Obserwatorzy

Obserwują mnie

środa, 29 stycznia 2014

Styczniowe zakupy

Cześć:)

Dzisiaj przychodzę do Was z postem na temat zakupów poczynionych przeze mnie w styczniu.
Więc bez zbędnych wstępów - zaczynamy:)

EMPIK:


1. Kalendarz z Ewą Chodakowską - Empik, cena ok.20 zł (na promocji)
- czaiłam się na niego w zasadzie od początku, jednak cena regularna ok.45 zł skutecznie zniechęcała mnie do zakupu. Skoro sam kalendarz jest duży, to spodziewałam się wielkich krateczek z możliwościami wpisywania ćwiczeń, może jadłospisów.. a tymczasem cyferki są bardzo drobne, ułożone obok siebie i bez możliwości wpisywania czegokolwiek. Widzimy same wielkie zdjęcia E.Ch. Być może miało to być mobilizujące, jednak ja oczekiwałam czegoś innego. Z tyłu widzimy te zdjęcia owszem, ale dat nie ma w ogóle, więc i tak nie wiadomo było, czego można się spodziewać po odpakowaniu, a nie mam w zwyczaju odpakowywania czegokolwiek w sklepach. Jestem troszkę rozczarowana, ale pół biedy, że zapłaciłam za niego ponad połowę mniej. Za wydane 45 zł byłabym chyba więcej niż zdenerwowana.



2. Kalendarz w miękkiej oprawie - Empik, cena ok 18 zł
- oprawa i kolor, którego zdjęcie do końca nie oddaje mnie urzekł, do tego przy każdym dniu mamy sporo miejsca na własne zapiski, co bardzo mi się podoba. Do tej pory nie korzystałam z kalendarzy, chociaż miałam założony zeszyt mający na celu pomóc w zorganizowaniu się.. zobaczymy czy "prawdziwy" kalendarz sprawdzi się równie dobrze.

3. Puszka - Empik, cena ok 6 zł
- jak tylko zobaczyłam to się "zakochałam", przeceniona -70%, co zresztą sami widzicie po cenie: żal było zostawić:) Kupiona w konkretnym celu - kruche ciasteczka wreszcie będą miały swoje miejsce, ładne miejsce:)

SUPER-PHARM


Skorzystałam z promocji i praktycznie wszystko, co widzicie na zdjęciu wyżej kupiłam w obniżonych cenach.

4. Krem pod oczy Dermedic - Super-Pharm, 22 zł za dwie sztuki
- pisałam ostatnio w denku o moim wykończonym kremie pod oczy, dlatego prawie bez namysłu skusiłam się na ten. Potrzebowałam kremu pod oczy i firma Dermedic dobrze mi się kojarzy, ich płyn micelarny sprawdza się u mnie bardzo dobrze, więc liczę, że z kremem będzie podobnie.

5. Antybakteryjny żel do mycia twarzy Dermedic Nornacne skóra mieszana i tłusta - Super-Pharm, 20 zł za dwie sztuki
- kończy mi się żel do mycia twarzy, dlatego też skusiłam się na te, podobnie jak wyżej liczę, że dobrze się spiszą na mojej twarzy

6. Szampon odbudowujący strukturę włosa Bioderma Node S - Super-Pharm, cena ok 26 zł (na promocji)
- nie wiedziałam nawet, że Bioderma posiada w swojej ofercie szampony i w cenie regularnej (60 zł) z pewnością bym się nie skusiła, jednak w w cenie promocyjnej stwierdziłam, że spróbuję. Wiem, że wiele osób mówi, że szampon na najmniejsze znaczenie - ja sama oczekuje od niego przede wszystkim, żeby dobrze mył włosy, ew. się pienił, ładnie pachniał. Ale zawsze zostawiam szampon na włosach na kilka minut, by dać mu jakąkolwiek możliwość działania. Ten zawiera w składzie kwasy, z czym do tej pory się nie spotkałam, dlatego jestem bardzo ciekawa jego działania.

7. Krem zwalczający niedoskonałości La Roche Posay Effaclar Duo - Super-Pharm, cena ok 30 zł (w cenie promocyjnej)
- to moja trzecia tubka, KOCHAM ten krem!! W lutym na pewno pojawi się recenzja na jego temat i napiszę o nim coś więcej:)

8. Krem antyseptyczny Himalaya - Super-Pharm, cena 3,50 zł (w cenie promocyjnej)
- nie miałam do czynienia z tą firmą, ale się skusiłam.

9. Pomadka Nivea - Super-Pharm, 4 zł (w cenie promocyjnej)
- moja obecna pomadka tej firmy jest na wyczerpaniu, więc kupiłam następcę.

APTEKA:



10. Odżywka do włosów Jantar - Apteka, cena 12,50 zł
- kupiłam na początku stycznia jedną buteleczkę, jednak po niespełna 3 tygodniach codziennego użytkowania jest na wykończeniu i postanowiłam dokupić buteleczkę, by stwierdzić, czy faktycznie coś z moimi włosami robi czy nie. A okres 3 tyg wydaje mi się nie wystarczający.

ROSSMANN:


11. Pianka do golenia ISANA - Rossmann, cena 3,50 zł
- moje ulubione pianki do depilacji, tanie, łatwo dostępne, wydajne, spełniające swoją funkcję. Chociaż pod względem zapachu wolę wersję fioletową (sensitive)



12.  Krem do rąk i pomadka do ust Neutrogena - Rossmann, cena ok 11 zł
- kupiłam, pomimo tego, że mam zarówno krem do rąk jak i pomadkę. Po prostu skusiłam się:)

13. Wkładki Facelle - Rossmann, cena 4 zł
- 44 sztuki. Zastanawiałam się czy wstawiać zdjęcie wkładek, ale stwierdziłam, że to poniekąd część pielęgnacji. Strefa intymna jest bardzo istotna i wydaje mi się, że nie należy się jej wstydzić. Pokazuję te wkładki głównie z tego względu, że to dla mnie nowość. Do tej pory używałam Discreet i jestem im wierna, te wkładki zobaczyłam pierwszy raz, chociaż pewnie w ofercie są od dawna.. i skusiłam się na ich wypróbowanie.

14. Nawilżany papier toaletowy - Rossmann, cena 2 zł (na promocji)
- 70 sztuk, to kolejna rzecz, co do której miałam wątpliwości - pokazywać czy nie.. Ale stwierdziłam to samo, co wyżej. Chusteczki do higieny intymnej zna chyba prawie każdy, jednak z nawilżanym papierem spotkałam się po raz pierwszy. Pewnie to bardzo podobne to dziecięcych nawilżanych chusteczek, ale za taką cenę myślę, że warto wypróbować.

KOLORÓWKA:


15. Eyeliner Maybelline - Hebe, cena 22 zł
- nigdy nie miałam eyelinera w słoiczku, ten kupiłam z polecenia jednej z Was - dziękuję:) Póki co dobrze się sprawdza, nie umiem jeszcze zrobić perfekcyjnej cieniutkiej kreseczki, ale to, co uda mi się zmalować trzyma się cały dzień, nie rozmazuje i nie ściera. Wielki plus.



16. Korektor Catrice - Natura, cena 13 zł
- kupiłam najjaśniejszy kolorek 010 Ivory, który i tak jest nieco za ciemny jak dla mnie, jednak liczę, że na lato będzie jak znalazł. 

LIDL:



17. Zestaw ciężarków - Lidl, cena 50 zł
- rok temu zastanawiałam się nad ich zakupem, jednak koniec końców zrezygnowałam, czego później żałowałam. Ciężko dostać ciężarki zapinane na rzepy.. i pojedyncze sztuki nie są tanie. Dlatego jak tylko zobaczyłam je ponownie w ofercie - kupiłam bez wahania:)


To by było na tyle odnośnie moich zakupów:)

Przepraszam, że teraz tak mało udzielam się w ostatnich dniach na Waszych blogach, jednak dopiero wczoraj wróciłam z Bdg, egzaminy zbliżają się wielkimi krokami, jutro mam bardzo stresujący dla mnie dzień - ankietę wśród rolników na szkoleniu, która posłuży mi w pracy inżynierskiej. Nie przepadam za publicznymi wystąpieniami, bardzo mnie takie sytuacje stresują i modle się, by minęły jak najszybciej.

Postaram się powoli wszystko nadgonić, jednak wiem, że nie jestem w stanie skomentować wszystkich obserwowanych przeze mnie blogów i postów sprzed 6 dni, dlatego przepraszam za zaległości.. ale w najbliższych dniach niestety nie uda mi się wszystkiego ogarnąć w takim stopniu, w jakim bym tego chciała.

Miłego wieczoru:)

Jola

czwartek, 23 stycznia 2014

Zakupy pasmanteryjne

Cześć:)

Dzisiaj chciałabym Wam pokazać, co w ostatnim czasie zakupiłam odnośnie mojej "nowej" pasji - szycia i szydełkowania.
Niestety ubolewam nad tym, że nie mam czasu, by spokojnie się do tego zabrać.. a nie chcę zaczynać z doskoku, także poczekam na koniec semestru. Liczę, że jak zrobi się spokojniej to i ja będę mogła zabrać się w końcu za przerabianie paru rzeczy na maszynie:)



Ale do rzeczy:)
Zamówienia składałam w dwóch sklepach internetowych. Głównym powodem była pilna potrzeba zakupu dobrych i przede wszystkim MOCNYCH nici do maszyny. Reszta to już "dodatki" dobrane w trakcie przeglądania oferty sklepu.


W sklepie Ariadna zakupiłam 11 sztuk nici Talia 120.






W E-pasmanterii kupiłam więcej "pierdółek", których później niestety troszkę pożałowałam.




- taśma do podklejania brzegów
- igły do maszyn
- nici Amanda Arena 120 (7 sztuk)
- ołówki kredowe do tkanin
- przyrząd do prucia
- szpulki
- szydełko 5''
- jeden zamek sukienkowy i dwa zamki rozdzielcze
- trzy włóczki akrylowe

Mimo, że w większości są to małe rzeczy to uzbierała się całkiem pokaźna kwota. Z nici jestem zadowolona, jednak niestety akcesoria okazały się w moim mniemaniu totalnym niewypałem. Oczekiwałam produktów wysokiej jakości a dostałam takie, które spokojnie mogę kupić w Chińskim. Szpulki (mimo, że sprawdzałam rozmiarowo z podanymi na stronie) nie pasują, igły to samo, ołówków w ogóle nie widać na tkaninach. Połową zakupów jestem zdecydowanie rozczarowana. Zraziłam się na tyle, że z usług tego sklepu raczej już nie skorzystam.
Poszukam jakiejś dobrze wyposażonej pasmanterii stacjonarnie (chociaż wbrew pozorom o taką nie łatwo).

Jeśli ktoś z Was może mi polecić jakąś dobrą sprawdzoną stronę online z tego typu produktami to byłabym wdzięczna:)

Ja znowu zmierzam do Bdg.
Ciężki weekend przede mną, dużo nauki i stresu.
Byle do niedzieli!

Miłego weekendu ♥
Jola

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Świadomość konsumenta

Cześć,

dzisiaj przychodzę do Was z całkiem innym postem, niż dotychczas.

Jakiś czas temu, podczas robienia porządków kosmetycznych zaczęłam się zastanawiać, jak przez ostatnie kilka lat zmieniał się mój sposób kupowania, a raczej wybierania czy to kosmetyków, czy odzieży czy żywności i doszłam do wniosku, że chciałabym napisać o tym parę zdań.



Nie wiem jak Wy, ale ja przez bardzo długi okres czasu dokonywałam zakupów krótko mówiąc BEZMYŚLNIE.

Żywność - w koszyku lądowało to, na co miałam chęć w danej chwili, nie czytałam składów, dat ważności. Chciałam -wkładałam do koszyka i szłam dalej, nie poświęcając temu praktycznie żadnego większego zainteresowania.

Ubrania - podobało mi się wszystko i nic. Na pewno wiele z Was miało w swoim życiu okres poszukiwania własnego stylu, bądź też szukało tego, w czym czułybyście/czulibyście się najlepiej.. I ja tak miałam.. Wystarczy, że dana rzecz pasowała rozmiarowo. Reszta: kolor, fason, czy też materiał nie miała znaczenia. 

A kosmetyki?

Kolejne lekceważenie z mojej strony. Szukając kremów, nie czytałam etykiet, czy składów. Wybierając szampon kierowałam się tylko atrakcyjną dla mnie szatą graficzną, bądź też ew. typem włosów, do których dany produkt miał być przeznaczony. Ale na tym koniec..

Po pewnym czasie coś zaczęło się samoistnie zmieniać.
Podejrzewam, że ma to związek z dorastaniem, dojrzewamy nie tylko zewnętrznie ale i wewnętrznie, o ile mogę to tak nazwać.
Stopniowo zaczęłam interesować się tym, co kupuję, jak kupuję i gdzie kupuję.

Na chwilę obecną jestem tak wybredna, że nie mam już problemu czy obaw, że po wejściu do drogerii czy sklepu odzieżowego nie będę wiedziała na co się zdecydować.
Czasem zdarza się i tak, że po pobieżnym zerknięciu na asortyment po prostu wychodzę.

Nie kupuje ot tak, dla kaprysu czy chwilowej przyjemności.

Wchodząc do marketów - czytam, wchodząc do drogerii - czytam.
Wiem już na co zwracać uwagę szukając interesujących mnie kosmetyków, na co zwracać uwagę w przypadku zakupów żywności. Jeśli planuję większy (droższy) zakup - najpierw czytam opinie o danym produkcie, czy to kosmetycznym czy całkowicie z innej grupy (drukarka,aparat,itp), staram się nie kupować takich rzeczy w ciemno, pod wpływem chwili.
Kupując ubrania zwracam uwagę nie tylko na rozmiar, cenę czy wzór, liczy się wszystko. Gatunek materiału, z jakiego zrobiona jest dana rzecz, możliwości prania i dwa razy się zastanowię, czy aby na pewno "tego" potrzebuje:)

Mówiąc szczerze ja z tej zmiany jestem niezmiernie zadowolona. Panuję nad tym, co kupuję i dlaczego to robię. Oczywiście jak większość kobiet lubię czasem pochodzić po sklepach dla relaksu, bez specjalnego powodu ku temu ale teraz to wszystko wygląda inaczej. Nie tracę pieniędzy na rzeczy, których tak naprawdę w ogóle nie potrzebuje.
Jedyną sferą kosmetyczną, co do której ciężko mi się ograniczyć są włosy:) Obecnie mam 4 szampony, 2 maski, 3 odżywki.. i wiem, że to więcej niż potrzebuję ale przynajmniej zużywam kosmetyki po kolei:)

Jestem też świadoma wielu chwytów marketingowych, mających na celu skuszenie potencjalnego klienta, promocje, rabaty to wszystko jest wokół i czasem każdy ulega pokusie. Rzecz w tym, żeby odróżnić zakupy, które nam się przydadzą od tych totalnie zbytecznych, gdzie już po powrocie do domu żałujemy dokonanego zakupu.

 
Wydaje mi się, że świadomość naszych własnych potrzeb jest niezmiernie istotna.
Musimy być świadomi siebie, tego, czego potrzebuje nasz organizm, nasze ciało, skóra, włosy. 
Musimy nauczyć się słuchać własnego ciała, ono powie nam czego tak naprawdę potrzebuje.(tutaj bardziej mam na myśli odżywanie czy dobór kosmetyków, każdy ma inną skórę etc. więc tylko nasze ciało powie nam, czy dokonaliśmy właściwego wyboru przy zakupie danego kosmetyku czy nie) Nie ma sensu kupować całych tuzinów kosmetyków, których nota bene nie potrzebujemy. Nie ma sensu kupować siatek ubrań, które będę jedynie zapełniać miejsce w szafie - ja od kilku lat stawiam na klasyczne wzory, stonowane kolory, po prostu rzeczy uniwersalne, który można ze sobą łączyć na wiele sposobów.

A jakie jest Wasze zdanie na ten temat?
Też mieliście/miałyście taki okres w swoim życiu, że do koszyka trafiały wszystko po drodze jak leci?;)

Jola

sobota, 18 stycznia 2014

Yankee Candle - podejście drugie + moja opinia

Cześć:)

Ostatnio brakuje mi czasu na wszystko:) Pisanie pracy inżynierskiej w toku, ostatnie koła kończące semestr, zbliżająca się wielkimi krokami sesja.. A do tego śnieg:)) Uwielbiam go i jeśli pada za oknem a do tego jest szaro to ja automatycznie kieruje się do łóżka z kubkiem kakao w ręku i dobrym filmem w tle:) I dni uciekają jak szalone;)



Dzisiaj po raz drugi przychodzę do Was z postem dotyczącym "słynnych" wosków
 Yankee Candle.

Odsyłam Was do posta TUTAJ , w którym możecie zobaczyć jak się prezentowało moje pierwsze zamówienie.

Przy okazji drugiego zamówienia zamówiłam kominek oraz cztery woski:
- November Rain
- Fluffy Towels
- Midsummer's Night
- A Child's Wish



Parę informacji technicznych:
- wszystko zakupione w sklepie Goodies
- WOSK: cena pojedynczego wosku: 6,00 zł, wydajność zapachu do 8 godzin, pojemność 22g
- SAMPLER: cena pojedynczego samplera 9,00 zł, wydajność zapachu 15 godzin, wysokość 5cm, pojemność 49g
- cena (mojego) kominka: 35,00 zł

Po kilku tygodniach wąchania stwierdziłam, że napiszę co ja myślę o tych woskach.
Ostatnio zauważyłam, że wiele produktów powiedzmy "kultowych", dobrze znanych i wręcz uwielbianych u mnie totalnie się nie sprawdza i nie jestem z nich zadowolona. Po części tak jest i tym razem.



W zakresie wysyłki towaru jestem zadowolona, całość dobrze zapakowana, chroniąca zawartość przed uszkodzeniami. Ale czy poza tym widzę jakieś plusy?



Kominek to chyba coś, z czego jestem najbardziej zadowolona! Jest piękny!
Wydaje mi się, że jest dość klasyczny i w zestawieniu z ciemnymi meblami jest dodatkowym elementem dekoracyjnym.
"Górę" spokojnie możemy zdjąć w celu swobodnego usunięcia wosków.


W zakresie zapachów nie wiem czy jest sens, żebym bardzo się na ich temat rozpisywała, więc raczej szybko podsumuję wszystkie, które posiadam:

- Midsummer's Night : mój ukochany zapach, klasyczne męskie perfumy, połączenie piżma i wody kolońskiej -  UWIELBIAM!
- Fluffy Towels : przyjemny, świeży zapach, kojarzy mi się z niektórymi płynami do płukania tkanin:)
- November Rain : bardzo ładny, świeży, kojący zapach, kolejny kojarzący mi się z płynami do tkanin (w pozytywnym sensie)
- Apple & Pine Needle : w stanie stałym pachnie okropnie, bardzo dusząco ale po roztopieniu w kominku daje się obwąchać z lepszej strony:) Ja osobiście żadnego jabłka nie czuję, sosna.. za dużo powiedziane.. wyczuwam cedr, cypryski.. po podgrzaniu naprawdę bardzo fajny zapach!
- Bahama Breeze : rześki zapach, dość miły dla nosa, słodki, coś na kształt ananasa lub innych egzotycznych owoców.
- A Child's Wish : miał być to zapach łąki.. cóż... mam łąkę i ona pachnie znacznie inaczej:) jestem świadoma, że nic nie jest w stanie oddać rzeczywistych zapachów, ten kojarzy mi się z mocnymi perfumami, może kwiatowymi.. ale z pewnością nie z polnymi kwiatkami na łące..

Pod względem "zapachowym" woski i samplery bardzo mi pasują. Są dość oryginalne i każdy znajdzie coś dla siebie. Mi każdy z zapachów przypadł do gustu, każdy ma w sobie coś, co mi się podoba.
Kominek jak już wspomniałam jak dla mnie idealny.
Więc co mi przeszkadza?



Otóż chyba za dużo się naczytałam o Yankee Candle i miałam wygórowane oczekiwania względem tych wosków, świec..
Oczekiwałam, że po podpaleniu cały pokój wypełni niesamowity zapach, który dodatkowo będzie się utrzymywał nie wiadomo jak długo.. a w rzeczywistości zapach owszem jest - ale oczekiwałam, że będzie dużo bardziej intensywny.
Być może nos również się przyzwyczaja i gdy siedzę w swoim pokoju to przestaje go czuć, mimo że jest...? Być może..

Jeśli przybliżę się do palonego wosku czy samplera to oczywiście czuję zapach.. ale oczekiwałam, że będzie on równie intensywny w całym pomieszczeniu. Zawiodłam się. Podobno pełnowymiarowe świece mają dużo mocniejszy zapach.. raczej tego nie sprawdzę, bo szkoda mi wydawać 60-100zł na coś, z czego mogę być więcej niż niezadowolona - a nie lubię żałować dokonanych zakupów.

Podsumowując:

+ Cena. Woski i samplery nie są drogie. Jednak na pełnowymiarową świecę bym się nie skusiła.
+ Kontakt ze sklepem, szybka wysyłka, starannie zapakowanie produkty.
+ Unikalne połączenia zapachowe. To trzeba im przyznać:)
+ Estetyczny wygląd wosków, świeczek, kominków. Jakby nie było bardzo ładnie się prezentują i są miłe dla oka. Ot dodatkowe elementy dekoracyjne.

- Dostępność. Wiem, że są sklepy stacjonarne, jednak ja w promieniu wielu km do takowych nie mam dostępu. Zakupy online nie są może kłopotliwe, jednak fajnie byłoby móc powąchać przed zakupem. Online kupujemy "w ciemno".
- Słaba intensywność zapachów. Tak jak wspomniałam wyżej, oczekiwałam czegoś niesamowitego a dostałam zwykłą świeczkę (o niezwykłym zapachu).


Myślę, że jeszcze skuszę się na jakieś woski, jednak nie zmienia to faktu, że jestem rozczarowana Yankee Candle.

Przepuszczam, że wiele/u z Was miało do czynienia z tymi woskami?
I pewnie zdecydowana większość jest zachwycona?:)

Miłego weekendu:)
Ja wracam do pisania pracy:)

Jola

czwartek, 16 stycznia 2014

Zakupy: Biopiękno + DOZ

Cześć:)

Dzisiaj przychodzę do Was z zakupami online, poczynionymi na przestrzeni ostatnich 2 tygodni.

Jako, że skończył mi się olejek do włosów i nie miałam żadnego w zapasie szukałam kolejnego, wahałam się pomiędzy wieloma sklepami internetowymi, jednak stwierdziłam, że z niektórych stron chciałabym zamówić więcej niż obecnie potrzebuję, więc się wstrzymałam:)



Padło więc na sklep BIOPIĘKNO, w którym trafiłam dodatkowo na promocję wybranego przeze mnie oleju.



Za 210 ml olejku Khadi zapłaciłam w promocji 47,99 zł. W porównaniu z ceną regularną w innych sklepach online zaoszczędziłam ok 10zł:) Niestety teraz nie ma go w ofercie, być może jeszcze się pojawi.



Dodatkowo jako gratis otrzymałam 25 gramowe mydełko z dziką różą:) Pięknie pachnie:)


Potrzebowałam jednak również wcierki do włosów i tutaj zdecydowałam się na Jantar, którego szukałam od wielu miesięcy w aptekach, jednak stacjonarnie nigdzie go nie dostałam.
Złożyłam więc swoje pierwsze zamówienie na stronie DOZ i zaopatrzyłam się w kilka dodatkowych produktów.



Za 100 ml odżywki do włosów i skóry głowy Jantar zapłaciłam 11,55 zł (używam od 4 dni, po wykorzystaniu całości pewnie pojawi się recenzja).

Zaopatrzyłam się również w kolejną wcierkę, której nigdy nie widziałam stacjonarnie a słyszałam pozytywne opinie na jej temat: mowa o odżywczo-wzmacniającym płynie do pielęgnacji włosów Aloevit. Pojemność również 100 ml, cena 8,10 zł.

Jedyną widoczną różnicą pomiędzy płynami, którą natychmiast zauważyłam jest to, że Aloevit ma bardzo wodnistą konsystencją, jest "normalnym" płynem, który spokojnie w konsystencji mogłabym porównać do Radicala. Natomiast Jantar jest bardziej zawiesisty, wręcz gęstawy. Zobaczymy jak się spiszą na moich włosach:)



Zamówiłam również po 3 opakowania: liści pokrzywy, ziela skrzypu oraz nasienia kozieradki.
Pokrzywę i skrzyp piłam już wielokrotnie, jednak żeby dostać je w stanie zasuszonym, naturalnym jest ciężko. Kozieradka to kolejny produkt "chodzący" za mną od miesięcy.
Cena 1 torebki liści pokrzywy: ok. 2,00 zł
Cena 1 torebki ziela skrzypu: ok. 1,85 zł
Cena 1 torebki nasienia kozieradki: ok. 2,00 zł

Jestem bardzo ciekawa tych produktów (mam na myśli olej i wcierki), od kilku lat nałogowo piję herbaty ziołowe, więc tutaj to dla mnie żadna nowość:)

Znacie te produkty?
Macie jakieś zdanie na ich temat?:)

Miłego dnia,
Jola

wtorek, 14 stycznia 2014

Recenzja: Korund mikrokrystaliczny

Cześć:)

Muszę przyznać, że po dłuższej nieobecności zawsze ciężej mi się wraca do "normalności", ale wczoraj po powrocie do domu i dzisiaj zebrałam się i przez wiele godzin nadrabiałam zaległości na Waszych blogach:) I czuję nie małą satysfakcję, że dałam radę nadrobić te 4 dni:) W każdym razie mogę teraz spokojnie przejść do pisania nowego postu.

Dzisiaj zamierzam przedstawić Wam korund mikrokrystaliczny. Pewnie wiele z Was miało do czynienia z tym produktem, dla mnie swego czasu była to nowość. I nie żałuję, że kupiłam w ciemno:)
Ale do rzeczy:




Swój korund zakupiłam na stronie paatal i zapłaciłam za niego 5,50 zł:)

Waga - 100 g
Termin ważności upływa w lutym tego roku, jednak z pewnością nie zdążę go wykorzystać do tego czasu. Nie mam wielkiego problemu, by używać produktu takiego jak ten, tzn. "suchego" po terminie ważności. Jeśli coś będzie się z nim działo niedobrego, z pewnością to zauważę i zaprzestanę używania.

Co pisze producent:

Korund mikrokrystaliczny znajduje zastosowanie w profesjonalnych gabinetach kosmetycznych a także w domowych peelingach. Systematyczne stosowanie peelingów zwiększa wchłaniania substancji czynnych przez skórę, pobudza mikro-krążenie, oczyszcza i wzmaga odnawianie skóry.



Przykładowe zastosowanie korundu:

- z kwasem hialuronowym 1%:  do 30 ml porcji kwasu hialuronowego dodać około 5 ml korundu
- z olejem: do 30 ml porcji wybranego oleju dodać około 5 ml korundu
- z żelem do mycia ciała: do 30 ml porcji wybranego żelu dodać około 5 ml korundu

Otrzymany produkt należy dokładnie wmasować w skórę twarzy/ciała i następnie spłukać.



 Skład:

Nie mamy jasno podanego składu, ale śmiem sądzić, iż jest to 100% naturalny korund.

Moja opinia:

Kocham !! :)

+ Cena. Wg mnie śmiesznie niska za tak dobry produkt.
+ Pojemność. 100g to naprawdę sporo produktu, zwłaszcza, że nie potrzebujemy go dużo w celu wykonania jednorazowego peelingu.
+ Opakowanie. Szczelne, nic się nam nie wysypuje, nic nie dostanie się do środka, nic nie zawilgnie. Duży plus za to.
+ Wygląd. Jak dla mnie wygląda jak sproszkowany diament:) Naprawdę:) Niestety mój aparat tego nie uchwycił, ale korund to w zasadzie błyszczące, małe kryształki. Ostre kryształki:)
+ Data ważności. Biorę to na plus z racji, że już ponad rok minął od momentu zakupu i gdybym stosowała tylko ten jeden peeling i nie tylko do twarzy to z pewnością dziś pozostałoby mi tylko puste opakowanie.
+ Działanie! Ja swój korund łączę "na oko" z żelem do mycia twarzy, mieszam i gotowe. Działa rewelacyjnie. Zdziera bardzo dobrze, dla osób z wrażliwą cerą mógłby być nawet za mocny. Intensywność ścierania sami poniekąd wybieramy, poprzez intensywniejsze masowanie twarzy/ciała. Nie robi krzywdy mojej buzi, jednak nie mam żadnych mocnych zmian, które mogłabym dodatkowo rozbabrać. Nie ma problemu ze zmywaniem z twarzy. Sam w sobie jest bezzapachowy, więc wszystko zależy od tego, co dodamy. Nigdy jeszcze nie dostał mi się do oka, więc w tej kwestii się nie wypowiem. Mnie nie podrażnił, ani nie uczulił, ale nigdy nie miałam z tym problemu.
+ Możliwość zrobienia własnego peelingu, z dowolnym żelem/olejkiem, itp. To fajna sprawa, bo możemy stworzyć bardzo dobrze działający i naturalny peeling. Wystarczy przecież dodać miód czy trochę mleka i sama natura;)

- Dostępność. Nigdzie stacjonarnie nie widziałam żadnego korundu, także wydaje mi się, że można go zakupić jedynie online. Jeśli się mylę - poprawcie:)

Jak sami widzicie w moim odczuciu zdecydowanie przeważają plusy. Zanim go wykończę minie pewnie jeszcze parę tygodni i w kolejce czeka puder peelingujący ale myślę, że z pewnością do niego powrócę. 

Jestem nim zachwycona. Serdecznie POLECAM !!

Miał ktoś z Was do czynienia z takim produktem? 
Jakie jest Wasze zdanie?
Możecie mi polecić jakiś dobry peeling do twarzy? Ale enzymatyczny?
Nigdy takowego nie stosowałam i zastanawiam się, jaki byłby najlepszy:)

Miłego wieczoru:)

Jola




czwartek, 9 stycznia 2014

[Moje] Przechowywanie biżuterii


Cześć Wszystkim:)

Dzisiaj przychodzę do Was z postem i tematem, który zaświtał mi w głowie jako jeden z pierwszych w momencie, kiedy zakładałam bloga.. wydawał się dość prosty, szybki i przyjemny. A mimo to, nie znajdywałam czasu na zrobienie zdjęć i ostateczne napisanie posta.
Aż do dziś:)



Nie wiem jak Wy, ale jak przez bardzo długi okres czasu przechowywałam swoje błyskotki w zasadzie wszędzie i nigdzie. Nic nie miało swojego ściśle określonego miejsca. Jak szukałam kolczyków? Mogły być wszędzie.. nie jedną parę w ten sposób pogubiłam:( 
Wyjątek stanowiły jedynie te, które otrzymywałam w pięknych pudełeczkach:)

Jednak podczas jednej z wizyt w Pepco, natknęłam się na to cudo ♥

Dla niektórych z Was może być tandetne, badziewiaste czy wręcz kiczowate. Dla mnie jest IDEALNE!
Zakochałam się od pierwszego wejrzenia ♥

Chociaż zerknęłam, wyszłam ze sklepu ale zanim doszłam do samochodu.. wróciłam po moje cudo:)
Grunt to zdecydowanie :D



Urzekł mnie wygląd pudełka, motyw na pokrywce jest dla mnie wręcz bajeczny. To było coś, czego szukałam.
Mojej mamie samo pudełko się podoba, ale wolałaby jednolity kolor, dlatego co jakiś czas chodzę do Pepco, w poszukiwaniu podobnego, ale w innej szacie graficznej:)

Z tego, co zauważyłam pudełka są praktycznie ciągle w sprzedaży, zmienia się jedynie wspomniana przeze mnie szata graficzna.







Przede wszystkim jednak spełnia swoje zadanie.
Biżuteria w końcu jest w jednym, przydzielonym przeze mnie miejscu. Nie tracę czasu i nerwów na poszukiwaniach. I wygląda naprawdę fajnie:)

Jeśli któraś z Was szuka czegoś, w czym mogłaby trzymać biżuterie to polecam odwiedzić Pepco.
Wg mnie to też idealny prezent:)

Pudełko zakupione w PEPCO, cena 20zł.



Przede mną weekend na uczelni..
Życzę więc Wam mile spędzonego czasu czy to w domu, czy tak jak ja - w szkole:)

Jola

środa, 8 stycznia 2014

Recenzja: Płyn dezynfekujący do pędzli INGLOT

Cześć:)

Dzisiaj zamierzam powiedzieć Wam parę słów odnośnie płynu dezynfekującego do pędzli z firmy Inglot.


Swój kupiłam w sklepie stacjonarnym tej firmy, za 150 ml płynu zapłaciłam 16 zł.

Co pisze producent:

Nic.. nie licząc informacji, co zawiera butelka i składu nie znajdziemy żadnych szczególnych informacji.



Skład:

ISOPROPYL ALCOHOL, WATER/AQUA, SODIUM COCOYL GLUTAMATE, PHENOXYETHANOL, CAPRYLYL GLYCOL, POTASSIUM SORBATE, HEXYLENE GLYCOL.



Moja opinia:

TRAGICZNY !!!

+ cena, które wg mnie nie jest wygórowana jeśli mówimy o płynie dezynfekującym
+ dostępność, jest wiele sklepów Inglota, więc z tym raczej większego problemu nie ma

-  nieszczelna butelka. Pierwszy niekontrolowany upływ zawartości nastąpił już kilka minut po zakupie. I do tej pory zdarza mu się wylać. Wystarczy, że butelka nie stoi a leży
-  ulatnia się, mam wrażenie, że go ubywa, mimo, że nie jest używany.
- zapach - koszmar! Czysty alkohol! Co gorsza zapach ten utrzymuje się na "zdezynfekowanych" pędzlach.. więc umycie ich jest koniecznie! Wiem, że zawiera alkohol i nie mam się co dziwić zapachowi, ale naprawdę zapach jest tak wyczuwalny, wręcz duszący!
- DZIAŁANIE!! Ma dezynfekować pędzle? Wątpliwe! Skoro pędzle pozostają niesamowicie brudne to ciężko mi sobie wyobrazić, że nie niszcząc zwykłych pozostałości cieni itp. jest w stanie zniszczyć mikroorganizmy. Zwyczajnie w to nie wierze. 

Ja z pewnością NIGDY WIĘCEJ DO NIEGO NIE WRÓCĘ !!

Po jego użyciu pędzle pozostają brudne, wymagają wyprania, śmierdzą przeokropnie (zapach nie znika) i są nieprzyjemnie szorstkie w dotyku!

Płyn nie dość, że nie robi nic z pędzlami to jeszcze mam wrażenie, że je niszczy. Teraz staram się zużyć ten płyn żeby tylko to wywalić i zapomnieć!

NIE POLECAM, a wręcz ODRADZAM !!

Jola

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Zeszłoroczne DENKO!

Cześć:)

Dawno nie było u mnie denka, a to z tego tytułu, że w ostatnim okresie nie miałam na nic czasu, teraz jednak siateczka się zapełniła, więc oto jestem:) Co prawda początkowo planowałam przychodzić z denkiem, gdy uzbiera się 10 produktów, ale nie będę tego rozkładała na kilka, więc wrzucam wszystko.
Produkty zużyte w przeciągu ostatniego 2,5 miesiąca.


Małe przypomnienie:
Na "czerwono" zaznaczać będę produkty, które mnie zachwyciły, które się u mnie sprawdziły i do których będę powracać !
Na "niebiesko" te, które nie przypadły mi do gustu i do których zdecydowanie nie powrócę ponownie.
A na "zielono" takie, które pewnie zakupię ponownie ale najpierw chce wypróbować czegoś innego z danego zakresu pielęgnacji, tzw. "średniaczki".

 PIELĘGNACJA WŁOSÓW:




1. Olejek do włosów Amla DABUR - (strona internetowa Paatal, cena 8zł) byłam z niego dość zadowolona, chociaż nie zauważyłam żadnej zmiany w moich włosach (zmiany nie widziałam jeszcze po żadnym), zapach w ogóle mi nie przeszkadzał - wręcz przeciwnie, dobrze się zmywał, pewnie za jakiś czas kupię ponownie.

2. Łagodny szampon i płyn do kąpieli 2 w 1 NIVEA Baby - (Rossmann, cena ok.14zł) tutaj robiłam recenzję porównawczą z jego udziałem. Nic w tej kwestii się nie zmieniło. Był ok, ale mam kilka szamponów do zużycia, później inne w planach, także szybko do niego nie wrócę.

3. Suchy szampon BATISTE original - (Hebe, cena ok.7zł) tutaj możecie przeczytać moją recenzję na jego temat. Mam już kolejne miniaturowe opakowanie na wyjazdy i duże do użytku domowego. Uwielbiam! I serdecznie polecam!

4. Lakier do włosów SYOSS shine&hold - (Drogeria Aster, cena ok 15zł) wstyd się przyznać, ale miałam go bardzo, bardzo dawno temu i nie wykończyłam do końca, powiedzmy, że sam dokończył żywota:) Z tego, co pamiętam był ok, nie sklejał włosów, nie tworzył twardej powłoczki na powierzchni włosów, ale też ich nie nabłyszczał i nie specjalnie utrwalał. Nie byłam z niego zadowolona i zbytnio nie używam lakierów, więc na pewno nie kupię ponownie.

5. Szampon ochrona koloru Oliwki i Kwiat Lotosu ALTERRA - (Rossmann, cena ok. 6zł na promocji) to moja druga buteleczka tego szamponu i z pewnością nie ostatnia. Nie farbuję włosów już od dłuższego czasu, ale nie kierowałam się tym oznaczeniem podczas wyboru szamponu. Za jakiś czas planuje zrobić porównanie szamponów Alterry, ale na temat tego mogę śmiało powiedzieć, że wspaniale odświeża istniejący kolor włosów, wydobywa refleksy. Podczas jego stosowania kilka osób z mojego otoczenia zachwycało się "moim nowym kolorem włosów" i pytało, jakiej farby używam:) Także naprawdę wydobywa z włosów to, co najlepsze.

6. Ekspresowa odżywka bez spłukiwania 'wzmocnienie i energia' do włosów osłabionych i wypadających MRS.POTTER'S - (Auchan, cena ok.7zł) długo ją męczyłam, bo była dość wydajna.. Ale właśnie - męczyłam. Kompletnie nic z włosami nie robiła, dlatego z pewnością nie kupię ponownie.

PIELĘGNACJA TWARZY:


 7. 2-fazowy płyn do demakijażu oczy z bawełną BIELENDA - (Leclerc, cena ok.9zł) nie mam wrażliwych oczu a ten mi je podrażniał. Jeśli dostał się do oka to szczypało kilka godzin, pomimo przemycia wodą. Dosyć dobrze zmywał makijaż oka, ale większość 2-fazówek, z którymi miałam styczność to robiła a są i lepsze, więc do tego z pewnością NIE WRÓCĘ.

8. Regenerujący peeling do twarzy z olejem arganowym DELIA - (Hebe, cena 6,50zł) był bardzo dobry, nie uczulał, nie podrażniał, nie zapychał, zdzierał martwy naskórek w sposób bardzo delikatny, nie ma możliwości żeby sobie zrobić nim krzywdę, łagodny dla skóry. Nic mnie po nim nie zapchało i w połączeniu z maseczką do twarzy z tej serii naprawdę fajnie się spisał. Mam inne peelingi, ale do tego z chęcią wrócę za jakiś czas.

9. Woda termalna AVENE - (Super-Pharm, cena ok.10zł na promocji) to moja pierwsza woda. Sprawdziła się latem, celem odświeżenia twarzy, ale nie jest to produkt, bez którego nie mogłabym żyć. Jeśli będzie na promocji to się skuszę, ale w cenie regularnej z pewnością nie.

10. Regenerujący krem do rzęs L'BIOTICA - (Apteka, ok.12zł) pierwsze, co przychodzi mi na myśl na wspomnienie tego produktu to wydajność. Był mega wydajny i podchodziłam do niego w kilku próbach. Nie uważam, żeby krem mógł powstrzymać wypadanie - w tej kwestii raczej odżywianie rzęs od wewnątrz może wg mnie pomóc, także nie zaobserwowałam żadnych zmian. Ale nie borykałam się z nadmiernym wypadaniem rzęs, więc być może nie byłam w stanie ocenić pełni jego możliwości. Odnośnie przyciemnienia rzęs również się nie wypowiem - jestem posiadaczką czarnych z natury:) Do tego produktu nie wrócę, bo nie widzę potrzeby.

11. Przeciwzmarszczkowy krem liftingujący pod oczy PHARMACERIS - (Apteka, cena ok.40zł) fajny, delikatny krem. Nie podrażniał, nie uczulał, nie wysuszał skóry ale też nie nawilżał jakoś specjalnie, więc może chociaż przeciwzmarszczkowo zadziałał?:D Zobaczymy za kilka lat;) Raczej nie wrócę ponownie.

12. Kostka myjąca do twarzy AVENE - (Super-Pharm, cena ok.20zł) niestety pudełeczko od niej wyrzuciłam i została mi pusta mydelniczka. Dwa razy do niej podchodziłam. W okresie, kiedy moja cera miała skłonności do przetłuszczania czułam dokładne oczyszczenie, ale też nieprzyjemnie ściągała skórę. Później, gdy cera się unormowała w stronę normalnej sprawdzała się idealnie. Zero ściągnięcia ani wysuszenia. Tylko dobrze oczyszczona twarz. Była bardzo wydajna i ciężko było mi ją zmęczyć, a że lubię nowości to raczej szybko do niej nie wrócę.

PIELĘGNACJA CIAŁA:


13. Kremowy żel pod prysznic DOVE - (Super-Pharm, cena ok.6zł na promocji) uwielbiam! Konsystencja musu, piękny świeży zapach, dobrze mył, dobrze się pienił. Z pewnością wrócę ponownie!

14. Pianka do golenia do skóry wrażliwej ISANA - (Rossmann, cena ok.5zł) mój ideał jak idzie o pianki do golenia. Tania, szeroko dostępna, wydajna. Nie wysusza skóry, idealnie się sprawdza. To moje kolejna pianka Isany i nie ostatnia. Ciągle szukam czegoś innego, ale w efekcie i tak do niej wracam.

15. Peeling pod prysznic ISANA - (Rossmann, cena ok.4zł) Nie dla mnie. Wodnista konsystencja przelewająca się między palcami, w ogóle nie zdzierał martwego naskórka, dodatkowo wysuszał skórę. Cieszyłam się, jak go wykończyłam. Nie wrócę.

16. Płyn do higieny intymnej FACELLE - (Rossmann, cena ok.7zł) to moja druga tubka i nie ostatnia, chociaż chyba skład się zmienił na przestrzeni ostatnich lat. Kiedyś pozostawiał na skórzę delikatny film, teraz nie zostaje nic. Wolałam starą wersję ale i do tej będę powracać.

SUPLEMENTY/KOLORÓWKA:


17. Suplement diety SILICA - (Super-Pharm, cena ok.32zł na promocji) wiele się o niej swego czasu naczytałam. Opakowanie wystarczyło mi na 1,5 miesiąca codziennego stosowania. Nie zauważyłam żadnych zmian. Ale jeśli dobre składniki dostają się do naszego organizmu to ten wykorzystuje je tam, gdzie są potrzebne - najwidoczniej uznał, że narządy są ważniejsze:) Moja cera obecnie jest całkiem dobra, paznokcie również ale nie wiem, czy mogę to przypisać właśnie jej, bo za jej przyjmowania nie widziałam absolutnie żadnej różnicy. Może kupię ponownie.

18. Eyeliner - nieznanego pochodzenia:) Ale zadowolona nie byłam. Szukam jakiegoś fajnego, czarnego eyelinera - możecie polecić mi coś godnego uwagi? :)

KOSMETYKI NIE WYKORZYSTANE DO KOŃCA


19. Emulsja odżywczo-nawilżająca na dzień OLAY - (Rossmann, cena ok.20zł) do większej połowy używałam go do twarzy, jednak nie dość, że nic z nią nie robił to jedynie mogłam się po niej świecić jak żaróweczka;/  Później chciałam go zużyć do stóp, ale też jakoś nie szło, zostawia na nich tłustawą warstwę, która mi przeszkadza... więc chyba tą resztą wyrzucę.. Nie kupię ponownie!

20. Aktywnie nawilżający krem na noc AA 20+ - (Rossmann, cena ok.20zł) podobnie jak w przypadku kremu wyżej - totalna klapa. Nic nie robił, nie czułam ani nawilżenia, ani nic innego... ot krem jakich pełno...

Odkąd zaczęłam używać kremów aptecznych a stan mojej skóry znacznie się poprawił to zrezygnowałam z kremów drogeryjnych. Nie mówię, że są złe, po prostu na mojej skórze takowe w ogóle się nie sprawdzały..

PRÓBECZKI/MASECZKI:


21. Maska kompres 4D DERMO PHARMA - (Biedronka, cena. ok.6,50zł) tutaj możecie zobaczyć moją recenzję na jej temat. Na pewno NIE KUPIĘ ponownie!

22. Wosk różany - (Allegro, cena ok.5zł) bardzo fajny, dobrze się rozprowadzał na skórze, nie ciągnął je, ale włoski owszem:) Są lepsze i gorsze woski - ten zdecydowanie należy do tej pierwszej grupy. Jak zużyje te, co mam z pewnością zakupię kilka sztuk tego.

23. Wazelina biała kosmetyczna ZIAJA - (Drogeria Aster, cena ok.3zł) używałam jej głównie, gdy farbowałam komuś włosy. W tej kwestii sprawdzała się idealnie. Bardzo wydajna, tania, dostępna. Obecnie mam do wykorzystania krem oliwkowy tej firmy o bardzo podobnym działaniu, więc nie kupię w najbliższym czasie, ale kiedyś pewnie wrócę.

24. Dwie próbki kremu na dzień Cellular Anti-Age NIVEA - (Hebe) całe szczęście, że to tylko próbki. Istny KOSZMAR!! Gdybym posmarowała twarz olejem do smażenia uzyskałabym chyba identyczny efekt! NIGDY WIĘCEJ!!

25. Próbka szamponu i odżywki nadającej blask i objętość Diamond Volume NIVEA - (Hebe) po jednej próbce ciężko coś powiedzieć, ale zapach był ok, konsystencja też. Szampon dobrze umył włosy, odżywka nie obciążała. Może kiedyś kupię:)

26. Próbka żelu pod prysznic z olejem z pestek dyni LUKSJA - (dodatek do Shape'a) był ok, ale skład mi wadzi, SLS na drugim miejscu, można mieć coś lepszego, więc pewnie nie kupię.

27. Maseczka rozświetlająca RIVAL DE LOOP - (Rossmann, cena ok.1,20zł) miałam dwie saszetki, zastygała na skórze tworząc skorupkę.. ale mi takie coś nie przeszkadza. Nie zrobiła krzywdy, nie podrażniała, skóra była odświeżona, dobrze oczyszczona. Pewnie kupię ponownie.

28. Chusteczki do higieny intymnej - (Hebe, cena ok.2,50zł) coś nie byłam z nich zadowolona, są lepsze na rynku. Nie kupię ponownie.

To by było na tyle:)) Uff:)))
Gdybyście mieli jakieś pytania odnośnie któregoś z wymienionych produktów piszcie śmiało:) Na każdy komentarz odpowiem:)



Spokojnej reszty poniedziałku:) Dla Was to też druga "niedziela"?:)

Jola

niedziela, 5 stycznia 2014

POU - nowa a jednak "stara zabawka" z dzieciństwa

Cześć:)

Pisząc posta włosowego stwierdziłam, że sprawia mi to taką radość, że taka tematyka musi się pojawiać zdecydowanie częściej:)

Dzisiaj z racji niedzieli pomyślałam, że przyjdę do Was z lekkim, miłym i przyjemnym postem:)

Pamiętacie kupowane przez rodziców "interaktywne jajeczka", umożliwiające opiekę nad wybranym przez siebie dowolnie zwierzątkiem -  karmiło się je, sprzątało po nim, itp?
Nie wiem jaką nazwę dokładnie nosiło, ale mam nadzieję, że ktokolwiek z Was wie, o co mi chodzi:)

Gdy ja byłam dzieckiem to był hit. Każdy to miał, a ten kto nie miał - marzył by mieć i dostawał:) Z pewnością cenowo wtedy to nie był majątek (zdaje mi się, że ok 15-20zł)

Ale tak jak wszystkie zabawki - "moda" na nie przeminęła..
Ja sama o niej zapomniałam, aż do tegorocznych świąt:)

A wszystko za sprawą siostrzenicy mojego narzeczonego, która w I dzień Świąt zaraziła wszystkich nową zabawą - to ulepszona, mobilna wersja owego wspomnianego przeze mnie jajeczka.
To zabawa, na która może pozwolić sobie praktycznie każdy, pobranie na telefon jest bezpłatne.

Przedstawiam Wam POU'a :)



Owego Pou'a karmimy, kąpiemy, bawimy się grając w różne gry z jego udziałem i przy okazji zdobywając punkty, za które możemy kupować dowolne produkty spożywcze, czy też części garderoby.
W zależności od poziomu, na którym jesteśmy możemy zmieniać wygląd Pou'a oraz jego otoczenia, poprzez zmianę koloru oczu, dodawanie włosów, rzęs itp, po wybór dachówek na domku, koloru samochodu, tapety czy piłki do gry:)



Kiedy Pou jest głodny, zmęczony czy załatwi potrzebę fizjologiczną daje nam znać:) Wtedy my się nim zajmujemy.

Pou rośnie, tyje, zmienia się, co daje wrażenie, jakby nasza opieka faktycznie miała kluczowe znaczenie w jego rozwoju:)

Dodatkowo powtarza słowa i dźwięki z lekko zniekształconym głosem - ja mam wrażenie, jakbym słuchała osoby, która nawdychała się gazu rozweselającego - kojarzycie ten charaktrystyczny dźwięk? 

Niby to nic wielkiego, ale dla mnie to coś na kształt pewnego powrotu do beztroskiego dzieciństwa. Każdy, nawet moi rodzice jak tylko to zobaczyli, zaczęli wspominać stare czasy:) 

Samą zabawą zaraziły się zarówno dzieci jak i dorośli :D (mój siostrzeniec wypróbował chyba wszystkie możliwe gry z udziałem Pou:D A jest ich naprawdę sporo: m. in. jazda samochodem po wzgórzach, wspinanie się w przestworzach, skakanie na wodzie, strzelanie goli czy też zabawa w kubeczki, w której owe kubeczki się mieszają i naszym zadaniem jest wskazanie tego, pod którym znajduje się Pou i wiele, wiele innych - naprawdę spory wybór) 




Starsi największą frajdę mieli chyba z mówienia do telefonu, który wszystko powtarzał:D Przednia zabawa:)

Polecam tym, którzy znają "jajeczko z lat młodości" oraz tym dla których to nowość - naprawdę potrafi nieźle rozweselić:)

Spokojnej niedzieli:)

Jola

piątek, 3 stycznia 2014

Tangle Teezer - mój oprawca i włosowy zestaw ratunkowy :)

Cześć:)

Chciałam, żeby pierwszy post tego roku był dla mnie w jakiś sposób wyjątkowy, dlatego też po raz pierwszy przychodzę do Was z moim ulubionym - włosowym tematem.
Nie wstawiałam jeszcze nigdy stricte włosowego posta, ale teraz czas najwyższy:)




Ponad trzy lata temu ogarnęła mnie obsesja na punkcie moich włosów i rozpoczęłam walkę o zdrowe, piękne kłaczki.
Zaczęłam namiętnie czytać posty o tej tematyce, zainteresowałam się tym, co tak naprawdę kupuję.
Przetestowałam wiele odżywek, szamponów, olejów czy wcierek.
A efekt - znikomy:(
Można się podłamać i to solidnie. Po tych 3 latach oczekiwałabym, żeby włosy prezentowały się dużo lepiej, ale niestety nie jestem w stanie zmienić ich struktury - natury nie oszukam.
Mam bardzo cieniutkie włosy, delikatne, proste z natury, całkowicie nie podatne na stylizacje. Próbowałam wielu sposobów na poprawę ich wyglądu, ale jedyne, co udało mi się uzyskać - to gładkie, lśniące włosy.
Choćbym próbowała je zakręcić (różnymi sposobami) to po 5 minutach.. klapa.. dosłowna.. przez to, że są cienkie, gładkie, śliskie wydają się przyklapnięte i smętnie zwisające.

Oczywiście jak wiele "włosomaniaczek" skusiłam się na zakup Tangle Teezera.
Wybrałam wersję kompaktową, z której byłam bardzo zadowolona. Właśnie BYŁAM. Słowo klucz.
Początkowo miałam wrażenie, że szczotka naprawdę "robi" coś z moimi włosami, ale chyba tylko to sobie wmawiałam. Nikt oczywiście nie widział żadnej różnicy w moich włosach, co było dla mnie bardzo demotywujące.

Jednak kilka miesięcy temu zauważyłam znaczne pogorszenie stanu moich włosów.
Zaczęły się rozdwajać w ekspresowym tempie, pomimo systematycznego zabezpieczania końcówek (olejkiem, jedwabiem). Po podcięciu w ciągu zaledwie kilku dni pojawiały się MASOWO rozdwojone, a nawet roztrojone końcówki!
Pomyślałam, że skoro je zabezpieczam to wina leży po stronie nożyczek. Zakupiłam więc nożyczki fryzjerskie, pewna, że pozbędę się kłopotów. Jakże się myliłam!

Włosy nadal rozdwajały się kilka dni po podcięciu, co mnie powoli dobijało. Nawet osoby postronne zauważyły, w jakim opłakanym stanie są moje włosy - głównie końcówki, ale nie tylko. Włosy od połowy długości wyglądały jak szopka:( Były ostro cieniowane 3 lata temu i ciągle wracają do siebie..

Na jakiś czas zostawiłam ten temat, bo miałam wiele innych spraw na głowie i te "włosowe" odłożyłam na później.
Jednak przy jednej z ostatnich wizyt w Rossmannie rzuciła mi się w oczy promocja na szczotkę z włosiem dzika. Oczywiście już dawno czytałam wiele na ich temat, ale z racji zakupu online, nie zdecydowałam się wtedy na zakup i  zapomniałam o tym.
Po powrocie do domu wróciłam do postów na temat tych szczotek. Natknęłam się na ich różne porównania - między innymi z ww. TT.

Ostatecznie postanowiłam kupić szczotkę online (szczotkarnia, khaja), jednak jak na złość (a raczej koniec roku) w jednym sprzedaż była zawieszona do nowego roku, w drugim brakowało asortymentu. Nie wiem jak Wy, ale ja bywam bardzo niecierpliwa - dlatego też, na drugi dzień pojechałam do Rossmanna i zakupiłam ową szczotkę z włosia dzika.



Dwa dni czytania postów dalej - zamówiłam drewniany grzebień The Body Shop, jako "idealne" uzupełnienie szczotki, której nie chce męczyć bardziej, niż to konieczne. (nie wiem czemu, ale mam wrażenie, że jest bardzo delikatna i krucha)


 

Samą szczotką czeszę się od przeszło 2 tygodni. Podcięłam też rozdwojone końcówki, żeby móc ocenić, czy rzeczywiście TT był winowajcą i przyczyną ich powstawania.

Nie chce oceniać już teraz, czy szczotka spełnia swoje zadanie, bo o tym przekonam się za kilka miesięcy, jednak już teraz muszę powiedzieć, że nie pojawiła się żadna nowa rozdwojona końcówka!! Co dla mnie już jest bardzo dużym zaskoczeniem i dodało mi skrzydeł do dalszej walki o zdrowe, piękne włosy!

Nie chce zapeszać, bo jeszcze skończy jak TT, ale wydaje mi się, że mogę śmiało stwierdzić, że TT na moich włosach przestał się sprawdzać, a wręcz obwiniam go o radykalne pogorszenie stanu moich włosów.
TT to szczotka, może innowacyjna, ale jednak plastikowa.. pokładam ogromne nadzieje w związku z nowymi nabytkami.
I oczywiście za kilka miesięcy zdam Wam relację, czy moje podejrzenia i nadzieje okazały się płonne czy nie.

Na koniec kilka informacji technicznych:



Szczotka z włosia dzika zakupiona w Rossmanie w promocyjnej cenie 24,99zł.
Sprawdzałam w domu, czy włosie jest naturalne czy nie - JEST:) Podpalony włos "śmierdzi" i kopci się identycznie co nasz - ludzki:)
Włoski ułożone są spiralnie w stosunku do rolki, nie wiem czy to "wada" mojej sztuki czy normalna cecha szczotek tej firmy, ale stwierdziłam, że ma to sens i w moim przypadku się sprawdza. Włosy nie są czesane "prosto" i mam wrażenie, że rozczesuje je lepiej, nie przyklepując ich nie potrzebnie.
Początkowo elektryzowała mi włosy.. oj bardzo.. ale poradziłam sobie i z tym:)
Nadaje objętości, naprawdę! Chyba przez to, że bardzo delikatnie rozczesuje włosy. Niektórzy twierdzą, że szczotki z włosia dzika suną po włosach i nie są w stanie dokładnie ich rozczesać - być może. Ja mam proste włosy i nie mam problemów z ich plątaniem. U mnie jak na razie sprawdza się IDEALNIE. Oby tak dalej!





Drewniany grzebień The Body Shop kupiony online, przez Allegro, za cenę 21zł + przesyłka.
Jestem zaskoczona solidnością jego wykonania. To naprawdę gruby grzebień, który niesamowicie pachnie drewnem:D Sama przyjemność:)
Nigdy nie rozczesywałam odżywek na włosach (byłam przekonana, że czesanie na mokro to samo zło), ale przy tym grzebieniu postanowiłam spróbować. Nie jest źle, ale muszę dojść do wprawy:)



Dam znać za kilka miesięcy jak spisuje się mój zestaw ratunkowy:)

Dzięki temu, że końcówki (na chwilę obecną) są w ryzach, mam chęci i motywację do dalszego dbania o włosy - zamierzam systematycznie je olejować i stosować wcierki:) A co:)

Widzę, że ten post jest bardzo długi pod kątem treści.. ale to tylko dowodzi, że włosy to temat, na który mogłabym rozmawiać i pisać godzinami:)
Mam nadzieję, że Was tak strasznie nie zanudziłam i dobrnęliście do końca:)


 Jak może niektórzy zauważyli zmieniłam nagłówek bloga. Zachciało mi się zmiany:)
Każde zdjęcie prezentowane na blogu jest mojego autorstwa, nigdy nie dodaję zdjęć z innych źródeł, dlatego też zapragnęłam stworzyć jedno właściwe dla mnie logo:)


Miłego wieczoru:)

Jola