniaki.
Więc:
Czerwone - KUPIĘ
Niebieskie  - NIE KUPIĘ


1. Żel pod prysznic z ekstraktem z wanilii ISANA (Rossmann, 2zł, 300ml) - kupiony jeszcze zimą w jak widać bardzo atrakcyjnej cenie. Sam żel był dość wydajny, dobrze mył ciało, fajnie się pienił, ładnie pachniał i o dziwo nie wysuszał mi skóry. Więc polecam.

2. Żel pod prysznic na bazie ekologicznego oleju z Cedru Syberyjskiego (Skarby Syberii, 13zł, 360ml) - bardzo ładnie pachniał (ziołowo), jeśli ktoś z Was nie lubi tego zapachu, to radzę nie kupować, gdyż czuć go na skórze jeszcze przez jakiś czas po kąpieli. Dobrze mył ciało, jednak kiepsko się pienił. Był bardzo, bardzo wydajny. Myślę, że jeszcze do niego wrócę, bo byłam zadowolona. Minusy to pienienie plus zacinająca się po czasie pompka, ale dla mnie to żadna tragedia.

3. Żel pod prysznic plumeria biała & czarny bez ALTERRA (Rossmann, 5zł, 250ml) - zapach w ogóle nie przypadł mi do gustu, ale sam żel dość dobrze się pienił i mył ciało, więc robił to, czego oczekuję. Ze względu na zapach, ja już do tego produktu nie wrócę.

4. Kremowy żel pod prysznic Tangerine & Awapuhi FRESH JUICE (Hebe, 10zł, 500ml) - bardzo, bardzo wydajny produkt. Pachniał dość odświeżająco, aczkolwiek po pewnym czasie miałam już tego zapachu zwyczajnie dość. Dobrze mył ciało, dobrze się pienił, nie wysuszał skóry, nie podrażniał. Ogólnie dość dobry produkt, więc pewnie jeszcze kiedyś do niego wrócę, chociaż jestem ciekawa innych wersji zapachowych.


5. Wygładzający balsam odżywczy do ciała TOŁPA (Hebe, 10zł na promocji, 200ml) - bardzo fajny produkt, szybko się wchłaniał, nie pozostawiał tłustej nieprzyjemnej warstwy na skórze, ładnie pachniał, nie podrażniał, nie zapychał. Myślę, że jeszcze kiedyś do niego wrócę.

6. Regenerujący balsam do ciała z olejem arganowym DELIA (Hebe, 8zł na promocji, 300ml) - kupiłam "na szybko" przy kasie, nie czytając składu, przez co w domu doznałam rozczarowania bowiem na drugim miejscu była parafina, która moją skórę strasznie zapycha. Temu balsamowi dawałam szansę dwukrotnie, jednak za każdym ekspresowo zapychał mi skórę i pojawiały się krosty. Ostatecznie balsam zużyłam do włosów (nakładałam na olej przed myciem). Nie mniej jednak, sam balsam ładnie pachniał i dość szybko się wchłaniał, więc może u osób, których parafina nie zapycha spisałby się lepiej. Nie wrócę do tego produktu.

7. Oliwka pielęgnacyjna HIPP (Lidl, 10zł, 200ml) - moja druga lub trzecia buteleczka. Oliwka jest fantastyczna. Stosowana na ciało szybko się wchłania, świetnie nawilża, nie zapycha; dobrze też nawilża włosy:) Kupię ponownie, gorąco polecam!!



8. Złuszczająca maska do stóp SKINLITE (Carrefour, 10zł) - kupiłam żeby wypróbować tańszy odpowiednik skarpetek Purederm (o których niżej), niestety te, w porównaniu wypadają kiepsko. Wyglądają praktycznie identycznie, pachną identycznie a jednak działanie jest po prostu słabsze. Być może dla osób, które ze skórą pięt nie mają problemu, te skarpety a raczej ich działanie okazałoby się wystarczające. Dlatego też, raczej nie planuję do nich wrócić. Chyba, że znajdą się na promocji za 5zł, wtedy żal nie wziąć.

9. Złuszczająca maska do stóp PUREDERM (Biedronka, 13zł) - w Biedronce rzucane są raz na jakiś czas za 13zł, są jednak w stałej ofercie Hebe w nieco droższej cenie 20zł. Ja zaopatrzyłam się już w Biedronce w kolejną parę (na przyszłość), bo działanie jest fantastyczne. Złuszcza cały naskórek z powierzchni stóp, oczywiście stopniowo i bezboleśnie. Z początku po paru dniach od zastosowania schodzi skóra "lepsza, mniej zniszczona czy zrogowaciała", nieco dłużej trzeba poczekać na skórę pięt, która zazwyczaj jest w "najgorszym" stanie. Sam proces złuszczania skóry trwa dość długo, dlatego też jeśli zależy Wam na gładkich stopach bez wystających kawałków skórek, to radzę skarpetki użyć 2 tyg przed planowanym eksponowaniem stóp. Polecam gorąco.

10. Musujące tabletki do stóp BODY CLUB (Biedronka, 6zł, 6tab.) - bardzo fajny aczkolwiek zbędny kosmetyk. Tabletki szybko rozpuszczają się w wodzie, skóra stóp po takiej kąpieli faktycznie staje się mięciutka i miła w dotyku. Ciekawy produkt, który spełnia obietnice producenta. Jednak wg mnie nie jest produkt, który każda z nas musi posiadać, ot ciekawa nowość, nic koniecznego. Mimo wszystko pewnie wrócę, bo zapach i wygląd stóp po takich kąpielach bardzo mi się podobał.



Próbki:
- mleczko nawilżające LE PETTIT MARSEILIALS (bez szału, ta marka w ogóle mnie nie kusi)
- balsam do ciała KOLASTYNA (podobnie jak pozycja wyżej)
- ekspresowe serum do ciała antycellulitowe ZIAJA (próbka to za mało, żeby się wypowiedzieć, ale nie kusi mnie zakup pełnowymiarowego opakowania)



11. Emulsja do higieny intymnej LACTACYD (Rossmann, 13zł, 200ml) - fatalny produkt. Dziwię się, że jest tak polecany, ponieważ jak dla mnie to jeden z najgorszych produkt w swojej kategorii. Brzydko pachnie, kiepsko się pieni, jest mało wydajny i nie mam poczucia takiego odświeżenia jak przy innych tego typu produktach. NIE polecam i NIE WRÓCĘ.

12. Żele do higieny intymnej INTIMEA: z kwasem mlekowym i ekstraktem z białej herbaty oraz z kwasem mlekowym, prebiotykami i pantenolem (Biedronka, 4zł, 400ml) - fantastyczne produkty, do których ciągle wracam. Bardzo dobrze myją, chronią skórę. Dobrze się pienią, są bardzo wydajne i do tego w niskich cenach. Polecam serdecznie!



 Cała masa chusteczek:

- dezodorant w chusteczce CLEANIC (Biedronka, 4zł 12szt) - te chusteczki to jakiś koszmar, kupiłam z myślą o wyjazdach ale były tak kiepskie, że ostatecznie zużyłam je do czyszczenia podeszwy butów:) Nie dawały one bowiem żadnego uczucia odświeżenia, a wręcz przeciwnie; miałam wrażenie, że skóra staje się klejąca, nie wiem, czym były nawilżone, ale w kontakcie ze skórą nie było to przyjemne. Odradzam.

- INTIMEA z kwasem mlekowym i ekstraktem z nagietka-ochronne oraz z ekstraktem z rumianku-łagodzące (Biedronka, 3zł/op. 20szt/op) bardzo je lubię i notorycznie do nich wracam

- MARION (10szt) i FACELLE (Rossmann, 3zł, 20szt) - Marion średniaczki, Facelle podobnie jak Intimea stały bywalec w mojej torebce

- nawilżany papier toaletowy z ekstraktem z rumianku oraz bezzapachowy z certyfikatem DAAB ALOUETTE (Rossmann, na promocji w cenie ok 3zł/op./70szt.) pierwsze opakowanie kupiłam na próbę i teraz z powodzeniem zastępują tradycyjne chusteczki do higieny intymnej, w porównaniu z normalnymi chusteczkami te są nawet lepsze: tańsze, ilościowo jest ich więcej, są wykonane z innego tworzywa przez co są łagodniejsze dla skóry. POLECAM wypróbować.
 
To by było na tyle:)

Do następnego posta:) 
Miłego dnia:)

Jola
 

czwartek, 23 lipca 2015

Uwaga: SŁOŃCE

Cześć.

Dzisiaj przychodzę do Was z postem na temat negatywnych skutków, spowodowanych nadmierną ekspozycją na promienie słoneczne.

Chciałabym się z Wami podzielić moimi doświadczeniami w tym temacie. Niestety człowiek uczy się błędach - własnych i w 100% się z tym zgodzę.

Powinnam zacząć od tego, że zawsze byłam osobą bardzo bladą i nigdy nie udawało mi się opalić. Mogłam dobre pół dnia spędzić na powietrzu bardzo aktywnie spędzając czas i kolor skóry wieczorem był taki sam, jak o poranku.
Z czasem jednak zaczęło się to zmieniać i pojawiał się efekt - rumień. Wtedy widząc czerwoną skórę wręcz się z tego cieszyłam, bo miałam nadzieję, że w końcu uda mi się opalić. Rumień jednak po paru dniach całkowicie znikał i na nowo pojawiała się blada skóra. Nie doceniałam tego.

Dwa lata temu zbierając porzeczki w ogrodzie, po dwóch godzinach (mimo nasmarowania ciała) nabawiłam się oparzenia słonecznego II stopnia. Oczywiście to moja wina, celowo poszłam zbierać w godzinnych wczesnych; myślałam, że skoro słońce mnie "nie łapie", to taka pora będzie jedyną nadzieją, na jakiekolwiek zaróżowienie skóry. Skóra piekła, ale myślałam, że to dobrze.. Nic bardziej mylnego!

Wieczorem całe plecy dosłownie paliły żywym ogniem, skóra nie mogła znieść kontaktu z materiałem, a rano zobaczyłam, że pojawiły się bąble. W kolejnych dniach bąble wypełniły się ropą, a same plecy stały się jedną wielką opuchlizną. Na poparzenie słoneczne nie ma lekarstwa czy cudownego środka, który natychmiast zniweluje ból czy usunie opuchliznę.
W aptece farmaceutka poleciła mi PANTHENOL Jego recenzja pojawiła się jako jeden z pierwszych postów na tym blogu - TUTAJ możecie ją przeczytać.
Nie macie pojęcia, jaką ulgę poczułam po pierwszym zastosowaniu. Mama spryskała mi całe plecy aerozolem, który zamienił się w chłodzącą piankę.

Panthenol jednak nie zadziała od razu. W przypadku pleców zadziałał natychmiast po zastosowaniu, jednak było to parę dni od momentu oparzenia. W czerwcu tego roku, będąc na Targach w pracy, spedziłam 3 dni na słońcu (z przerwami oczywiście) i pomimo smarowania i maxymalnego zakrycia ciała (zero odkrytych pleców, dekoltów itp.) znowu doznałam oparzenia, tym razem na rękach (od nadgarstka aż do linii rękawka, na twarzy oraz poniżej brody),  Na szczęście tym razem mniejszego, ale jednak bolesnego. W drodze powrotnej ostatniego dnia od razu skierowałam się w poszukiwaniu apteki, jednak z racji niedzieli wszystkie były zamknięte. Udałam się więc do Rossmanna, gdzie zakupiłam Panthenol w sprayu firmy Suz Ozon oraz spray aloesowy po opalaniu tej samej firmy. Sama pianka niestety nie chłodziła i nie działała w ogóle tak, jak mój pierwszy Panthenol. Za to spray dawał uczucie natychmiastowego ochłodzenia, co troszkę łagodziło ból. W obu przypadkach skóra schodziła płatami po około 7 dniach od poparzenia i na szczęście nie pozostały żadne blizny.



Nie napisałam tutaj nic odkrywczego, jednak jeśli wśród Was są osoby, którym opalanie zawsze przychodziło z trudem, to proszę Was - chrońcie się szczególnie, bo wbrew pozorom jesteście bardziej narażeni na poparzenia słoneczne, niż osoby, które "łapią opaleniznę w godzinę".

Miłego dnia,

Jola

czwartek, 28 maja 2015

WRACAM.. z denkiem włosowym !

Cześć.

Nie było mnie parę miesięcy. Przez cały czas wstrzymywałam się z pisaniem postów, czekając na "lepszy moment", który jednak nie nadszedł. Czas zacząć funkcjonować w takich warunkach, jakie mam.

Myślałam, że będę mogła pogodzić pracę, studia (w wersji normalnej plus uzupełnianie treści programowych, przez co nie mam żadnego wolnego weekendu) i pracę w domu z blogiem. Jak widać nie udało się. Nie chciałam pisać postów w momencie, kiedy nie miałam czasu, żeby naprawdę się na nich skupić, kiedy nie miałam fizycznie możliwości komentować czy odwiedzać Waszych blogów.

Jednak bardzo brakuje mi pisania postów, to moja pasja, do której czas w końcu POWRÓCIĆ !

Od razu uprzedzam, że pewnie nie będę regularnie Was odwiedzać, za co z góry przepraszam. Na chwilę obecną próbuję powoli powrócić do  regularnego pisania. A później będę mogła "dołączać" kolejne elementy.

Tak, jak wspomniałam na początku.. nie było mnie długo... Ale w tym  czasie nie wyrzuciłam ani jednego pustego opakowania po kosmetykach, w nadziei na powrót do pisania:)

Na "czerwono" zaznaczam produkty, które bardzo polubiłam i w moim przypadku sprawdziły się bardzo dobrze.
Na "niebiesko" te, które okazały się bublami oraz średniaki.
Więc:
Czerwone - KUPIĘ
Niebieskie  - NIE KUPIĘ




Dziś więc przychodzę z Denkiem z ostatnich 7 miesięcy. Ze względu na bardzo dużą ilość zużytych kosmetyków, dzisiaj zapraszam Was na część WŁOSOWĄ.

* SZAMPONY *


(od lewej:)

 1.PLANETA ORGANICA Szampon Prowansalski Regeneracyjny do wszystkich rodzajów włosów (Skarby Syberii, 13zł, 280ml) - bardzo ładnie pachniał, zapach utrzymywał się na włosach na długo po ich umyciu. Dobrze zmywał oleje, nie plątał włosów. Jednak po tej marce oczekiwałam chyba jakiś cudów, a otrzymałam ot zwykły szampon, który poza zapachem nie różnił się od większości innych szamponów. Skład bardzo dobry, wydajność również. Podsumowując bardzo dobry produkt, z którego byłam zadowolona.

2. PLANETA ORGANICA Szampon do włosów Tybetański: Objętość i Siła ( Skarby Syberii, 13zł, 280ml) - zapach był bardzo intensywny, który nie każdemu przypadnie do gustu, mi tego typu orientalne zapachy bardzo odpowiadają. Wydajność dobra, robi to, czego od szamponu oczekuję, jednakże objętości nie zaobserwowałam, a szkoda.. Mimo wszystko dobry produkt.

3. CIEN Pielęgnujący szampon z oliwą z oliwek x2 (Lidl, 5zł, 250ml) - to szampon z tzw. edycji limitowanych. Ja zaopatrzyłam się w dwie sztuki, w nadziei, że szampon okaże się równie rewelacyjny co jego kuzyn z aloesem. Niestety tak się nie stało. Zapach chemiczny, nieprzyjemny, wydajność raczej kiepska, plątał włosy. Gdyby się jeszcze pojawił, to raczej się na niego nie skuszę.

4. ORGANIX Szampon wygładzający z brazylijską keratyną (Hebe, 20zł w cenie promocyjnej, 30zł w cenie regularnej, 385ml) - tutaj podobnie jak u poprzedników, oczekiwałam, że szampon będzie tak rewelacyjny jak jego imbirowy odpowiednik i niestety się rozczarowałam. Zapach bardzo, ale to bardzo słodki, powiedziałabym, że wręcz duszący i ciężki. Dość dobrze mył włosy, jednak był mało wydajny, plątał włosy. Olej kokosowy i avocado, masło kakaowe i proteiny keratyny: to wszystko miało zapewnić solidne odżywienie włosów, niestety.. figa z makiem. Nie polecam.

5. BIODERMA Delikatny szampon do codziennego stosowania (Super-Pharm, 14zł na promocji, 30zł w cenie regularnej, 200ml) - kolejny bubel. Recenzja jego kuzyna byłaby idealnym odzwierciedleniem tego produktu. Kiepski i drogi, zdecydowanie nie wart swojej regularnej ceny a z delikatnością dla włosów nie miał nic wspólnego. Nie polecam, a wręcz odradzam.

6 i 7. EQUILIBRA Szampon do włosów farbowanych i Szampon aloesowy (DOZ, ok 30zł w dwupaku, poj. po 250ml) - pisze o nich łącznie zarówno ze względu na "łączoną" cenę jak i na działanie. Oba bardzo ładnie pachniały, chociaż wersja do włosów farbowanych bardziej przypadła mi do gustu. Oba dobrze myły włosy, nie podrażniały skóry głowy, były łagodne dla włosów i szybko się skończyły. Z obu produktów byłam bardzo zadowolona i z chęcią do nich powrócę w przyszłości.



* ODŻYWKI *


8. CECE OF SWEDEN Odżywka z mleczkiem kokosowym i biotyna zapobiegająca wypadaniu włosów (Super-Pharm, 20zł na promocji, 1000ml) - z tą odżywką męczyłam się tak długo, że aż wstyd wyjawiać ile czasu u mnie była. Początkowo używałam jej przede wszystkim do wygładzania pędzli do makijażu, później przyszedł czas na odżywianie włosów. I rzeczywiście - odżywiała. Włosy były miękkie w dotyku, lśniące i wyglądały na odżywione. Do tego sama odżywka mimo litrowej objętości, przy regularnym stosowaniu dosłownie znikała w butelce. Na wypadanie włosów nie miała żadnego wpływu. Mimo to - polecam.

9. GARNIER Ultra Doux Odżywka z olejkiem eterycznym z rozmarynu i liściem oliwnym (wygrana w rozdaniu, 200ml) - konsystencja niestety bardzo lejąca, zapach chemiczny i jak dla mnie zbyt intensywny. Szybko się zużyła i co ciekawe, całkiem dobrze spisywała się na włosach. Ja mogłabym zaliczyć ją do średniaków, więc nie wrócę.

10. PLANETA ORGANICA Balsam Tybetański: Objętość i Siła (Skarby Syberii, 13zł, 280ml) - miałam spore oczekiwania a sam balsam okazał się najzwyklejszą odżywką o bardzo ładnym zapachu. Z włosami niestety nie robiła kompletnie nic. Średniak, do którego nie wrócę.

11. DOVE Odżywka do włosów zniszczonych (Rossmann, 9 zł w cenie promocyjnej, 200ml) - bardzo ładnie pachniała, ułatwiała rozczesywanie włosów i lekko nawilżała, niestety była dość nie wydajna, dlatego mam mieszane uczucia. Nie wiem, czy do niej wrócę.

* MASKI *


12. PLENETA ORGANICA Maska marokańska przeciw wypadaniu włosów (wygrana w rozdaniu, 300ml) - FANTASTYCZNA!! Dzięki temu produktowi zapragnęłam złożyć zamówienie w Skarbach Syberii, żeby wypróbować innych kosmetyków z tej firmy. Konsystencja, zapach, wydajność, DZIAŁANIE - wszystko na plus. Włosy po jej użyciu były idealnie dociążone, wygładzone i odżywione jednocześnie. Uwielbiałam ten produkt! W okresie, kiedy używałam tej maski, włosy wypadały mi w ilościach minimalnych, więc nie byłam w stanie stwierdzić, czy działała w tym zakresie. Gorąco POLECAM!

13. APTECZKA AGAFII Maska drożdżowa do włosów: Pobudzenie wzrostu (Skarby Syberii, 14zł) - pachniała identycznie jak Kallos Latte, ale miała bardziej lejącą konsystencję. Działanie w sumie podobne do Latte, a cena 3 razy wyższa, więc ja polecam Latte zamiast tej. Żadnego pobudzenia nie było:)

14. APTECZNA AGAFII Maska do włosów Siedmiu Sił (Skarby Syberii, 4zł, 100ml) - jak na dość niewielki produkt, to maska okazała się niesamowicie wydajna. Z działaniem niestety już gorzej. Zauważyłam, że kosmetyki AGAFII w zdecydowanej większości się u mnie nie sprawdziły i znam ich tańsze odpowiedniki, tak jest i tym razem. Nie kupię ponownie.

* INNE *


15. BATISTE Suchy szampon Fresh (Biedronka, 15zł, 200ml) - w zasadzie powinien być z szamponami, no ale.. To najgorsza wersja suchego szamponu, jaki miałam. A miałam tylko Batiste. Odświeżenie było nikłe i krótkotrwałe, zapach zamiast świeżego, bardzo chemiczny i mało przyjemny. Zdecydowanie nie powrócę.

16. GARNIER OLIA farba do włosów 4.0 ciemny brąz (Rossmann, 12zł na promocji, 20zł w cenie regularnej) - podkuszona nie wiadomo czym, w kwietniu pozwoliłam zrobić sobie parę pasm jaśniejszych włosów, co skończyło się praktycznie blondem, w którym kompletnie się nie odnajdywałam. Zakupiłam więc farbę o kolorze jak mi się wydawało zbliżonym do tego sprzed farbowania. Kolor wyszedł minimalnie ciemniejszy niż na opakowaniu, określiłabym go BRĄZOWĄ CZERNIĄ. Z każdym myciem minimalnie się jednak spłukuje, co dla mnie jest dużym plusem i całość wygląda bardziej naturalnie. Farba całkiem ok, jak na farbę oczywiście.

17. SESA Olejek do włosów przeciw wypadaniu (Allegro, 5zł, 20ml) - kupiłam dwa opakowanie na próbę. Zapach niestety strasznie mnie drażnił a i samo działanie raczej kiepskie. Nie wrócę ponownie.

18. BIOSILK Jedwab do włosów (Rossmann, 10zł, 15ml) - dzięki temu wymęczonemu produktowi wiem już, że nie cierpię tego typu produktów. Obciąża włosy takie jak moje (cienkie) nawet pomimo minimalnych ilości, ale bardzo ładnie pachniał, typowo "fryzjersko". Jednak jest to dla mnie kompletnie zbyteczny produkt. Nie wrócę.

19. L'OREAL Spray ułatwiający rozczesywanie i zwiększający objętość (bez spłukiwania) (Super-Pharm, 13zł na promocji, 200ml) - z początku nie mogłam się do tego produktu przekonać, z czasem jednak przy regularnym stosowaniu nawet go tolerowałam. Objętość raz była, a raz nie.. więc nie wiem czy to kwestia ilości produktu czy zwykłego przypadku? Zapach chemiczny, działanie nie pewne, produkt zbyteczny - tyle w temacie:)

20. DABUR Vatika Olejek do włosów (Allegro, 15zł, 150ml) - Zapach straszny, chociaż typowo kokosowy. Działanie całkiem ok, nawilżał włosy, jednak identycznie zachowuje się naturalny olejek kokosowy, więc nie widzę sensu kupowania chemicznych zastępników. Mimo wszystko wracać nie planuję, bo zapachu kokosa nie znoszę.


To byłoby na tyle. Mam nadzieję, że ktoś jeszcze tam po drugiej stronie został.. :)

Produktów jest naprawdę sporo.. ale to zużycia SIEDMIU MIESIĘCY a nie jednego:)

Do następnego posta:)

Jola

niedziela, 4 stycznia 2015

DENKO (Wrzesień i Październik)

Cześć Wszystkim!

Znowu wracam po dłuższej nieobecności na blogu. Nie ma sensu chyba po raz kolejny powtarzać tego samego - praca, studia, praca, dom.



Więc od razu przejdę do konkretów. Zużyte opakowania trzymałam naprawdę długo. Od września nie było denka, a więc trochę produktów na przestrzeni ostatnich czterech miesięcy się nazbierało. Postanowiłam jednak, iż podzielę to na dwie części - jedna byłaby dla mnie za duża.
Z racji pogody ciężko było też mi zrobić zdjęcia. Jak wychodzę i wracam z pracy jest zwyczajnie ciemno, a mój aparat najlepsze zdjęcia robi na zewnątrz, przy naturalnym świetle.

No ale.. zaczynamy!

Na "czerwono" zaznaczam będę produkty, które bardzo polubiłam i w moim przypadku sprawdziły się bardzo dobrze.
Na "niebiesko" te, które okazały się bublami oraz średniaki, które szału nie zrobiły, ale krzywdy również. Jednakże do nich podobnie jak do bubli - nie powrócę.
Więc:
Czerwone - KUPIĘ
Niebieskie  - NIE KUPIĘ
 
 
 PIELĘGNACJA WŁOSÓW:
 



1. Szampon Agafii Objętość i Puszystość (Skarby Syberii, 13zł, 350ml) - przyjemnie pachniał i był wydajny, jednak strasznie przesuszał mi włosy, kiepsko radził sobie z ich oczyszczaniem, co dla mnie ostatecznie go pogrążyło. Nie polecam tego produktu, na szerszą recenzję zapraszam TUTAJ.

2. Suchy szampon do włosów BATISTE o zapachu Tropical (Hebe, 15zł, 200ml) - Batiste to jedyna marka suchych szamponów, z którymi miałam styczność i jestem zauroczona. Bez względu na wersję zapachową każdy spisuje się fantastycznie. Odświeża włosy, unosi je delikatnie u nasady, czyli robi wszystko, czego oczekuję. TUTAJ możecie zobaczyć jego szerszą recenzję wraz ze zdjęciami "przed" i "po" zastosowaniu. Polecam!

3. Nawilżająca odżywka zwiększająca objętość włosów EQUILIBRA (wygrana w rozdaniu, dostępna w aptekach DOZ za ok 20zł, 200ml) - jedna z lepszych odżywek, których miałam przyjemność używać. Bardzo mocno nawilżała włosy, sprawiała, że były mięciutkie i sypkie. Zero minusów! TUTAJ zapraszam po szerszą recenzję.

4. Suchy szampon do włosów BATISTE o zapachu Original (Hebe, 7zł, 50ml) - moje zdanie identyczne jak w przypadku dużej wersji opisanej wyżej. Polecam!

5. Intensywnie regenerująca maseczka BIOVAX GOLD (Super-Pharm, 9zł, 125ml) - Wszystko, tzn. zapach, konsystencja czy cena byłoby super, gdyby nie nawilżenie. Dla moich włosów niestety było ono niewystarczająco, przez co nie planuję powrotu do tego produktu. TUTAJ zapraszam po szerszą recenzję.

6. Szampon DOVE (Super-Pharm, 10zł, 350ml) - kupiłam go na promocji pod wpływem chwili i w zasadzie nie żałuję. Bardzo ładnie pachniał - typowo dla produktów tej marki. Konsystencja perłowa, kremowa, dobrze się pienił i mył włosy. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że naprawdę był to całkiem dobry szampon, dobrze oczyszczający włosy - polecam.


7. Maska do włosów siedmiu sił BABUSZKI AGAFII (Skarby Syberii, 5zł, 100ml) - maseczka bardzo wydajna, o ciekawym zapachu. Niestety moje włosy się jakoś z nią nie polubiły. Nawilżenie może i było, ale nie takie, którego moje włosy potrzebują. Można też z nią łatwo przesadzić, co skutkuje natychmiastowym przetłuszczaniem włosów. Ja do niej nie wrócę niestety.

8. Próbka intensywnie regenerującej maseczki z keratyną i jedwabiem BIOVAX (Biedronka, 2zł, 20ml) - bardzo dobrze nawilżała, więc byłabym skłonna do zakupu pełnowymiarowego opakowania.

9. Saszetki szamponu leczniczego przeciwłupieżowego ZOXIN-MED (Apteka, 1,50zł/saszetka, 6ml) - chciałam wypróbować czegoś nowego. Szampon bardzo dobrze się pienił, jedna saszetka spokojnie wystarczała na dokładne oczyszczenie włosów i skóry głowy. Szampon nie podrażniał, co do działania przeciwłupieżowego, to przy początkach łupieżu sobie poradził i go zlikwidował, więc myślę, że w razie W do niego wrócę. Polecam.


PIELĘGNACJA CIAŁA:



10. Kremowy żel pod prysznic NIVEA (Rossmann, 10zł, 500ml) - całkiem dobrze się spisywał, pachniał identycznie jak krem tejże marki, co po czasie było już trochę męczące. Jak dla mnie średniaczek, Dove spisywał się dużo lepiej. Ale sam produkt do najgorszych nie należał.

11. Pianka do golenia do skóry wrażliwej ISANA (Rossmann, 4zł, 150ml) - moja ukochana pianka, której pozostaje wierna już wiele miesięcy. Produkt tani, łatwo dostępny i w moim przypadku spisujący się idealnie. Nie podrażniał skóry, nie wysuszał. Serdecznie POLECAM!

12. Kremowy płyn do higieny intymnej z kwasem hialuronowym nawilżający ZIAJA (Leclerk, 6zł, 200ml) - bardzo wydajny produkt, nie podrażniał, nie uczulał, nie wysuszał. Polecam.


PIELĘGNACJA TWARZY:




13. Krem pod oczy DERMEDIC (Super-Pharm, na promocji 11zł, 15g) - bardzo ale to bardzo wydajny produkt. Nie podrażniał skóry wokół oczu, nie wysuszał, dość dobrze nawilżał, ale nie było to też zbyt mocne nawilżenie, dlatego dla mnie to średniaczek. Mam jeszcze jedno opakowanie.

14. Maseczka oczyszczająca Pure Skin RIVAL DE LOOP (Rossmann, 1,50zł 8ml) - Maseczka całkiem fajna, aczkolwiek szału nie było. Średniak.

15. Bawełniane płatki kosmetyczne LILIBE (Rossmann, 3zł, 120szt.) - jak dla mnie płatki tejże firmy są najlepsze. Serdecznie polecam! Są mega mięciutkie!

To by było na tyle:)

Miałyście któryś z pokazanych przeze mnie produktów?
Jeśli tak, to jak dany produkt spisał się u Was?

Do następnego:)

Jola