Obserwatorzy

Obserwują mnie

środa, 30 kwietnia 2014

Recenzja: Arganowy szampon 8w1 EVELINE

Cześć Wszystkim.

Przyszedł czas na recenzję kolejnego produktu do włosów. Muszę przyznać, że ostatnie zużywanie idzie mi całkiem nieźle, a raczej produkty kończą mi się w jednym czasie, stąd tyle recenzje na moim blogu w ostatnim i najbliższym czasie.



Dzisiaj opowiem Wam troszkę o arganowym szamponie 8w1 firmy Eveline, który ma zapewnić kompleksową odbudowę i ochronę koloru, przeznaczony jest do włosów farbowanych, rozjaśnianych i zniszczonych.

Swój zakupiłam w Biedronce. Zapłaciłam ok 9 zł za 150 ml produktu.

CO PISZE PRODUCENT:





SKŁAD:

 AQUA/WATER, SODIUM LAURETH SULFATE, COCAMIDOPROPYL BETAINE, DIMETHICONAL, TEA-DODECYLBENZENESULPHONATE, ARGANIA SPINOSA KERNEL OIL, PROPYLENE GLYCOL, COCAMIDE DEA, ARCTIUM LAPPA ROOT EXTRACT, HYDROLYZED KERATIN, SODIUM CHLORIDE, PANTHENOL, PEG-75 LANOLIN, ETHYLHEXYL METHOXYCINNAMATE, EQUISETUM ARVENSE LEAF EXTRACT, URTICA DIOICA LEAF EXTRACT, HYDROLYZED SILK, BUTYLENE GLYCOL, CENTELLA ASIATICA LEAF EXTRACT, CITRIC ACID, PARFUM, METHYLCHLOROISOTHIASOLINONE, METHYLISOTHIASOLINONE.

MOJA OPINIA:

Najpierw zweryfikuje słowa producenta:
  • ma dokładnie i delikatnie myć: czy dokładnie to nie wiem, ale z początku spisywał się w tym względzie całkiem dobrze
  • chroni kolor: nie jestem w stanie tego stwierdzić, ale śmiem wątpić
  • nadaje włosom blask: zdecydowanie nie. Od tego mam olejki.
  • intensywnie odżywia, nawilża i głęboko regeneruje włókna włosów: nie, nie i jeszcze raz NIE!
  • włosy staja się lśniące, miękkie w dotyku, łatwo się rozczesują i nie puszą się:  wypowiedziałam się wyżej: nie ten produkt. Szampon ma przede wszystkim OCZYSZCZAĆ mi włosy, tego oczekuję. Moje włosy są lśniące i mięciutkie, nie mam problemu z puszeniem ani rozczesywaniem, ale to zasługa odżywek i olejowania przede wszystkim.
  • nie obciąża i nie zostawia osadów: osadów rzeczywiście nie zostawia, ale w moim przypadku po 3-4 użyciu zaczął obciążać.
  • intensywna regeneracja: nie, w żadnym wypadku.
  • ochrona przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych: niby jakim cudem? Nie.
Odnośnie działania składników, nie zaobserwowałam praktycznie NIC:
  1. Brak regeneracji
  2. Brak nawilżenia
  3. Nie chroni przed szkodliwym działaniem czynników zew.
  4. Nie nadaje miękkości. Brak elastyczności.
  5. Brak odbudowy struktury włosa.
  6. Brak odżywienia i regeneracji.
  7. Brak wzmocnienie cebulek.
  8. Nie koi żadnych podrażnień skóry głowy.
  9. Nie stymuluje porostu włosów.
  10. Nie hamuje ich wypadania.
  11. Nie normalizuje hydrolipidowej równowagi skóry głowy.
  12. Nie działa przeciwłupieżowo. 
Zaobserwowałam:
  1. Wygładzenie (chociaż ja bym to raczej nazwała obciążeniem) 

+ Dostępność. W większości drogerii i marketów.
+ Opakowanie. Wygodna buteleczka, z której nic nie przecieka.
+ Dobrze się pieni.


- Cena/Pojemność. Wg mnie 9 zł za 150 ml to sporo, zwłaszcza, że żadnego szału nie widzę. Gdybym była zachwycona, to być może inaczej bym spojrzała na ten aspekt. Ale w tej cenie można dostać większe i lepiej działające szampony (przynajmniej na moje włosy).


- Konsystencja/Wydajność. Szampon o dość lejącej konsystencji, przez co jego wydajność maleje. 
- Zapach. Mówiłam już Wam o tym, że bardzo nie lubię słodkich zapachów. A ten taki właśnie jest. Przypomina mi troszkę maskę Kallos Latte - ma podobny, mleczny, bardzo słodki i dla mnie duszący zapach.
- Działanie: Przy pierwszych użyciach byłam nawet zadowolona, jednak później bardzo szybko zaczął obciążać mi włosy. Mam wrażenie, że te silikonowe składniki czy też olejki nabudowały się na powierzchni włosa w trakcie mycia, przez co nie czułam komfortu umytych włosów, a wręcz przeciwnie. Nie mogłam doczekać się kolejnego mycia, by zmyć z włosów to, co na nich siedzi.

Podsumowując:

Jestem tym szamponem troszkę rozczarowana. Nie spodziewałam się może cudów, ale mimo wszystko działanie i wygląd włosów, jaki otrzymałam mnie nie zadowalają w żadnym wypadku.
Wg mnie cena jest wygórowana, zwłaszcza w stosunku do pojemności i wydajności.
Włosy są przyklapnięte, obciążone. Z jednej strony są umyte a z drugiej wymagają mycia.
To mówi samo za siebie - szampon ma dokładnie oczyszczać mi włosy - ja tego oczekuję i niestety tego nie otrzymałam.

Z pewnością do tego produktu już nie wrócę!
Jestem bardzo zadowolona, że się skończył.
 

Miałyście z nim do czynienia?
Jak spisał się u Was?

Słonecznego dnia,
Jola

piątek, 25 kwietnia 2014

Recenzja: płyn do pielęgnacji włosów odżywczo-wzmacniający ALOEVIT

Cześć Wszystkim:)

Dzisiaj czas na post, którego pisanie jest dla mnie niesamowitą frajdą, bowiem chodzi o kolejny produkt włosowy.



Jako, że w tym tygodniu wykończyłam do ostatniej kropli moją wcierkę postanowiłam szybko zrobić zdjęcia i napisać post na temat płynu do pielęgnacji włosów odżywczo-wzmacniającego Aloevit, firmy Kosmed, którym jestem totalnie OCZAROWANA!



Podobnie jak przy recenzji JANTARU nie dysponuje osobnym zdjęciem, dlatego wstawiam ich wspólne, w momencie zakupu.
Płyn zakupiłam w aptece DOZ.
Cena ok. 8 zł za 100 ml pojemności.


CO PISZE PRODUCENT ORAZ SKŁAD:



MOJA OPINIA:

Muszę przyznać, że zastanawiałam się nad zmianą koloru przy wadach i zaletach, jednak czerwony bardzo lubię i pomimo wszystko mi kojarzy się bardzo pozytywnie a nie ostrzegawczo; niebieski z kolei wydaje mi się jakiś smutniejszy i bardziej pasuje mi do wad:) dlatego zostawiam to bez zmian:)

Tak jak wspomniałam na samym początku jestem ZACHWYCONA działaniem.
Ale po kolei.

 Najpierw zweryfikujmy to, co obiecuje producent:
  • poprawia ogólny stan włosów, przywraca im naturalny wygląd i połysk: tutaj po części się zgodzę, bowiem poprawia stan włosów ale w totalnie inny sposób, niż sugeruje producent. Żadnego połysku po niej nie będzie - to nie olej.
  •  powoduje ustąpienie złuszczenia i świądu: wręcz przeciwnie:)

+ Cena/Dostępność. Jak dla mnie cena bardzo niska a wręcz śmieszna biorąc pod uwagę działanie. Dostępna w aptekach.
+ Zapach/Konsystencja Wodnisty płyn o żółtawej konsystencji. W zapachu przypomina mi anyżki odpustowe:) (takie żółte):)



+ Pojemność/Wydajność. Producent zaleca, by wcierać płyn 3-4 razy w tygodniu, dlatego też ja postanowiłam, że będę to robić co dwa dni. 100 ml płynu wystarczyło mi na ponad miesięczną kurację, a dokładnie na 18 wtarć w skórę głowy.
+ Działanie. A więc najważniejsze. Po pierwsze: zmniejszyła wypadanie moich włosów o ok. 20-30%. Moje włosy jak niejednokrotnie wspominałam, nie wypadają w nadmiernej ilości i raczej się z tym problemem nie zmagałam. Jednak zauważyłam bardzo szybko różnicę w tym względzie. Podczas mycia włosów wypadało ich zdecydowanie mniej. Podczas czesania prawie w ogóle. To z pewnością również wpływ innych elementów, nie mniej jestem pewna, że ta wcierka bardzo istotnie się do owej poprawy przyczyniła. 
Po drugie pojawiło się u mnie ogromnie dużo baby hair:) Zwłaszcza w okolicach skroni. Żałuję, że nie zrobiłam zdjęć na początku, by pokazać Wam tę zaskakującą różnicę. Ja do tej pory własnym oczom nie wierzę:)
Po trzecie spowodowała szybszy porost moich włosów. I tu uwaga: jak pisałam Wam chociażby przy Jantarze, moje włosy rosną średnio ok 1 cm na miesiąc a nawet i mniej. A jak dodać do tego ew. kruszenie włosów (w gorszym okresie, przy stosowaniu TT zwłaszcza) to już w ogóle żal i smutek. Teraz urosły 3,5-4 cm w ciągu 5 tygodni!! Co prawda po miesiącu stosowania Aloevitu zaczęłam łykać suplement Doppel Herz, jednak stosuje go stosunkowo krótko, by uzyskać jakiekolwiek efekty, a po drugie wzrost włosów przy Aloevicie zaobserwowałam bardzo szybko. O dziwo nie tylko ja, ale nawet moi rodzice, którzy nigdy w moich włosach nie widzieli nic specjalnego, teraz się nad nimi zachwycali. Nad długością i ich ogólnym wyglądem.
Na końcu oczywiście zdjęcia, które zobrazują to dużo lepiej, niż słowa.

Czas teraz na parę minusów:

- Opakowanie. Szklana zakręcana buteleczka nie jest najlepszym pomysłem. Może i wygląda estetycznie i minimalistycznie, co mi się osobiście bardzo podoba, ale wydobywanie z niej płynu jest strasznie uciążliwe. Dlatego też ja przelałam ją podobnie jak Jantar do atomizera. Ta wada jest do przeskoczenia, więc nie jest ogromnym problemem. Nie mniej jednak, producenci wcierek - pomyślcie w końcu o buteleczkach z atomizerami!



- Przyspieszała przetłuszczanie się włosów. Niestety owe przyspieszone przetłuszczanie nie zniknęło po paru dniach, ale utrzymywało się przez cały okres stosowania płynu. Normalnie myłam włosy co 3 dni, teraz musiałam co 2.
- Już od 1 użycia podrażniła skórę głowy. Teraz sama nie wiem, czy to nie po prostu jej działanie. Nie mniej jednak objawy "tego ew. działania" nie były przyjemne. Skóra głowy swędziała, wręcz lekko szczypała czy piekła. Miałam ochotę bardzo często ją drapać. Pojawił się również łupież.
Czas na zdjęcia:



Przed zrobieniem zdjęć podcięłam lekko końcówki. Są lekko wywinięte, ale to od wiązania włosów. Starałam się wiązać je do zdjęć jednakowo, by owe wywinięcie było identyczne.



Na pierwszym zdjęciu wyraźniej widać różnicę z racji żółtego, rzucającego się w oczy paska (jego szerokość wynosi ponad 4 cm).

Podsumowując:

To produkt, który spisał się u mnie totalnie odwrotnie od jego pobratymca. Pod każdym możliwym względem, zarówno tym pozytywnym, jak i negatywnym. Zastanawiam się nawet nad zrobieniem dodatkowej notki porównującej obie wcierki.



Dla mnie jedyną istotną wadą jest ciągle swędzenie skóry głowy oraz towarzyszący temu łupież. Chociaż swędzenie jestem w stanie wytłumaczyć sobie mocnym działaniem płynu.
Prawie 4 cm na plusie, baby hair i zmniejszone wypadanie totalnie mnie przekonuje do tego produktu i już wiem, że z pewnością wrócę do niego ponownie.
Podejrzewam, że przy okazji kolejnych zakupów na DOZ, zamówię sobie nawet 2 buteleczki.

Miałyście do czynienia z tym płynem?
Znacie go?

 Zaraz wyjeżdżam, przeprowadzić wywiad do pracy inżynierskiej i muszę przyznać, że strasznie się stresuję. Nie jestem osobą o mocnych nerwach w takich sytuacjach, więc trzymajcie kciuki, żeby jakoś poszło.
Do zobaczenia w przyszłym tygodniu:) Mam nadzieję, że będziecie mieli udany weekend, ja swój spędzę na Uczelni.

Miłego dnia,

Jola

czwartek, 24 kwietnia 2014

Mój sposób na: jogurt naturalny

Cześć.

Jestem chyba jedyną osobą, która nie lubi jogurtu naturalnego. Ten kwaśny smak wielokrotnie skutecznie mnie zniechęcał, a próbowałam na kilka sposobów: solo, z mussli, z kawałkami owoców, z dodatkiem kakao, itp. - zawsze kończyło się tak samo: wyrzuceniem jogurtu.
Naprawdę nie byłam i nadal nie jestem w stanie przekonać się do tego smaku, jak tylko go czuję na języku to mam odruch...

Sporo dobrego jednak się naczytałam o samym jogurcie i byłam dość zdeterminowana, by w końcu znaleźć na niego sposób. I znalazłam.

Nie jest to absolutnie nic odkrywczego - ot zwykły koktajl. Pozwolił mi on jednak na "przemycanie" jogurtu naturalnego do menu.

Przykładowa wersja koktajlu. (moja ulubiona swoją drogą, zawsze muszą się znaleźć banany, niestety przy samych truskawkach smak jogurtu naturalnego jest dla mnie nadal mocno wyczuwalny, chociaż z pewnością bardziej znośny niż solo)



- truskawki
- banany
- płatki owsiane górskie
- jogurt naturalny
- czasem dodaję też siemienia lnianego oraz mleka (w zależności od stopnia gęstości, jaki chce uzyskać)


Truskawki czy też inne owoce oczywiście myję. Owoce kroje na mniejsze kawałki. Wszystko wrzucam do pojemnika i blenduję.








Koktajl jest pyszny. Im więcej płatków damy, tym bardziej będzie treściwy a przez to sycący.



Smacznego! :)

A jakie są Wasze sposoby na jogurt naturalny?
Ktoś jeszcze nie przepada za tym smakiem, czy jestem jedyna?:)

Miłego dnia,
Jola

wtorek, 22 kwietnia 2014

Recenzja: olejek pod prysznic ISANA

Cześć.

Nie wiem jak Wam, ale mi te Święta minęły bardzo szybko. Nie wchodziłam na bloga, także mam spore zaległości, które staram się nadrabiać, jednak wiem, że z pewnością nie zrobię tego tak, jakbym chciała w 100% - brak czasu:(
Podczas tych paru dni zastanawiałam się w ogóle nad definicją świąt wpisaną we współczesny świat i doszłam do wniosku, że owszem: każde święto jest wykorzystywane przez marketingowców, ale ile w tym prawdziwych Świąt?
To była przecież Wielkanoc, a wydaje mi się, że mało kto zastanowił się, czym tak naprawdę są te dni. Czym są i co oznaczają dla osób wierzących.
Na hasło Wielkanoc przed oczami stają teraz w szeregu zajączki, pisanki, prezenty i lany poniedziałek. A czy o to chodzi? Moim zdaniem to zmierza w złym kierunku.
Ale nie o tym dzisiaj. 

Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam recenzję olejku pod prysznic, marki Isana.

 

Zakupiłam go w Rossmannie, w cenie 4 zł. Pojemność 200 ml.

Co pisze producent:

  • natłuszczające olejki pielęgnują suchą oraz wrażliwą skórę
  • pantenol oraz witamina E chronią przed wysuszeniem
  • pH przyjazne dla skóry, testowane dermatologicznie
Skład:

GLYCINE SOJA OIL, MIPA-LAURETH-SULFATE, LAURETH-4, HELIANTHUS ANNUUS SEED OIL, PARFUM, BHT, PANTHENOL, TOCOPHERYL ACETATE

Moja opinia:

+ Dobrze myje.
+ Nie wysusza.
+ Lekko nawilża. Jednak owe nawilżenie będzie odczuwalne tylko u osób mało wymagających pod względem nawilżenia. Moja skóra na ciele jest normalna i nie potrzebuję po kąpieli smarować się niczym innym, jednak u osób ze skórą suchą nawilżenie będzie moim zdaniem niewystarczające.
+ Cena. Niska, zwłaszcza w stosunku do pojemności.
+ Dostępność. Rossmann jest już prawie wszędzie.



+ Buteleczka. Zamykana na klik.
+ Zapach. Mi nie przeszkadza. Owszem jest specyficzny, jednak nie jest nie przyjemny, ja ryby nie czuję:)

- U osób ze skórą suchą nawilżenie może być niewystarczające. Jednak tego typu produkt ma przede wszystkim myć.
- Słabo się pieni. Nie powiem, że w ogóle, minimalna piana jest. Jeśli jednak ktoś lubi, gdy widzi czym się myję, widzi pianę na gąbce - tutaj tego nie uzyska.
- Mało wydajny. Żeby zobaczyć i poczuć chociaż ową minimalną pianę to trzeba troszkę go wylać na gąbkę.

Podusmowując: 

Ja ten produkt lubię i będę do niego wracać. Jest tani, łatwo dostępny i podoba mi się jego działanie na mojej skórze, zwłaszcza latem, kiedy w upałach nie mam ochoty smarować się czymkolwiek po kąpieli.
To moja druga buteleczka i z pewnością nie ostatnia.

Miałyście? Używałyście?

Miłego dnia,

Jola

piątek, 18 kwietnia 2014

Zakupy: Cz.III - misz-masz + wygrane rozdanie!

Cześć Kochani!

Dzisiaj przychodzę do Was z resztką moich zakupów, które poczyniłam na przestrzeni ostatnich miesięcy. To swego rodzaju misz-masz, w którym nie zabraknie elementów dekoracyjnych, jak i zwyczajnych pierdół:) Bardzo dużo zdjęć!

Wszystko w totalnie losowej, przypadkowej kolejności:


Na początek ubrania. Nigdy ich na moim blogu nie pokazywałam i to nie dlatego, że nie chciałam, ale dlatego, że przez ostatnie miesiące nic nie kupowałam. Moje podejście, mój gust bardzo się zmienił na przestrzeni ostatnich lat i stałam się bardzo wybredna w tym zakresie. Z reguły albo podoba mi się pół asortymentu w sklepie, albo nie podoba mi się nic. Jak widzicie na zdjęciach wyżej są to zwykłe rzeczy, bez szaleństw:
1 - bluzeczka, jakby pleciona, delikatnie prześwitująca, bardzo wygodna, luźna (New Look, 40 zł na przecenie)
2 - sweter, cieplutki, wygodny (Takko, 38 zł z rabatem)
3 - zestaw: grafitowe getry + różowa koszulka, luźny, wygodny zestaw do chodzenia po domu (Butik, 40 zł)
4 - spodnie dżinsowe, obecnie troszkę za duże, ale bardzo wygodne (Takko, 42 zł z rabatem)
5 - spodnie w kolorze khaki ze "złotymi" elementami, pięknie się prezentują na żywo (Butik, 45 zł po przecenie)


Wazoniki kupione po jednej sztuce w różnych odstępach czasu. Po prostu mi się spodobały a wazony uwielbiam, nigdy nie wiadomo, kiedy się przydadzą a i puste mogą stanowić ciekawy element dekoracyjny (Pepco, 3 zł/ sztuka).


Jak tylko zobaczyłam te rękawiczki (robocze, do ogródka) to wiedziałam, że będą moje. Są bardzo cukierkowe i optymistyczne, czyli idealne jak dla mnie:) (Sklep ogrodniczy, 2 zł).
Ostatnio zaopatrzyłam się też w kolczyki. Od góry: duże i ciężkie (Takko, 8 zł z rabatem), perełki z kokardką (Pepco, 1,50 zł), kule (Rossmann, 10 zł).


Dwa kwiatki z Biedronki. Po lewej sit spiralny (ok 16 zł z doniczką), po prawej dracena ( ok 11 zł + doniczka - 3 zł). (Oba kwiaty mają zabezpieczone nawadniacze przy pomocy wstążki)


Owe nawadniacze. Wiem, że dla wielu osób to zwykła niepotrzebna pierdółka, jednak ja chyba nie mam ręki do roślin jak idzie o ich podlewanie - albo je wysuszę, albo zaleję. Więc stwierdziłam, że wypróbuję ten "wynalazek". Być może okaże się nie trafiony, ale w zasadzie, nic nie tracę. (Pepco, 10 zł/2 sztuki).


Uwielbiam książki kulinarne. Naprawdę uwielbiam. W marketach czy księgarniach zawsze znajdę chwilę, by je przejrzeć. Ostatnio dokupiłam kolejną część do kolekcji (po lewej stronie) (Empik, 13 zł), w ręcę wpadła mi też książka z kuchnią polską: zawierająca przepisy od przystawek, przez zupy, dania główne i desery, czyli wszystko, co nam potrzebne (Carrefour, 8 zł).


Idąc dalej tematem książek. Filety rybne (Carrefour, 10 zł) oraz puszka z 50 przepisami na różne ciasteczka na kartach plus 4 wykrawaczki. Początkowo kupowałam ją z myślą o jej sprezentowaniu, ale zdążyłam się "zauroczyć" zawartością i puszeczka została ze mną (Carrefour, ok 10-15 zł).


Przy którejś z wizyt w Biedronce natknęłam się na organizery. Początkowo nie wiedziałam, na który się zdecydować, ale w końcu padło na ten i nie żałuję. Wydaje się być uniwersalny i jestem pewna, że będzie ślicznie wyglądał i spełniał swoją funkcję zarazem (Biedronka, 10 zł).


Uwielbiam puszki - to już wiecie. W bydgoskim Pepco zobaczyłam inne wersje kolorystyczne i musiałam je mieć. (Pepco, 7 zł/ duże puszki, 4 zł/ mała puszka, ok 4-6 zł/ koszyk).


Kolejne puszki. (Pepco, 6 zł/okrągła puszka, ok 7 zł/ duża puszka. I dzisiejszy zakup - kwadratowa tortownica z wyjmowanymi bokami (Biedronka, ok 8 zł).


Na ten listownik czaiłam się od paru tygodni. Ale stwierdziłam, że go nie potrzebuję. Nie mogłam jednak o nim zapomnieć, mimo szukania nigdzie go nie znalazłam... do czasu. Jak tylko go zobaczyłam to momentalnie chwyciłam i włożyłam do koszyka. Ja w nim przechowuję obecnie czytane gazety/czasopisma (Pepco, 30 zł).


Uwielbiam szklane pojemniki. Ten już jest zapełniony słonecznikiem (Pepco, 2 zł). Świeczka (Pepco, 4 zł).


I zakupy kosmetyczne najnowsze, z tego tygodnia. Wygładzający balsam odżywczy do ciała Tołpa (Hebe, 8 zł na promocji), chusteczki Facelle, które kupuję jak tylko trafię na promocję (Rossmann, 3 zł na promocji). 3 saszetki szamponu przeciwłupieżowego Zoxin-med, które kupiłam, by ukoić skórę głowy, która po Aloevicie jest bardzo podrażniona (Apteka, 1,60 zł/ saszetka).

Teraz pora na pokazanie Wam paczuszki od Ani z TEGO  bloga.

Kochana bardzo, ale to bardzo dziękuję Ci za paczuszkę!! Nie spodziewałam się, że będzie taka bogata!! Żebyś widziała mój uśmiech do końca dnia:) Dosłownie nie schodził mi z twarzy:) Próbki maseczek miałam ochotę użyć tego samego wieczora, cudem się powstrzymałam! Kocham produkty do włosów i z samej jednej próbki maski cieszyłabym się jak dziecko:D
DZIĘKUJĘ!!!!! :*



A oto, co znalazłam w paczce;)


- odżywka do włosów gładkich i delikatnych, nadająca objętość Isana: chodziłam koło tej serii i chodziłam.. i w końcu mam:D
- odżywka do włosów normalnych z olejkiem eterycznym z rozmarynu i liściem oliwnym Garnier Ultra Doux: kolejny produkt, którego nie miałam okazji używać:) 
- serum w sprayu Schwarzkopf Gliss Kur: aż chce się powiedzieć "do trzech razy sztuka", kolejny raz nie miałam do czynienia, więc tym bardziej się cieszę! Dziękuję!



Teraz mogę już powiedzieć, że żadnego z tych produktów nie miałam:) Dosłownie jak strzał w 10-tkę. Jestem niezmiernie ciekawa z działania.
- krem rumiankowy do pielęgnacji rąk i paznokci regenerujący Mariza: nie miałam żadnego kosmetyku tej firmy, znam ją tylko z recenzji na blogach, więc ciekawość mnie zżera:)
- mleczko do ciała AA: pięknie pachnie:)
- tonik do twarzy z olejkiem z drzewa herbacianego Mariza: nic, tylko używać:)


- suplement Doppel Herz z biotyną na włosy: strzał idealny. Kilka dni temu rozpoczęłam kurację tym specyfikiem i mam dodatkowe opakowanie:)
- próbki wody toaletowej: już wiem, kto je otrzyma:D


- świeczka: już ma swoje miejsce:D
- korektor rozświetlający pod oczy Lovely: jeszcze nie miałam tak otwieranego produktu, kręcenie nim to czysta przyjemność:)
- lakier do paznokci Bell: dla mnie ideał, bo rzadko je maluje na kolorowo


- filiżanki:) niestety coś mi światło nie chciało współpracować.. to chyba przez ich śnieżnobiałą biel:D
- kolczyki oraz wisiorek:)

 I próbki MASEK DO WŁOSÓW:))


Jak widzicie paczka była MEGA DUŻA i zawartość zadowoliłaby chyba każdego:) 
A jeszcze te dodatki:) 
Brak mi słów.. jeszcze raz.. KOCHANA BARDZO CI DZIĘKUJĘ!!!

Jeśli dotrwaliście do końca tego postu, to brawa dla Was:) Był długi:)) Ale teraz przynajmniej z zakupami jestem całkowicie na "czysto":)

Nie wiem, czy wstawię coś jeszcze przed Świętami, więc chciałabym Wam życzyć 

Zdrowych, Wesołych Świąt Wielkanocnych,
Radosnych spotkań w gronie najbliższych,
Smacznego święconego jajka
oraz
Mokrego Dyngusa!!

Miłego długiego weekendu:)

Jola



wtorek, 15 kwietnia 2014

Włosowy HIT pielęgnacyjny: Organix & Gosh

Cześć:)

Nie wiem jak Wam, ale mi dni uciekają jak szalone. Jeszcze nie dawno świętowaliśmy Nowy Rok, a teraz mamy już połowę kwietnia! 

Dzisiaj zjawiam się tutaj z poniekąd recenzją dwóch produktów do włosów, które u mnie sprawdziły się w 200%, w których jestem totalnie zakochana i do których wrócę przy pierwszej możliwej okazji!



Mowa o szamponie regenerującym z hawajskim imbirem awapuhi ORGANIX oraz odżywce zwiększającej objętość włosów GOSH.

Dlaczego robię jeden post na temat tych produktów, zamiast dwóch osobnych recenzji?
Otóż oba produkty na moich włosach sprawdzały się dobrze prawie od początku użytkowania, jednak dopiero kiedy używałam ich razem dawały fenomenalne efekty. Osobno były więcej niż ok, jednak to ich działanie w duecie mnie oczarowało!



Zacznę może od szamponu.
Zakupiłam go w Drogerii Hebe, w cenie promocyjnej 20 zł. W cenie regularnej zapłacimy za niego 30 zł. 
Pojemność 385 ml.



Co pisze producent?



Skład:

AQUA (WATER), SODIUM C14-16 OLEFIN SULFONATE, COCAMIDOPROPYL BETAINE, DIMETHICONE, SODIUM COCOYL ISETHIONATE, COCAMIDOPROPYL HYDROXYSULTAINE, COCAMIDE DEA, GLYCOL DISTEARATE, SODIUM CHLORIDE, LAURETH-23, AMODIMETHIOCONE, TRIDECETH-12, CETRIMONIUM CHLORIDE, PARFUM, DMDM HYDANTOIN, PEG-23M, POLYQUATEMIUM-10, HEDYCHIUM CORONARIUM (GINGER) ROOT EXTRACT, HYDROZED KERATIN, THEOBROMA CACAO (COCOA) SEED BUTTER, COCOS NUCIFERA (COCONUT) OIL, PERSEA GRATISSIMA (AVOCADO) OIL, ALOE BARBADENSIS (AOLE) LEAF AXTRACT, PANTHENOL, CITRIC ACID, CI 17200 (RED 33), BUTYL PHENYLMETHYL PROPIONAL, HEXYL CINNAMAL, LIMONENE, LINALOOL.

Moja opinia:

+ Działanie. Jestem zachwycona. Doskonale myje włosy, radzi sobie bez żadnego problemu z olejami. Nie plącze włosów, nie wysusza skóry głowy, nie podrażnia jej. Włosy po użyciu szamponu są mięciutkie w dotyku bez użycia odżywki, mam wrażenie jakby były nawilżone, efekt całkowicie odmienny od dotychczas stosowanych przeze mnie szamponów. Idealnie się sprawdza w robieniu peelingów skóry głowy: przez swoją galaretkowatą, gęstą konsystencję jest do peelingu wręcz idealny; szampon miesza się z kryształkami cukru, nie rozpuszczając ich!


+ Zapach. Piękny. Kwiatowy, orientalny. Całkowicie w moim guście. Chciałabym mieć perfumy o takim właśnie zapachu!
+ Konsystencja/Opakowanie. To pierwszy szampon o konsystencji galaretki, jaki miałam. Owa perłowa galaretka bardzo dobrze się pieni i wystarczy niewielka ilość do umycia włosów. Stabilna buteleczka zamykana na klik, nigdy nic z niej nie wyciekło.


  + Cena. Wiem, że dla Wielu osób 20 zł za szampon to sporo. Jednak jest on tak wydajny, że starczył mi na kilka miesięcy! A ja zawsze dwukrotnie myje włosy, bez rozcieńczania szamponu.

+ Wydajność. Tak jak wspomniałam wyżej jest bardzo, bardzo wydajny. Mała ilość pozwala na dokładne umycie włosów.

- Dostępność. Widziałam go tylko w Drogerii Hebe. A wiem, że nie każdy ma do nich dostęp.

-------------------------------------------------------------------------------------------------

Teraz czas na parę informacji o odżywce.
Zakupione również w Drogerii Hebe, w cenie promocyjnej 17,50 zł. W cenie regularnej kosztuje 25 zł.
Pojemność 250 ml.



Co pisze producent:



Skład:

AQUA/WATER/EAU, CETARYL ALCOHOL, PARFUM/FRAGRANCE, BUTYROSPERMUM PARKII (SHEA BUTTER), HYDROLYZED WHEAT PROTEIN, PANTHENOL, PHENOXYETHANOL, HYDROXYPROPYL GUAR HYDROXYPROPYLTRIMONIUM CHLORIDE, BEHENTRIMONIUM METHOSULFATE, C10-40 ISOALKYLAMIDOPROPYLETHYLDIMONIUM ETHOSULFATE, PHENYLPROPYLDIMETHYLSILOXYSILICATE, DICAPRYLYL ETHER, LAURYL ALCOHOL, PIROCTONE OLAMINE, SODIUM BENZOATE.

Moja opinia:

+ Działanie. Przy wyborze odżywki Pani, która rozmawiała ze mną właśnie na temat odżywek, będąca dzień wcześniej na szkoleniu marki Gosh, powiedziała, żebym nie liczyła na natychmiastowe efekty, bowiem składniki zawarte w odżywce najpierw mają pozbyć się z włosa zanieczyszczeń a dopiero później zaczną działać. Brzmiało trochę dziwnie, zwłaszcza, że to szampon ma za zadanie oczyszczać, no ale - Pani powiedziała, ja wysłuchałam. I rzeczywiście było po części jak mówiła. Mówię po części, bo nie wiem jak to wszystko działało na poziomie komórek włosa, jednak wizualnie po ok 5-6 myciu włosy faktycznie zyskały objętość. Odżywka fajnie radzi sobie z włosami, wygładza (gdy stosowałam z innym szamponem, po którym włosy były lekko splątane to radziła z tym sobie bez problemu) i robi to, co zapewnia producent. Zapewnia długotrwałą objętość włosów. Mówię poważnie. Jeszcze nigdy żadna odżywka nie zwiększała faktycznie, wizualnie objętości moich włosów. Ta to robi i to na dłuższy czas, u mnie efekt utrzymywał się do następnego mycia (nie licząc olejowania).
+ Zapach. Kolejny strzał w moje gusta. Ten zapach jest bardzo hm.. kosmetyczny, fryzjerski. Podejrzewam, że chemiczny, jednak ta chemia absolutnie "nie rzuca" się na nos:) To zapach dobrego salonu fryzjerskiego, a raczej kosmetyków z wyższej półki z takowego salonu.
+ Konsystencja/Opakowanie. Biała maź, nie za gęsta, nie za wodnista: idealna jak na odżywkę. Podobnie jak w przypadku szamponu buteleczka zamykana na klik. 



+ Cena/ Wydajnośća. Bardzo podobnie jak wyżej. Bardzo wydajny produkt, również wystarczył mi na kilka miesięcy.

- Dostępność. Jedyna wada, jaką widzę.

Podsumowując:

Moje włosy nigdy nie były wizualnie tak ładne, jak podczas używania ww. produktów. W ogóle nie zmagałam się z problemem przetłuszczania skóry głowy, nigdy nie były przyklapnięte, smętne. Objętość była dla mnie wielkim szokiem - bez używania żadnych stylizatorów kształt fryzury utrzymywał się od rana do wieczora! Włosy były uniesione u nasady, poprzez uniesienie wizualnie wydawało się, że jest ich więcej, że są grubsze i gęstsze:)
Oba produkty idealnie się uzupełniały. Osobno były dobre, nawet bardzo, ale nie było wizualnego efektu WOW, jaki miałam podczas używania ich w duecie.



Serdecznie POLECAM!!
Jak tylko wykończę to, co mam to z pewnością DO NICH WRÓCĘ!! Zastanawiam się tylko nad zakupem innych wersji z danych firm, w celu wypróbowania innej kombinacji. Ale do tej na 100% WRÓCĘ!!

Znacie te produkty? Te marki kosmetyków pielęgnacyjnych?

Miłego dnia,

Jola