Obserwatorzy

Obserwują mnie

wtorek, 25 marca 2014

Liebster Blog Award #2

Cześć Wszystkim:)

Jakiś czas temu zostałam ponownie nominowana do Liebster Blog Award, przez Basię z bloga http://dziwnajestesbarbaro.blogspot.com/. Dziękuję za nominację:)


Zasady nominowania do nagrody:
Nominacja do L.B.A. jest przyznawana przez blogerów początkującym blogom w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Otrzymują ją blogi o mniejszej ilości obserwujących, przez co daje możliwość rozpowszechnienia się.
Po otrzymaniu nominacji należy odpowiedzieć na 11 pytań, które ułożył jej autor. Następnie układasz 11 pytań, które zadajesz 11 nominowanym przez Ciebie osobom.
Nie wolno nominować bloga, który nominował Ciebie do L.B.A!!!
Pytania, na które odpowiadam:
1.  Torebka mała czy duża ?
 Zależy od okazji. Na co dzień preferuję raczej te bardziej pojemne, w których mam dosłownie wszystko. Jednak przy okazji większych uroczystości, chociażby wesel to myślę, że "mała czarna" kopertówka jest jak najbardziej na tak:) Dlatego obie, w zależności od okazji.

2. Paznokcie długie czy krótkie ?
Na to pytanie również nie jestem w stanie udzielić krótkiej, konkretnej odpowiedzi. Moje paznokcie mają to do siebie, że raz potrafią rosnąć szybko i są twarde, mocne i wytrzymałe a następnie rosną powoli, są łamliwe i takie "elastyczne", potrafią się wyginać. Raz na jakiś czas lubię mieć dłuższe, pomalowane paznokcie, ale z reguły po czasie zaczynają mi przeszkadzać w codziennych czynnościach i zwyczajnie je obcinam, albo co gorsza urywam (obgryzam). Wiem, że to złe, ale niestety zdarza mi się to w sytuacjach stresowych i wtedy, kiedy mam ochotę pobawić się czymś w dłoniach a nic takiego nie ma, wtedy "do zabawy" służą mi paznokcie:D
3. Śpioch czy ranny ptaszek ?
Zdecydowanie lubię pospać:) Jednak, kiedy trzeba to nie mam problemu z wczesnym wstawaniem. Świadczyć o tym może chociażby fakt, że do technikum przez 4 lata codziennie wstawałam po 5:)
4. Ulubiona kawa ( jeśli pijesz ) ?
Nie lubię i nie piję:)

5. Jaki jest Twój ulubiony kwiat ?
Chyba nie mam ulubionego, bo nie jestem w tym florystycznym świecie taka obeznana. Z kwiatów ciętych oryginalna nie będę: czerwona róża to jest to:) Ale bardzo też lubię kwiaty doniczkowe.

6. Najmilsze wspomnienie z dzieciństwa?
Jest ich tyle, że ciężko mi wybrać konkretną sytuację. To mogą być spędzane z rodzicami i siostrami zimowe wieczory na grach planszowych, wakacje u kuzynostwa czy robienie z tatą "koszowych" olimpiad latem:) Miałam cudowne dzieciństwo i praktycznie w całości mogłabym je przypisać do odpowiedzi na pytanie:)

7. Czy posiadasz prawo jazdy ?
Tak. W lipcu minie 5 lat, odkąd stałam się jego szczęśliwą posiadaczką:)

8. Wolisz horrory czy komedie romantyczne ?
W zasadzie i to i to, w zależności od nastroju. Chociaż kiedyś miałam mocniejsze nerwy, teraz jest wiele horrorów, których nie obejrzę ze strachu. Jestem chyba jedną z nielicznych osób, które nie znają "Piły" i tego typu filmów. Komedie romantyczną są ok, byle nie z banalną i oklepaną fabułą, gdzie od 1 minuty filmu wiem jak się on zakończy - tego nie znoszę. Najbardziej lubię filmy obyczajowe, dobre kryminały, sensacyjne i... BAJKI :D

9. Po kosmetyki jakiej firmy sięgasz najczęściej ?
Jako, że stosunkowo niedawno zaczęłam interesować się świadomie kosmetykami to takich firm nie ma dużo. Taką grupę w moim przypadku z pewnością stanowią dermokosmetyki, które uwielbiam za działanie i często za zawarte substancje aktywne w składach. Firmą, którą "kocham" i polecam z czystym sercem jest La Roche Posay.

10. Czy jest taki kosmetyk, bez którego nie wyobrażasz sobie zacząć dnia ?
Nie ma takiego. Na co dzień się nie maluję. Więc zostaje tylko pielęgnacja, która jest na podstawowym poziomie, zwłaszcza rano. Także dzień mogę i nie jednokrotnie zaczynam bez żadnego kosmetyku.

11. Jak myślisz - czy Donatan i Cleo z piosenką "My Słowianie"
mają szansę zająć wysokie miejsce w konkursie Eurowizji ?
Tego typu konkursy interesowały mnie bardzo, gdy byłam młodsza. Od kilku lat nie śledzę kto występuję. Jednak "My Słowianie" zna prawie każdy, ja również. Jest chwytliwa, wpada w ucho i myślę, że tego typu piosenki mają szansę spodobać się szerszej publiczności.
Pytania, które kieruję do nominowanych:

1. Lato czy zima? Którą porę roku wolisz?
2. Najlepsza odżywka, którą miałaś to...?
3. Jaka jest cecha Twojego przyjaciela, którą cenisz w nim najbardziej i dlaczego?
4. Ulubiona strona internetowa (oprócz bloggera oczywiście:)) to..?
5. Sukienka czy spodnie?
6. Piosenka, którą ostatnio nuciłaś to..?
7.  Który przedmiot był Twoim ulubionym w szkole/na studiach i dlaczego?
8. Długa kąpiel w wannie czy szybki prysznic? Co wolisz?
9. Czy często robisz zakupy przez internet?
10. Ostatni kosmetyk, jaki sobie kupiłaś to..?
11. Jak spędziłabyś swój idealny dzień?

Osoby nominowane:
[Niestety nie śledzę statystyk innych blogów i nie jestem w stanie znaleźć 11 początkujących blogów, dlatego też są to osoby, których blogi odwiedzam regularnie i z chęcią dowiedziałabym się o nich czegoś więcej]

 http://wlosowelove.blogspot.com/
Jeśli chcecie wziąć udział w zabawie to serdecznie zapraszam:)
I jeszcze mała informacja:
Znowu parę dni byłam "wyjęta z życia" i niestety najbliższy czas nie zapowiada się lepiej. Zbliża się kolejny zjazd, kolokwia i dalsze części pisania pracy inż., dlatego też z moją systematycznością będzie teraz nadal niestety w kratkę, za co bardzo Was przepraszam. Postaram się to wszystko jakoś zgrać, ale zobaczymy jak mi to wyjdzie.
Teraz życzę Wam miłego wieczoru i reszty tygodnia:)
Jola

wtorek, 18 marca 2014

Recenzja: Odżywka do włosów i skóry głowy JANTAR

Cześć:)

Przepraszam za tak późne wstawianie tego postu. Miał być pod koniec zeszłego tygodnia, jednak pojawiły się dla mnie ważniejsze sprawy, pilny wyjazd oraz zjazd na Uczelni.
Ale lepiej późno niż wcale, prawda?




Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją odżywki do włosów i skóry głowy Jantar, wcierki, w której pokładałam nadzieję głównie na szybszy porost włosów.
Zaopatrzyłam się w dwie buteleczki, co okazało się dobrym posunięciem, bowiem 1 buteleczka, zawierająca 100 ml płynu w moim przypadku nie wystarczyła nawet na zrobienie jednej pełnej kuracji (trzech tygodni). Można je zakupić w Aptekach. Moje kosztowały ok 13 zł (za buteleczkę).

Co pisze producent:




Skład:


Niby taki ładny, a jednak...


Moja opinia:

Mimo wszystko jestem bardzo rozczarowana. Liczyłam na jakieś spektakularne efekty i diametralną różnicę w stanie moich włosów.


Produkt (biaława ciecz, dość zawiesista w swej konsystencji, jakby treściwa) zamknięty jest w szklanej, 100 ml buteleczce.  (nie miałam zdjęcia samego Jantaru, dlatego też zamieszczam to, jakim dysponowałam).


 Jak widzicie, jest ona zakręcana i wydobywanie z niej produktu graniczy z cudem i jest tak upierdliwe, że już po dwóch aplikacjach (praktycznie uderzając końcówką butelki w głowę, by coś z niej wyleciało) zdecydowałam się na przelanie zawartości do butelki z atomizerem po Seboradinie. W ten oto sposób rozwiązałam ten czysto techniczny problem.



Zawsze wypisywałam tutaj plusy i minusy produktu, jednak tym razem nie jestem w stanie jednoznacznie tego określić.


* Pojemność. Mała i nie wystarczy na zrobienie jednej pełnej kuracji.
* Cena. 13 zł. Byłoby ok, gdyby zrobiła to, czego oczekiwałam.
* Dostępność. Apteki - owszem. Jednak w wielu aptekach o nią pytałam i Panie spoglądały na mnie jakbym prosiła o złoto w proszku.
* Opakowanie. Butelka jest tragiczna. Nie poręczna. Po odkręceniu ciężko nakładać produkt na skórę. Ja swój przelałam do butelki po lotionie (nie wyobrażam sobie korzystania z tej wcierki z buteleczki, mogliby pomyśleć o atomizerze)
* Konsystencja/Zapach. Zawiesista ciecz o ziołowym zapachu. Do złudzenia przypominała mi szampon wzmacniający z Farmony (Radical).


Czas na DZIAŁANIE:

- ma hamować wypadanie włosów: u mnie nie zrobiła nic w tym względzie. Jak wypadały, tak wypadają nadal. Nie mam z tym jednak większych problemów. Włosy wypadają mi w normalnej ilości i póki co, nie popadam w panikę.
- ma stymulować wzrost i odżywianie: nie rosną jak szalone, buszu nie zaobserwowałam. Baby hair również się u mnie nie pojawiły.
- ma łagodzić podrażnienia: nie miałam nigdy podrażnionej skóry głowy, więc nie mogę się wypowiedzieć w tym zakresie
- ma wzmacniać strukturę włosa i chronić go przed szkodliwym wpływem środowiska i słońca: wzmocnienia nie zaobserwowałam, a co do ochrony.. od tego są odżywki b/s, olejki, itp. Jak produkt nakładany na skórę głowy ma je chronić przed jakimikolwiek czynnikami zewnętrznymi?
 - w zakresie przetłuszczania: ja stosowałam wcierkę seriami.. 3 tyg (codziennie wcierałam i wmasowywałam), tydzień przerwy i znowu codzienna zabawa z wcieraniem (z tym, że druga seria oczywiście już nie 3 tyg, bo zwyczajnie produktu nie starczyło). Z początku włosy bardzo szybko zaczęły się przetłuszczać i wyglądać mało estetycznie, ale po 3 dniach skóra się przyzwyczaiła i wszystko było jak zawsze (czyli mycie włosów średnio co 3 dni).
- włosy mają stać się wyraźnie grubsze, lśniące i odporne na uszkodzenia: moje włosy jak już nie jednokrotnie wspominałam są cienkie z natury, a tej oszukać się nie da:) są bardzo błyszczące, ale to nie zasługa Jantaru a systematycznego olejowania włosów. Co do uszkodzeń - nadal mam problem z rozdwajającymi się końcówkami, jednak zdecydowanie w mniejszym stopniu niż podczas stosowania TT: to z kolei zasługa szczotki z włosia dzika, związywaniu włosów na noc oraz zabezpieczaniu końcówek. Ponownie nie rozumiem, jak włos miałby stać się bardziej odporny dzięki temu produktowi.

Teraz czas na zdjęcia. Muszę przyznać, że jak tylko skończyłam obie buteleczki to czułam wielkie rozczarowanie, bo nie widziałam absolutnie żadnej różnicy w stanie moich włosów.


Powyżej możecie zobaczyć zdjęcie po miesiącu stosowania Jantaru. 13 stycznia rozpoczęłam kurację. (3 tyg codziennego wcierania i tydzień przerwy). Jak widzicie włosy po miesiącu nie prezentują znaczącej różnicy, której ja mówiąc szczerze się spodziewałam.
Moje włosy rosną średnio 1cm na miesiąc a nawet i mniej. Tutaj jest przyrost ok 1cm, a więc absolutna norma.


Tutaj widzicie zdjęcia z 13 stycznia i 13 marca - a więc po równych 2 miesiącach i różnica jest odrobinę większa. Ok 3 cm licząc od stycznia. A więc mniej więcej 2 cm urosły na przestrzeni 13 luty-13 marzec.
Tutaj widać, jak bardzo moje włosy są przerzedzone przy końcach po mocnym, nie udanym cieniowaniu, z którego do dzisiaj wychodzą:(



Jak widzicie u mnie nie ma żadnych spektakularnych efektów. Jestem rozczarowana i zniechęcona.
Pewnie nie wrócę do niej ponownie, bo stosując to regularnie (a nie zawsze mi się chciało) po dwóch miesiącach oczekiwałam efektu WOW, którego nie otrzymałam.

Specjalnie robiłam zdjęcia w ubraniach, dzięki którym będę w stanie zmierzyć ew. przyrost. Włosów w tym czasie nie podcinałam, nie były też w żaden sposób stylizowane. Jeśli teraz zrobiłabym zdjęcie po nocy, gdzie włosy byłyby związane to długość byłaby identyczna jak 13 stycznia (ten malutki przyrost wizualnie stałby się niewidzialny, z racji lekkiego wywinięcia włosów po koczku).

Zastanawiałam się też, czy moja wersja jest dobra.
Na obu kartonikach widnieje napis, iż jest to "NOWA RECEPTURA", a jak to często bywa: gdy chcą coś ulepszyć to często klienci otrzymują bubel. Być może tak jest i w tym przypadku. Nie miałam do czynienia z wersją oryginalną, nie "ulepszaną", ale ta kompletnie się u mnie nie sprawdziła.

Reasumując:

Jestem ROZCZAROWANA.
NIGDY DO NIEJ NIE WRÓCĘ, bo z moimi włosami nie zrobiła kompletnie nic.

Podejrzewam, że wiele osób ją zna.
Jak się sprawdziła u Was?

Ja rozpoczęłam już kurację Aloeviten. Jestem ciekawa, czy mniej znana wcierka okaże się lepsza, czy będzie jeszcze większym bublem niż Jantar w moim przypadku.

Przepraszam również za zaległości na Waszych blogach, ale w ten weekend szykuje się spora impreza rodzinna u mnie w domu, także sami rozumiecie: sprzątanie, pranie, gotowanie i pieczenie.

Miłego wieczoru:)

Jola

poniedziałek, 10 marca 2014

DENKO (Styczeń i Luty)

Cześć:)

Nie wiem jak Wam, ale mi weekend minął bardzo szybko.. za szybko. Ani się nie obejrzę a znów będę siedziała na zajęciach na Uczelni. Powoli muszę zabierać się za naukę i inne tego typu rzeczy, bo zbyt długo odkładałam to w czasie.



Dzisiaj przychodzę z dwumiesięcznym DENKIEM, czyli produktami zużytymi na przestrzeni stycznia i lutego.
Stwierdziłam, że moje denka będą właśnie 2-miesięczne. W ciągu jednego miesiąca nie nazbiera mi się zbyt dużo produktów, a lubię gdy są one przedstawiane w kategoriach. Do tego dużo notek czeka w kolejce, pomysłów nie brakuje, a czasu owszem:)
Już dwa produkty czekają w kolejce do następnego denka:)

Na "czerwono" zaznaczać będę produkty, które mnie zachwyciły i którym oddałam serce :)
Na "niebiesko" te, które nie przypadły mi do gustu i do których zdecydowanie nie powrócę ponownie.
A na "zielono" takie, które pewnie zakupię ponownie ale najpierw chce wypróbować czegoś innego z danego zakresu pielęgnacji.

PIELĘGNACJA WŁOSÓW:



1. Odżywka do włosów i skóry głowy JANTAR (Apteka, cena ok.13 zł za butelkę; pojemność 100ml/butelka) - pod koniec tygodnia pojawi się recenzja na jej temat:) Na chwilę obecną powiem tylko tyle: spodziewałam się czegoś innego.

2. Szampon przeciwłupieżowy CATZY (Apteka, cena ok.19 zł, pojemność 200ml) - na jego temat też pojawi się recenzja, która zresztą już prawie jest napisana. Najlepszy szampon przeciwłupieżowy, jaki miałam. Jedyny, który działał tak, jak powinien.


PIELĘGNACJA TWARZY:


3. Pasta do zębów COLGATE Max White One (Biedronka, cena ok. 9 zł, pojemność 75ml) - pasty to coś, o czym zapominam w denkach, często wyrzucam opakowania do kosza.. Pasta jak pasta. Myje zęby i tyle. Co jakiś czas do niej wracam.

4. Krem zwalczający uporczywe niedoskonałości o podwójnym działaniu LA ROCHE POSAY Effaclar Duo (Apteka, cena na promocji ok 30 zł, pojemność 40ml) - jego recenzję znajdziecie TUTAJ . Jestem z niego bardzo zadowolona, to moja druga wykończona tubka, trzecia w trakcie użytkowania. Kocham, uwielbiam!!

5. Krem matujący SVR (Apteka, cena ok. 45 zł, pojemność 40ml) - najpierw udało mi się zdobyć jedną próbkę tego kremu, która nota bene okazała się być bardzo wydajna i zachęciła mnie do zakupu pełnowymiarowego opakowania. Ma fajną, zbitą konsystencję, która bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy. Bardzo wydajny. Sam krem ma matowić - z tym bywało różnie: czasem radził sobie bardzo fajnie a czasem już po godzinie skóra się świeciła. Kupiłam właśnie ten krem z racji tego, że szukałam innego kremu do stosowania z Effaclarem Duo o podobnym działaniu. Krzywdy nie zrobił, ale nie wiem czy ponownie się na niego zdecyduje. Mam mieszane uczucia.

6. Żel myjący do twarzy PHYSIOGEL (Apteka, cena na promocji ok. 10 zł, pojemność 150ml) - TUTAJ możecie przeczytać moją recenzję na jego temat. Na chwilę obecną skóra wróciła prawie do normalności, jest ok, więc chyba jej dobry stan nie koniecznie zawdzięczam temu żelowi. Nie mniej jednak na promocji planuję kupić ponownie.

7. Płatki do peelingu CLEANIC (Rossmann, cena 12 zł/30szt) - TUTAJ porównywałam te płatki w porównaniu do tych "Rossmannowskich". Zużyłam jako pierwsze przypadkiem, z racji kolejności. Jestem z nich zadowolona, nie wyobrażam sobie nie mieć ich w swojej kosmetyczce. Jednak będę kupowała ich tańszą wersję.

8. Płyn micelarny DERMEDIC (Apteka, cena na promocji ok 10 zł, pojemność 200zl) - TUTAJ możecie przeczytać dokładniejszą recenzję. Jeden z moich zdecydowanych ulubieńców. Na promocji z pewnością kupię ponownie.


PIELĘGNACJA CIAŁA:


9. Dwufazowy olejek do kąpieli BIELENDA (Biedronka, cena ok 12 zł, pojemność 400ml) - bubel ostatnich miesięcy. Podchodziłam do niego trzy razy i za każdym razem kończyło się tak samo - strasznym, bolesnym wysypem na ciele. Kupując go w wakacje w Biedronce nie zwróciłam uwagi na skład, a niestety już na trzecim miejscu jest zapychająca moją skórę parafina. Tak złego produktu do ciała nie miałam już długo, bolesne, wręcz "żywe" krosty.. Jego jedynym plusem był piękny zapach, ale.. NIGDY WIĘCEJ!!

10. Dezodorant w sprayu ADIDAS Fun sensation (Hebe, swój dostałam jako gratis przy zakupach, jednak w sklepie pojemność 150ml kosztuje ok 18 zł, tutaj pojemność 75ml) - pięknie pachniał, nie zostawiał żadnych śladów na ubraniu, ale.. niestety nie chronił przed potem. Nie cierpię na nadmierną potliwość a ten nie dał sobie u mnie kompletnie rady, a szkoda. Raczej do niego nie wrócę, bo tego typu produkt ma przede wszystkim działać - chronić przed potem, czego nie robi.

11.Masło do ciała CIEN czekoladowe (Lidl, cena ok 15 zł, pojemność 400ml) - przeznaczony do skóry suchej i normalnej i zgodzę się z tym. Jestem posiadaczką skóry normalnej i fajnie ją nawilżał. Nigdy nie wysuszał, nigdy nie podrażniał. Bardzo gęsty, treściwy, jak dla mnie czekoladą w ogóle nie pachniał, zapach raczej sztuczny. Bardzo wydajny. Jego jedyną wadą jest pozostawianie filmu na skórze, za czym ja osobiście nie przepadam. Jeśli nie będę miała żadnego innego mazidła do ciała i w Lidlu na niego trafię to skuszę się na inną wersję zapachową, bo zły nie był. Jednak z pewnością nie wrócę w letnim okresie - wtedy ten film jakby się topi dodatkowo na skórze, przez co zamiast uczucia czystej, nawilżonej skóry miałam chęć ponownej kąpieli. Słoiczek zostawiam, bo mnie urzekł:)

12. Antybakteryjny żel do rąk CLEAN HANDS z aloesem i prowitaminą B5 (Rossmann, cena ok 3 zł/ pojemność 30ml) - ente opakowanie, czasem kupuję większe. Przydatny zwłaszcza latem, w okresie zimowym jeśli już używam czegoś do rąk, to raczej jakiś bardziej treściwych, nawilżających kremów. Latem pewnie wrócę ponownie.

13. Regenerujący peeling do ciała z olejem arganowym DELIA (Hebe, w cenie promocyjnej ok 8 zł, pojemność 200ml) - TUTAJ robiłam jego szerszą recenzję. Działanie bardzo fajne, nie wysypał pomimo parafiny w połowie składu. Gdyby nie skład to z pewnością bym do niego wróciła. Jednak ze względu na to, poszukam czegoś o podobnym działaniu, ale z lepszym składem.

KOLORÓWKA/INNE:


14. Podkład o konsystencji musu MAYBELLINE Dream Matte Mousse (Rossmann, cena ok 30 zł, pojemność 18ml) - byłam z niego bardzo zadowolona. To pierwszy podkład o piankowej konsystencji, z którym miałam styczność i pierwszy podkład, z którego działania byłam zadowolona. Fajnie zachowywał się na twarzy, łatwo się rozprowadzał, ujednolicał koloryt skóry, niestety sam w sobie długotrwałego matu oczywiście nie zapewniał. Maluję się rzadko, toteż mi podkłady starczają na naprawdę długi okres czasu, ale być może kiedyś wrócę. Mój odcień to 021 Nude.

15. Płyn dezynfekujący do pędzli INGLOT (Inglot, cena ok 16 zł, pojemność 150ml) - TUTAJ możecie przeczytać szerszą recenzję na jego temat. Wykorzystałam, bo wyrzucać nie chciałam. Nie spełniał swojego zadania, pędzle po jego użyciu były brudne, sztywne, śmierdzące i wymagały normalnego mycia. Tragiczny, na pewno do niego nie wrócę.


To by było na tyle:)

Miałyście któryś z tych kosmetyków?
A może któryś Was zaciekawił?:)

Pod koniec tygodnia, przed wyjazdem do szkoły planuję dodać post dotyczący Jantaru:)

Jola

piątek, 7 marca 2014

Recenzja: Maska do włosów Latte - KALLOS

Cześć:)

Choroba odpuszcza, czuję się lepiej, jestem pozytywnie nastawiona do wszystkiego, z czym przyjdzie mi się zmierzyć w najbliższych dniach:) Dlatego czas na powrót do mojej pasji:) Blogowania:)

Zapraszam więc na kolejną recenzję:) Kiedy miałam tydzień wolnego pomiędzy ostatnim egzaminem a początkiem nowego semestru porobiłam sporo zdjęć produktów, co do których chciałabym się bardziej szczegółowo wypowiedzieć. Między innymi o mlecznej masce do włosów Crema Al Latte, marki Kallos.



Swoją zakupiłam w drogerii Hebe, za cenę ok 5 zł. Widziałam ją stacjonarnie tylko w tej drogerii. 
Pojemność 275 ml.

Co mówi producent:


Skład:

AQUA, CETEARYL ALCOHOL, CETRIMONIUM CHLORIDE, PARFUM, CITRIC ACID, PROPYLENE GLYCOL, HYDROZED MILK PROTEIN, CYCLOPENTASILOXANE, DIMETHICONOL, BENZYL ALCOHOL, METHYLCHLOROISOTHIAZOLINONE, METHYLISOTHIAZOLINONE.

Moja opinia:

Przejdę do konkretów:



+ Cena/Pojemność/Wydajność. Wszystko razem, bo całość jak dla mnie się łączy. Cena śmiesznie niska, pojemność dość spora i bardzo ale to bardzo wydajny produkt. Ciesze się, że nie kupiłam litrowej wersji, bo bym się zamęczyła. Lubię testować nowe kosmetyki, dlatego mimo wszystko zawsze odczuwam radość, gdy wykańczam jakiś produkt.
+ Konsystencja. Bardzo zbita, treściwa. Dobrze rozprowadza się na włosach, przy czym wystarczy niewielka ilość, by je pokryć w całości. 
+ Opakowanie. Wygodny, poręczny słoiczek. Nic się nie wylewa, dobry, szybki i bezproblemowy dostęp do zawartości.
+ Działanie. Z początku się z nią nie polubiłam i dopiero później ją doceniłam. Nie mogłam znieść tej maski od pierwszego powąchania. Nie otwieram opakowań w sklepie, toteż dopiero w domu "uderzył" we mnie ten zapach i to właśnie on wzbudził moją ogromną niechęć do używania tego produktu. Jednak mimo wszystko po czasie zauważyłam, że odżywia włosy, są nawilżone, sypkie i mięsiste zarazem. Bardzo dobrze się układają i nie są przyklapnięte. Widać różnicę przed i po jej nakładaniu.

- Dostępność. Tak jak pisałam wyżej. Nie widziałam stacjonarnie w innym miejscu niż w Hebe. Chociaż teraz drogerii Hebe jest całkiem sporo. Jeszcze rok temu nie miałabym szans nabyć jej stacjonarnie. Teraz mam aż 3 drogerie w promieniu 60 km.
- Zapach. Nienawidzę słodkich, deserowych zapachów w kosmetykach. Wiem, że sporo z Was je lubi. Ja ich nie znoszę. Zdecydowanie wolę zapachy kwiatowe i takie hm.. "profesjonalne". Nie wiem, jak to ująć, ale mam nadzieję, że wiecie co mam na myśli - zapach jak z profesjonalnego salonu fryzjerskiego.
- Nie polecam stosowania jej na włosy, pozostawioną ot tak (bez przykrycia) na dłuższy czas, najlepiej spisuje się pod czepek - w przeciwnym wypadku tworzy sztywną, twardą powłokę, jakby zastyga na włosach, przez co robią się bardzo sklejone, zbite i sztywne - ja nie przepadam za tym odczuciem. 

* Skład. Jest krótki, a to dobrze. Ale szkoda, że proteiny mleczne są za perfumami. Dlatego też nie bardzo wiem, gdzie owy skład przypisać. Niech każdy sam oceni.



Ta maska z początku była moją zmorą, jednak z czasem ją polubiłam i to nawet bardzo.
Obecnie jest na wykończeniu, ale w zapasie czekają dwie inne. Jak je wykończę pewnie zdecyduje się ponownie na tę maseczkę bądź inną wersję z tejże firmy, bo z działania jestem naprawdę bardzo zadowolona, co przy niskiej cenie i łatwej dla mnie dostępności (na chwilę obecną) jest sporym plusem.
Ja do niej wrócę i serdecznie ją polecam. Ale osoby wrażliwe na mocne, intensywne zapachy niech się zastanowią nad jej zakupem (chyba, że lubicie tego typu, słodkie zapachy).

Miałyście?
Polubiłyście?

Miłego dnia,

Jola

środa, 5 marca 2014

Małe wyjaśnienie

Cześć Wszystkim.

Dzisiaj krótki post, wyjaśniający moją nieobecność na blogu i małą aktywność u Was.

Za mną pierwszy zjazd nowego (ostatniego) semestru. Bardzo męcząco i bardzo intensywnie. Zajęcia od rana do wieczora, w biegu - byle w niedzielę zdążyć na ostatni pociąg (o zgrozo ok 20 min od zakończenia zajęć) - czyli jeden, wielki stres.
Nawał nauki jak i pisania dalszej części pracy inżynierskiej.
Do tego jakieś choróbsko, które zaczęło mnie rozkładać już w niedzielę.


Dzisiaj poszłam do lekarza. Niestety mojego "stałego" nie było, więc poszłam do obcego. I co? I wyszłam zdenerwowana.
Brak podejścia do pacjenta, zero rozmowy, zero wytłumaczenia. Baa.. zero badania. Pan nawet się nie pofatygował, by wstać z krzesła. Leki bez żadnych zniżek - 80zł mniej w portfelu. Jedna wielka złość.
Od pół godziny mam zdrętwiałe podniebienie i nie wiem, czy tak powinno być.

Mam całą masę rzeczy do zrobienia, ale brak chęci na cokolwiek.
Z reguły nie oglądam wiadomości, bo to nie na moje nerwy. Same złe, przygnębiające wiadomości, na które nie mam żadnego wpływu.
Ale ostatnio - pewnie jak większość: oglądam.
Oglądam i zaczynam się bać. Mam zbyt bujną wyobraźnię.

Pewnie za kilka dni wrócę do Was z jakimś "normalnym" postem.

Miłego dnia i tygodnia dla Was.

Jola