Obserwatorzy

Obserwują mnie

czwartek, 4 grudnia 2014

RECENZJA: Intensywnie regenerująca maseczka BIOVAX

Cześć:)

Dziś przychodzę do Was z kolejną włosową recenzją.. muszę przyznać, że kosmetyków do włosów ubywa mi chyba najwięcej i najszybciej.. Kiedyś myłam włosy średnio co 3 dni.. Obecnie max co 2, a zdarza mi się również codziennie, w zależności od planów na kolejny dzień.. Inaczej sytuacja wyglądała, kiedy byłam w domu i nie musiałam się specjalnie przejmować, co ktoś pomyśli.. Odkąd pracuję, zwracam na to większą uwagę.

Ale czas na recenzję.



Mowa o maseczce Biovax Gold.
Zakupiłam ją w Super-Pharm, w cenie promocyjnej 9 zł.
Pojemność 125ml.

CO PISZE PRODUCENT:



SKŁAD:




MOJA OPINIA:

+ Cena. W takiej cenie wręcz żal było nie wziąć i nie wypróbować.
+ Pojemność/Wydajność. Wydawałoby się może, że 125ml to mało, ale w przypadku tej maseczki to bardzo dużo. Maska była bowiem o dziwo niesamowicie wydajna, co mnie osobiście zaskoczyło, bo spodziewałam się, że to maleństwo szybko się skończy.
+ Opakowanie. Słoiczek to bardzo dobre rozwiązanie. Produkt bez najmniejszych problemów możemy wydobyć do samego dna.



+ Konsystencja. Jak widzicie bardzo gęsta, a więc moja ulubiona, za co na stępie dostaje plusa. Moje włosy kochają zbite, treściwe maski, wodnistych nie cierpią.
+ Zapach. Słodki, lecz nie spożywczy:) Coś mi przypomina, jednak nie jestem sobie w stanie przypomnieć co:) Niestety to zapach sztuczny.
+ Nie przesuszała włosów.
+ Nie podrażniała skóry głowy.
+ Nie przyspieszała przetłuszczania skóry głowy.
+ Dostępność.

* Nawilżenie. Średnie. Niestety, ale dla moich włosów owe nawilżenie okazało się nie wystarczające. Owszem, w jakiś sposób nawilża, moje włosy jednak potrzebują tego nawilżenia dużo, dużo więcej.



PODSUMOWUJĄC:

Jest to ciekawy produkt, powiedziałabym nawet, że wart uwagi. Jednak nie oczekiwałabym od niego cudów. Nawilża ale w stopniu jak dla mnie nie wystarczającym, być może dla osób z mniejszymi wymaganiami okaże się idealny.
Ja do niego wracać nie planuję. Odkryłam sporo produktów, które po prostu na moich włosach spisują się lepiej. To średniaczek.

Miałyście? Używałyście?
Jaka jest Wasza opinia?
Jaką dobrą nawilżającą maskę/odżywkę do włosów polecacie?

Miłego weekendu,

Jola

wtorek, 11 listopada 2014

Był szampon, czas na odżywkę: EQUILIBRA

Cześć:)

Był szampon, więc teraz czas na recenzję odżywki. Mowa o nawilżającej odżywce zwiększającej objętość włosów Equilibra.



To moja wygrana w rozdaniu, ale widziałam, że można ją kupić w aptekach DOZ za ok. 20zł. Pojemność 200ml.

CO PISZE PRODUCENT I SKŁAD:




MOJA OPINIA:




+ Opakowanie. Bardzo wygodna, poręczna plastikowa tuba, którą bez problemu można przeciąć, celem wydobycia resztek produktu. Pokrywka zamykana na klik, szczelna i solidnie wykonana.
+ Pojemność/Wydajność. Produkt bardzo wydajny, aczkolwiek nie przesadnie.



+ Konsystencja. Moja ulubiona:) Bardzo gęsta, treściwa odzywka. A moje włosy takie wręcz uwielbiają.
+ Skład. Na moje oko bardzo przyjemny.
+ Dostępność. Można ją dostać stacjonarnie w aptekach.
+ Działanie. Odżywka spisała się rewelacyjnie. Nawilżała włosy, były po niej mięciutkie, sypkie i miłe w dotyku.
+ Rzeczywiście unosiła włosy u nasady, aczkolwiek moim zdaniem to również kwestia dobrego szamponu (przynajmniej w moim przypadku).
+ Nie przesuszała włosów.
+ Nie obciążała włosów.
+ Nie przyspieszała przetłuszczania skóry głowy.
+ Ułatwiała rozczesywanie.
+ Nie powodowała puszenia.

* Cena. Niestety cena 20zł może być dla wielu osób wygórowana. U mnie ten produkt spisał się fantastycznie i dla mnie ta cena jest do przeżycia.

Minusów BRAK!

PODSUMOWUJĄC:

Jest to jedna z lepszych odżywek do włosów, jakie miałam przyjemność używać. Z pewnością do niej wrócę, jak tylko wykończę wszystko, co posiadam w swoich włosowych zapasach. Wtedy pewnie skuszę się od razu na pełen zestaw Equilibry: zarówno odżywkę, jak i szampon.

POLECAM SERDECZNIE!

Miałyście? Używałyście?
Jaka jest Wasza opinia?

Pozdrawiam serdecznie,
Jola

poniedziałek, 10 listopada 2014

Długo mnie nie było.. Czyli RECENZJA - Szamponu Babuszki Agafii

Cześć Wszystkim:)

Nie było mnie dawno, strasznie dawno.. zupełnie jakbym się cofnęła do okresu, kiedy kończyłam studia inżynierskie i pisałam pracę.
Teraz znowu sporo obowiązków spadło na moje barki jednocześnie i mimo, że bardzo chciałam wszystko pogodzić, to niestety nie jestem w stanie zrobić tego już, teraz, zaraz - w takim stopniu, jaki by mnie zadowalał.
Pracuję i studiuję, co obecnie praktycznie wyklucza mi jakikolwiek czas wolny. Gdy już się pojawia, to czas na obowiązki domowe.. i czas spać:) Zwłaszcza teraz, kiedy po 16 robi się już szarawo.

To tyle wstępem wyjaśnienia.



Dzisiaj zapraszam Was na recenzję szamponu Objętość i Puszystość, w którym pokładałam spore nadzieje. Chyba dlatego, że produkty Babuszki Agafii należą do tych trudno dostępnych produktów, o których krążą "legendy". Ja miałam spore oczekiwania i już teraz powiem, że upadek tego szamponu z mojego "włosowego piedestału" odbył się z hukiem, albo jak kto woli, z przytupem!

Zakupiłam go poprzez stronę internetową Skarby Syberii, w cenie 13zł. Pojemność 350ml.

CO PISZE PRODUCENT:



SKŁAD:



MOJA OPINIA:

+ Zapach. Pachnie dość przyjemnie, chociaż spodziewałam się czegoś innego. Zapach dość typowy dla zwykłych drogeryjnych lub nawet "marketowych" szamponów.
+ Cena/Pojemność. Cena przy tej pojemności dość rozsądna.



+ Konsystencja/Wydajność. W konsystencji dość gęsta przezroczysto-pomarańczowa maź. Sam produkt dość wydajny [niestety].


+ Opakowanie. Zamykane na klik, szczelne.


- Dostępność. Zakupy online to jednak nie to samo, co przechadzanie się pomiędzy sklepowymi półkami, czytanie etykiet, itp.
- Kiepsko myje włosy. Normalnie myje włosy 2-krotnie. Tutaj potrzeba było AŻ 3 MYĆ! Nie wspominając o zmywaniu olei.. koszmar. Włosy nawet po trzykrotnym myciu sprawiały wrażenie nie domytych, brudnych. Nie cierpię tego uczucia.
- Wysusza włosy. Gdyby nie oleje, to miałabym istne siano.

PODSUMOWUJĄC:

Ten szampon to TOTALNE DNO. Ja od szamponu oczekuję przede wszystkim dobrego oczyszczenia włosów i skóry głowy -  tutaj tego nie ma, a jest wręcz gorzej. Nie wrócę do tego produktu nigdy i gorąco odradzam!
Nie macie pojęcia, jak się cieszyłam, kiedy w końcu dobrnęłam do dna... to dopiero była ulga po wykorzystanym BUBLU!

Miałyście ten szampon?
Albo inne Babuszki Agafii? Jakie jest Wasze zdanie?

Mam nadzieję, że posty będą się pojawiać chociaż troszkę częściej..
Na początek postaram się, by nowy post pojawiał się średnio co tydzień:)

Miłego wieczoru,

Jola

środa, 1 października 2014

Mydełko z dziką różą. czyli wielkie rozczarowanie miesiąca

Cześć Wszystkim!

Wiem, że ostatni post pojawił się 3 tygodnie temu, że nie odpowiadam na komentarze i nie ma mnie na Waszych blogach, jednak odnalezienie się w pracy zajęło mi sporo czasu.. i jak to bywa przy początkach.. nawet po powrocie do domu, myślami ciągle byłam w pracy.

Teraz  weszłam już chyba w odpowiedni dla siebie rytm i powoli zaczynam robić "cokolwiek" po pracy, bo nawet ze zwykłymi obowiązkami domowymi miałam niestety problem.



Dzisiaj bardzo krótki, szybki post na temat mydełka z dziką różą do twarzy i ciała.

Samo mydełko otrzymałam w ramach gratisu, przy zamówieniu na TEJ STRONIE.
Jak widzicie jest różowe i malutkie - ma 25g.

 SKŁAD:

SODIUM PALMATE, SODIUM COCOATE, AQUA, SODIUM OLIVATE, GLYCERIN, PARFUM, ROSA CANINA FRUIT EXTRACT, CETEARYL ALCOHOL, GLYCERYL STEARATE, POTASSIUM STEARATE, POTASSIUM PALMITATE, SODIUM GLUCONATE, SODIUM CHLORIDE, SODIUM TRIOSULFATE, CL 12490, BUTYLPHENYL METHYLPROPIONAL, CITRONELLOL, GERANIOL.

Muszę przyznać, że w papierowej torebeczce pachniało nieziemsko!
Ba! Cała paczuszka przed otworzeniem pachniała mydełkiem.

Niestety kłopoty rozpoczęły się już na "dzień dobry".

+ Fakt, że to gratis i nie zmarnowałam na owe mydełko ani grosza.

- Zapach. Owszem przez opakowanie pachniał na "kilometr", jednak już po pierwszym użyciu różany zapach zniknął i zastąpił go zapach taniego mydła za grosze, a raczej chemicznych składników, które czuć od takich mydełek na odległość.
- Słabo się pieni, żeby nie powiedzieć, że w ogóle.
- Okropnie wysusza skórę. Parę razy próbowałam umyć owym mydełkiem twarz i tak ściągniętej skóry nie miałam od bardzo dawna. Przy myciu ciała spisuje się identycznie. Jedno wielkie, nieprzyjemne ściągnięcie i wysuszenie skóry.
- Skład. Nie znam się co prawda, ale sporo nazw w moim odczuciu to chemia z pierwszej półki + ekstrakt z róży znajduje się za perfumem - słabo.

PODSUMOWUJĄC:

Nie znoszę tego produktu i męczę się z nim pod prysznicem tylko dlatego, że mimo wszystko żal mi cokolwiek wyrzucać. Nie polecam a wręcz ODRADZAM! Koszmar!

Miałyście styczność z tym mydełkiem?

Pozdrawiam serdecznie
i do następnej notki, 
mam nadzieję - już wkrótce!

Jola

wtorek, 9 września 2014

DENKO (Maj, Czerwiec, Lipiec i Sierpień)

Cześć Wszystkim!

Ostatni post pojawił się ponad dwa tygodnie temu, a to wszystko za sprawą pracy. Mam teraz zdecydowanie mniej czasu, a kiedy już wracam do domu to marzę tylko o poduszce...



Dziś DENKO, a więc post z zużyciami kosmetycznymi.. Od początku tego roku postanowiłam publikować tego typu posty co 2 miesiące, jednak teraz wyjątkowo są to zużycia4-miesięczne, ponieważ jak wiecie, czerwiec i lipiec były dla mnie dość intensywnymi miesiącami, podczas których nie myślałam o pustych opakowaniach:)

Postanowiłam wprowadzić małą zmianę odnośnie oznaczeń, a mianowicie:

Na "czerwono" zaznaczać będę produkty, które bardzo polubiłam i w moim przypadku sprawdziły się bardzo dobrze.
Na "niebiesko" te, które okazały się bublami oraz średniaki, które szału nie zrobiły, ale krzywdy również. Jednakże do nich podobnie jak do bubli - nie powrócę.

Więc:
Czerwone - KUPIĘ
Niebieskie  - NIE KUPIĘ

Zaczynamy:)

PIELĘGNACJA WŁOSÓW:


1. Szampon nadający objętość NIVEA VOLUME SENSATION (Super-Pharm, 10zł, 400ml) - jeden z lepszych drogeryjnych szamponów, z jakimi miałam styczność. Bardzo dobrze oczyszcza skórę głowy i włosy, unosząc je przy tym u nasady, co daje rzeczywiście wrażenie zdecydowanie większej objętości. Polecam! Bo bardziej szczegółowy opis odsyłam TUTAJ.

2. Szampon z olejkami TIMOTEI (Biedronka, 6zł, 250ml) - Podobnie jak szampon z olejami z Eveline, o którym pisałam TUTAJ, tak i ten niestety się u mnie nie sprawdził. Początkowo radził sobie całkiem nieźle, jednak po paru myciach zaczął obciążać, jakby oblepiać włosy. Zdecydowanie nie polecam.

3. Odżywka z olejami TIMOTEI (Biedronka, 6zł, 200ml) - kupiona do kompletu z szamponem. Całe szczęście radziła sobie dużo lepiej od ww. produktu. Miała bardzo fajną, gęstą, treściwą konsystencję. Moje włosy ją dosłownie pochłaniały, nie obciążała włosów, delikatnie je nawilżała, aczkolwiek szału nie było. Dość szybko się skończyła. Średniaczek.

4. Błyskawiczna odżywka bez spłukiwania do włosów cienkich, delikatnych i pozbawionych objętości MARION (Leclerk, 7zł, 150ml) - była nawet dobra, nie obciążała włosów u nasady, jednak w moim przypadku obciążała włosy na długości, co dla mnie jest nie do przyjęcia, dlatego do niej nie wrócę. Po szerszą recenzję zapraszam TUTAJ.

5. Szampon pielęgnacyjny dla niemowląt HIPP (Lidl, 8zł, 200ml) - jak dla mnie, jest to odpowiednik Rossmannowskiego BD, dlatego też do Hipp'a raczej już nie wrócę. Wolę tańszą alternatywną wersję. Po szerszy opis szamponu zapraszam TUTAJ.

6.  Szampon do włosów z aloesem CIEN MED (Lidl, 6zł, 250ml) - moje wakacyjne odkrycie. Bardzo dobrze oczyszczał włosy, dodatkowo je przy tym NAWILŻAJĄC! Łagodny dla skóry głowy, unosił włosy u nasady. Bardzo ubolewam, iż nie jest w stałej ofercie:( Jeśli jeszcze będzie dostępny to kupię parę buteleczek na zapas! POLECAM! Na jego szerszą recenzję zapraszam TUTAJ .

7. Szampon odbudowujący strukturę włosa BIODERMA NODE S (Super-Pharm, 26zł, 200ml) - bardzo drogi, nie robiący nic specjalnego szampon apteczny. Był ok, ale nie za taką cenę. Strasznie śmierdział, słabo się pienił i wydajnością nie grzeszył. Nie polecam. Na jego recenzję zapraszam TUTAJ.

8. Regenerująca maska do suchych, łamiących się i uszkodzonych włosów KALLOS GOGO (Hebe, 6zł, 200ml) - bardzo fajna, treściwa maska, która rzeczywiście odżywia włosy. Po jej użyciu włosy są mięciutkie i idealnie dociążone, a do tego pięknie pachną:) Dla mnie jedna z lepszych masek, więc z czystym sercem POLECAM. Zapraszam TUTAJ do zapoznania się z szerszą opinią na jej temat.

9. Olejek łopianowy z czerwoną papryką GREEN PHARMACY (Leclerk, 6zł, 100ml) - to mój pierwszy olejek z tej firmy. Niestety nie zauważyłam żadnych zmian podczas jego stosowania. Podczas nakładania włosy robiły się bardzo, bardzo szorstkie i nie przyjemne w dotyku. Nie były ani w lepszym ani gorszym stanie. Nie zaobserwowałam, żeby szybciej rosły bądź mniej wypadały, aczkolwiek teraz nie śledziłam wzrostu w cm, więc mogłam przeoczyć. Wizualnie jednak żadnych zmian nie widzę, dlatego w mojej ocenie to kolejny średniaczek, do którego chyba nie wrócę.

10.  Olejek arganowy BIOELIXIRE (Super-Pharm, 10zł, 20ml) - pięknie pachniał i był bardzo wydajny - i na tym koniec plusów. Owszem, jeśli zabezpieczałam nim końcówki to były oblepione i sztucznie zreperowane. Jednak jeśli zabezpieczałam je w ten sposób 3 razy z rzędu to włosy były bardzo obciążone i wymagały wręcz natychmiastowego mycia. Próbowałam nim później parokrotnie naolejować włosy, jednak czymś tak silikonowym i sztucznym się po prostu nie da. Wyobrażacie sobie olejować włosy silikonem? Jeśli nie, to polecam spróbować tego olejku, a gwarantuję, że odczucia będą bardzo zbliżone. Nie polecam.

11. Odlewki masek/odżywek od ANI:

* balsam prowansalski do włosów PLANETA ORGANICA - moje pierwsze zetknięcie z tą firmą. Dzięki tej odlewce zamówiłam pełnowymiarowe opakowanie, a to o czymś świadczy, prawda? Na moich włosach spisywała się świetnie. Dość gęsta, treściwa konsystencja, orientalny zapach w połączenie z intensywnym nawilżeniem i dociążeniem włosów to jest to. Serdecznie polecam!
* maska do włosów Marakesh Oil Coconut GLISS KUR - kolejny bardzo fajny produkt. Maska bardzo wydajna, o gęstej konsystencji. Być może kiedyś zakupię.
* odżywka regenerująca z olejami DEBA - totalnie nie mój produkt. Płynna konsystencja, sztuczny zapach, zero działania. Nie wrócę i nie polecam.
* maska do włosów z masłem karite MIL MIL - bardzo rzadka, lejąca konsystencja. Sam produkt nie był może zły, ale jak dla mnie bez szału. Nie wrócę ponownie.




12. Próbeczki/Maseczki do włosów:

* szampon do włosów hipoalergiczny BIAŁY JELEŃ - ciężko ocenić próbkę, ale bardzo słabo się pienił, średnio pachniał. Jednym słowem nie przekonał mnie do zakupu pełnowymiarowego opakowania.
* maseczki BIOVAX: z naturalnymi olejami, do włosów farbowanych, odbudowa włosów osłabionych z proteinami mlecznymi, do włosów suchych i zniszczonych oraz do włosów ciemnych (Biedronka, 2zł/20ml) - wszystkie maseczki bardzo dobrze spisały się na moich włosach, jednak na szczególne wyróżnienie zasługuje wersja z proteinami mlecznymi. Po niej włosy były bardzo miękkie i "puchate", ale nie napuszone:) Wydawało się, że jest ich więcej niż w rzeczywistości a ich struktura jest wręcz idealnie gładka. Jeśli moje zapasy włosowe się skończą, to z przyjemnością sięgnę po pełnowymiarowe opakowanie wersji błękitnej. Aczkolwiek wszystkie spisały się na 5. Polecam.

PIELĘGNACJA CIAŁA:


13. Kremowy żel pod prysznic DOVE (Rossmann, 8,50zł, 400ml)- mój totalny ulubieniec. Po zakupie mniejszej buteleczki na próbie, skusiłam się bez wahania na pełnowymiarowe opakowanie. Niesamowicie wydajny, pięknie pachnący MUS do mycia ciała. Bardzo dobrze się pieni, nie podrażnia skóry. Dla mnie ideał w myciu ciała. Polecam serdecznie. Ja z pewnością do niego wrócę nie raz.

14. Kremowy płyn do higieny intymnej z kwasem mlekowym (ochronny) ZIAJA INTIMA (Leclerk, 11zł [w zestawie z małą buteleczką], 500ml) - bardzo wydajny produkt, niestety o dość lejącej konsystencji, za czym ja osobiście nie przepadam. Słabo się pienił, pompka przez cały czas działała bez zarzutu. Sam produkt krzywdy nie zrobił, ale mimo wszystko jego fanką nie zostałam. Kolejny średniaczek.

15. Gruboziarnisty peeling do ciała JOANNA SENSUAL (Super-Pharm, 6zł, 200g) - pięknie pachniał i jako peeling spisywał się całkiem dobrze. Jego jedyną wadą w moim przypadku okazało się lekkie zapychanie.. dlatego też produkt ten ostatecznie ląduję wśród średniaczków. Szerszą recenzję możecie przeczytać TUTAJ.

16. Pianka do golenia o zapachu brzoskwini ISANA (Rossmann, 3,50zł, 150ml) - pianki z Isany to moi zdecydowani ulubieńcy w zakresie depilacji (nie licząc wosku). Są łatwo dostępne, na promocji wręcz śmiesznie tanie. Spełniają w 100% swoje zadanie, mojej skóry nie podrażniają, nie zapychają, ani nie wysuszają. Ja je uwielbiam i przede mną jeszcze wiele opakowań! Polecam!

17. Chusteczki odświeżające do rąk i ciała CLEANIC (Super-Pharm, 4zł, 40szt) - ich zużycie było dla mnie drogą przez mękę. Do rąk się u mnie nie sprawdzały, pozostawiały nieprzyjemne uczucie, przez co chęć "normalnego" umycia rąk wzrastała zamiast maleć. Do ciała nie miałam potrzeby stosować. Skusiłam się do przetarcia twarzy i to był błąd. Skóra szczypała i uczucie podobne jak na dłoniach - konieczne było natychmiastowe "normalne" mycie. Jak dla mnie totalny bubel, nie wart uwagi.

18. Chusteczki go higieny intymnej FACELLE (Rossmann, 4zł, 20szt.) - jedne z moich ulubionych chusteczek. Nie podrażniają, są łatwo dostępne i tanie. Polecam.

19. Chusteczki do higieny intymnej z kwasem mlekowym i ekstraktem z nagietka INTIMEA (Biedronka, 3zł, 20szt.) - mam podobne odczucia, co do chusteczek z Facelle. Nie podrażniają, spełniają swoją rolę. Z pewnością kupię kolejne opakowania.


PIELĘGNACJA TWARZY:


20. Woda różana DABUR (Helfy, 12zł, 250ml) - największy zarzut mam do opakowania. Woda pomimo zabezpieczenie butelki już podczas transportu się wylała, przez co naklejka wygląda jak na zdjęciu. Przelałam do butelki po zwykłej wodzie i pachniała do samego końca. Aczkolwiek sam zapach, to trochę mało: ja stosowałam ją do rozrabiania glinek czy innych "proszków" i mimo, że była ok, to żadnego szału nie było, przez co dla mnie staje się produktem, bez którego spokojnie się obędę. Nie kupię ponownie.

21. Antybakteryjny żel do mycia twarzy DERMEDIC (Super-Pharm, 20zł (za dwa opakowania, więc wychodzi 10zł na promocji za szt), 200ml) - mam dwie buteleczki, więc z pewnością pojawi się osobna recenzja tego produktu. Teraz jednak mogę już powiedzieć, że jest to żel, który bardzo polubiłam i który mogę polecić. Dobrze myje, do skóry tłustej będzie dobry, jednak osoby ze skórą normalną mogą odczuwać przesuszenie. Ja mam cerę mieszaną w kierunku normalnej i u mnie się sprawdził. Polecam.

22. Emulsja oczyszczająca ALTERRA (Rossmann, 8,50zł, 125ml) - TUTAJ opisywałam Wam już ten produkt. Ja byłam bardzo zadowolona z działania i chętnie do niego powrócę! Bardzo łagodna emulsja do oczyszczania twarzy, nie podrażnia, nie zapycha, nie wysusza ani nie ściąga skóry. Minusik za konsystencję i zapach. Mimo wszystko - Polecam!

23. Płyn micelarny do mycia twarzy i oczu TOŁPA (Hebe, 9zł, 200ml) - wiem, że na rynku jest parę wersji płynu micelarnego tej firmy. Mi trafiła się wersja do skóry wrażliwej i bardzo wrażliwej. Dla mnie ten płyn to jedna wielka tragedia. Takiego bubla do twarzy nie miałam już długo. Zmywał co prawda chociażby makijaż, ale nie dokładnie, konieczne było parokrotne przecieranie nowymi płatkami kosmetycznymi, przy czym po takim "myciu" nie obyło się bez wody z żelem, gdyż skóra po użyciu tego micela jest lekko klejąca.. zupełnie jakby jakieś środki oblepiały skórę, przez co czułam się równie niekomfortowo, co przed zmywaniem chociażby makijażu. Dodatkowo wiele razy podrażniał mi skórę i bynajmniej nie mam na myśli okolic oczu, które mają prawo być wrażliwsze. Na policzkach, brodzie, czole.. na całej powierzchni twarzy potrafił mnie podrażnić i piec. NIE POLECAM!


24. Dwufazowy płyn do demakijażu oczu NIVEA (Hebe, 7zł, 125ml) - totalny bubel. Zmywał makijaż oka całkiem dobrze, chociaż nie dokładnie - konieczne było użycie płynu micelarnego i żelu do twarzy. Podrażniał okolice oczu, co nie zdarza się u mnie często. Nie wrócę, nie polecam!

25. Brzozowa pomadka ochronna z betuliną SYLVECO (Helfy, 9zł, 4g ) - miałam już ją bardzo długi czas, ale to za sprawą jej zagubienia. Jak dla mnie to pomadka IDEALNA. Naturalny skład, intensywne nawilżenie. Polecam serdecznie! TUTAJ możecie zobaczyć szerszą recenzję.

26. Pomadka z maliną i żurawiną NIVEA VITAMIN SHAKE (Rossmann, 8zł, 5,5ml) - pięknie pachniała, dawała lekki różowy kolor, dobrze nawilżała i była wydajna. Myślę, że w najbliższej przyszłości skuszę się na inne pomadki tej firmy. 



27 Płatki peelingujące LILIBE (Rossmann, 9zł, 35szt) - bardzo fajna alternatywa dla tradycyjnych płatków. Więcej pisałam na ten temat TUTAJ. Serdecznie polecam: ja do nich wracam!

28. Płatki kosmetyczne z aloesem LILIBE (Rossmann, 2zł, 60szt) - bardzo lubię firmę Lilibe i często do niej wracam. Zdaniem niektórych wadą tych płatków może być ich rozwarstwianie się, jednak jeśli dobrze się je chwyci, to nie ma z tym problemu. Są tak mięciutkie, że warto. W moim przypadku te zszywane wersje jak chociażby z Biedronki Carea (jeśli się mylę, to poprawcie proszę) podrażniały mi skórę i więcej było szkody niż pożytku. Bardzo POLECAM Lilibe:)

29. Korund mikrokrystaliczny (Paatal, 5,50zł, 100g) -uwielbiam a raczej uwielbiałam w nim wszystko! Od ceny, wydajności, własnoręcznie robienie kosmetyków po działanie. Bardzo dobrze zdzierał martwy naskórek. TUTAJ możecie przeczytać moją szerszą opinię na temat tego produktu. POLECAM!

30. Próbeczki/Maseczki:

* Filtr przeciwłoneczny SPF50+ LA ROCHE POSAY Anthelios XL (gratis) - koszmar! Próbeczka okazała się być całkiem wydajna..niestety. Buzia niesamowicie mi się świeciła.. tak mocno, że nie mogłam tego znieść: posmarujcie twarz olejem a zobaczycie o jakim efekcie mówię. Co do ochrony, to ciężko mi stwierdzić.. ale mimo wszystko NIE POLECAM.
* Multi-lipidowy krem do twarzy OILLAN (prezent) - niestety spisał się podobnie jak próbka kremu wyżej. Buzia niesamowicie się po tym kremie świeciła, dlatego nie wrócę i NIE POLECAM!
* Hipoalergiczna emulsja do mycia twarzy BIAŁY JELEŃ (prezent) - za mała próbka, by rzetelnie ją ocenić. Słabo się pieniła, zapachem też mnie nie przekonała. Nie kupię pełnowymiarowego opakowania.
* Maseczki ZIAJA (oczyszczająca, regenerująca i anty-stres) - Rossmann, 2zł na promocji/szt., 7ml - wersja regenerująca bardzo przypadła mi do gustu: skóra była bardzo dobrze oczyszczona, ale nie przesuszona czy ściągnięta. Wersja anty-stresowa i oczyszczająca nie przypadły mi do gustu: po pierwszej skóra była okropnie świecąca i "mokra" a druga to taki średniak.
* Serum idealizujące VICHY (gratis) - totalny bubel. Skóra niesamowicie się świeciła, była "lekko wilgotna w dotyku" i miękka, ale w sposób sztuczny, tzn. tak, jakby była pokryta nie przepuszczającym niczego silikonem. Ja mówię głośne NIE!


SUPLEMENTY:

31. Suplement diety na włosy z biotyną DOPPEL HERZ (Super-Pharm, 13zł, 30 kapsułek/opakowanie) - mam mieszane uczucia co do tego suplementu. Szału nie było, jednakże "coś" zrobił... żeby zrozumieć, co mam na myśli trzeba przeczytać TEN post. Myślę, że jeszcze do tego suplementu wrócę:)

32. Suplement wzmacniający odporność i poprawiający kondycję z olejem z wątroby rekina i czosnkiem EVER GOOD (Alma, 10 zł, 50 kapsułek) - nie zauważyłam żadnej zmiany. Ani na plus, ani na minus, dlatego produkt ląduje w kategorii średniaków. Nie wrócę do niego ponownie.

KOLORÓWKA/PERFUM:


33. Próbka perfum BEYONCE Pulse NYC (Hebe, gratis) - bardzo wydajna próbka, zapach jak dla mnie wręcz idealny. Niestety mam wrażenie, że nie ma zapachu, a raczej perfumu, który utrzymywałby się u mnie na dłużej - być może jednak po paru minutach się przyzwyczajam i tylko ja go nie czuję. Oby:) W każdym razie zapach bardzo trafił w moje gusta, dlatego z chęcią pokusiłabym się o pełnowymiarowe opakowanie.

34. Tusz do rzęs MAX FACTOR 2000 CALORIE (prezent) - mega wydajny, pogrubiający, wydłużający i podkreślający rzęsy. A do tego nadający głęboką czerń. Ja nie jestem zbyt wymagająca w zakresie rzęs, bo praktycznie każdy tusz radzi sobie dobrze i zazwyczaj jedna warstwa w zupełności mi wystarcza. Polecam!

35. Cienie rozświetlające COLLECTION 2000 (Paatal, 2zł/szt.) - kolorki bardzo fajne, połyskujące. Jednak taka kredka jest strasznie nie wydajna, nie jest to bowiem wysuwany rysik tylko kolor "umieszczony" jest na gąbce, więc po 2-3 użyciach koloru nie ma już na niej w ogóle. Tania sprawa i fajna, ale raczej "na raz". Średniak.

PRODUKTY PRZETERMINOWANE/ NIE ZUŻYTE DO KOŃCA:

36. Emulsja odżywczo-nawilżająca na dzień OLAY (Rossmann, 20zł, 100ml) - kupiłam po przeczytaniu wielu pozytywnych recenzji, u mnie jednak totalnie się krem nie sprawdził. Nie robił po prostu nic. Ani nie nawilżał, ani nie wysuszał - średniak na całości. Chciałam go wykorzystać do stóp, ale nie chciał się wchłaniać i pozostawiał po sobie tłusty film, czego nie cierpię, więc niestety nie jest wykorzystany do końca. Jedno wielkie NIE!

37. Aktywnie nawilżający krem na noc AA Wrażliwa Natura (Rossmann, 18zł, 50ml) - podobnie jak krem wyżej, kupiłam po przeczytaniu wielu pozytywnych recenzji i podobnie jak poprzednik w ogóle się nie u mnie nie sprawdził, w późniejszym momencie zaczął zapychać mi skórę. Ponownie mówię NIE!

38. Bezbarwna odżywka modelują brwi VIRTUAL (prezent) - mama chciała sprawić mi przyjemność i kupić coś fajnego.. jednak do brwi nie używam niczego, a chodziło mi o coś do rzęs.. małe nieporozumienie:) Nie używałam, bo nie miałam potrzeby.. i zwyczajnie produkt się przeterminował i nie nadaje się obecnie do niczego..

39. Baza pod makijaż INGRID (Drogeria, 15zł, 30ml) - totalny bubel w moim przypadku. I bynajmniej nie chodzi o złe działanie, a o nie dopasowanie do potrzeb mojej skóry. Bazę kupiłam już dawno, na początku mojej fascynacji kosmetykami. Kupiłam, bo każdy polecał, bo to niezbędnik, który każdy powinien mieć.. nic bardziej mylnego:) Moja skóra jak na razie nie potrzebuje sztucznych wypełniaczy czy silikonów, dlatego też ta baza absolutnie nic u mnie nie robiła. Nie mam obecnie żadnych zmarszczek głębokości podkopów, więc nie ma czego wypełniać czy wygładzać:) Skóra miała być zmatowiona - nie była, a wręcz przeciwnie, błyszczała się więcej niż normalnie. Próbowałam ten produkt wykorzystać również inaczej: latem, przy upałach, kiedy w krótkich szortach łatwo o obtarcia wypróbowałam właśnie bazę i tutaj również nie zdała egzaminu. Dla mnie to produkt nie tyle zły, co po prostu na chwilę obecną totalnie mi zbyteczny. Nie wrócę,. bo nie mam potrzeby.

40. Top Coat matujący lakier nawierzchniowy ESSENCE (Natura, 8zł, 8ml) - i tutaj podobnie jak w przypadku bazy produkt totalnie mi nie potrzebny, kupiony na początku "kosmetycznej drogi". Użyty parę razy, z racji, że paznokcie maluję sporadycznie a jak już to jedna warstwa normalnego lakieru i na tym koniec. Nie wrócę, bo nie potrzebuję.

Jak widzicie w ciągu minionych 4 miesięcy sporo się tych produktów nazbierało. Nie piszcie jednak proszę, że jest ich bardzo, bardzo dużo:) Wiem o tym, jednakże zważywszy na to, iż to zużycia z 1/3 roku, to chyba nie jest aż tak źle, prawda?:)

Miałyście któryś z wymienionych produktów?
Jaka jest Wasza opinia?:)

Miłego wieczoru i reszty tygodnia,

Jola

piątek, 22 sierpnia 2014

Czy drogi szampon apteczny jest wart swojej ceny? Czyli RECENZJA BIODERMY!

Cześć Wszystkim:)

Dzisiaj przyszedł czas na recenzję szamponu, co do którego mam mieszane uczucia.



Mowa o szamponie odbudowującym strukturę włosa, firmy Bioderma z serii Node S.
Szampon dostępny w aptekach. Ja swój upolowałam w Super-Pharm.
W cenie regularnej jest niebotycznie drogi, jego koszt to ok 60 zł.
Mi udało się go zdobyć w cenie promocyjnej 26 zł.
Pojemność 200 ml.

CO PISZE PRODUCENT:



SKŁAD:



MOJA OPINIA:

Co do odżywienia, ochrony czy naprawy struktury włosa się nie wypowiem - z wiadomych względów. Po prostu nie jestem w stanie w żaden sposób tego ocenić.

+ Dobrze a nawet bardzo dobrze oczyszczał włosy.
+ Zmywał oleje.



+ Opakowanie. Zamykane w sposób tradycyjny, nie otwierało się samoistnie. Sama buteleczka była dość poręczna.
+ Dostępność. Aczkolwiek nie wiem, czy wszystkie apteki miałyby go "od ręki" na półce.

- Cena. Dla mnie to bardzo duży minus, wręcz nie do przeskoczenia.




- Konsystencja/Wydajność. Z szamponem o takiej konsystencji jeszcze się nie spotkałam - był jak woda, dosłownie jak woda, bardzo bardzo lejący. Przez swoją wodnistą wręcz konsystencję był niestety mało wydajny.
- Słabo się pienił. Przy pierwszym myciu praktycznie w ogóle i konieczna była ZAWSZE ponowna aplikacja szamponu.
- Zapach. On po prostu śmierdział. Jedynym pocieszeniem w tej sytuacji był fakt, że już po samym zapachu miałam wrażenie, że tam faktycznie muszą być kwasy i to im "zawdzięczam" owy "odorek". Niestety dla mnie pachniał jak silnie żrący środek do dezynfekcji!

PODSUMOWUJĄC:

Nie jest to szampon, który będę polecać. Cieszę się, że miałam okazję kupić go w cenie promocyjnej, bo gdyby nie to, to nigdy nie znalazł by się w moim posiadaniu a co za tym idzie pewnie ciągle myślałabym, że skoro jest to szampon apteczny i tak piekielnie drogi to musi być cudowny. Nic bardziej mylnego - robi to, co każdy szampon: myje włosy ale nic poza tym. Owszem włosy wyglądają dobrze, ale to również zasługa olejów, odżywek czy masek.
Dla mnie to taki średniaczek, do którego jestem w stanie wrócić tylko na promocji promocji.

Raczej odradzam, bo szkoda pieniędzy.
Jeśli jednak lubicie testować różne produkty, to polecam w cenie promocyjnej. Dla sprawdzenia, bo na cuda bym nie liczyła.

Miałyście styczność z tym szamponem?

Miłego wieczoru,

Jola

środa, 20 sierpnia 2014

Kosmetyczka z Biedronki :)

Cześć:)

Dzisiaj przychodzę do Was z bardzo szybkim i krótkim postem.
Chciałam się z Wami podzielić moim nowym zakupem, być może któraś z Was potrzebuje taniej i funkcjonalnej kosmetyczki, stąd ten post.




Kosmetyczka zakupiona w Biedronce, kosztowała całe 5 zł:) Była przeceniona z bodajże 17 zł.

Doczytałam na etykiecie, że dostępna była w 4 wersjach kolorystycznych, ja jednak trafiłam tylko na jedną.

Ja widzę w niej same plusy:
  • cena.
  • wygląd: podoba mi się taka delikatna, pastelowa kolorystyka.


  • zamknięcie: na zatrzask, często spotykam się z tego typu zatrzaskami przy torebkach i jak dla mnie to bardzo wygodna sprawa.
 

  •  ilość przegródek: tego typu udogodnienia zawsze do mnie przemawiają. Mamy miejsce na pędzle z osłonką oraz siateczkowy schowek zapinany na zamek.
 

  • możliwość odpięcia części kosmetyczki: sami decydujemy, czy zabieramy całą kosmetyczkę czy tylko jej środkową przezroczystą część. Jest również opcja włożenia czegoś, np. mniejszej paletki w miejsce przezroczystego elementu.

Minusów brak:)

Po przemyśleniach stwierdziłam, że owa kosmetyczka sprawdzi się zarówno w swoim pierwotnym przeznaczeniu oraz chociażby jako piórnik. Być może jako piórnik byłaby za duża, jednak wtedy z pewnością nie miałabym problemu ze znalezieniem długopisu w torebce:) 



Co o niej myślicie? Podoba się Wam?
Któraś z Was się skusi? 

Jeszcze jedna mała informacja:

Jeśli któraś z Was poszukuję Tangle Teezera STACJONARNIE, to  zapraszam do Hebe. Być może tak jest już od paru tygodni, bądź miesięcy, jednak w "moim" Hebe pojawiły się w zeszłym tygodniu. Koszt 30 zł/sztukę. Widziałam tylko wersję oryginalną, kompaktów niestety nie dostrzegłam.

Miłego dnia,

Jola

niedziela, 17 sierpnia 2014

Kolejny włosowy szampon idealny! Z LIDLA:)

Cześć!

Jak widzicie po tytule, dzisiaj chciałabym Wam co nieco opowiedzieć na temat szamponu z Lidla, marki Cien Med.



Kosztuje ok. 6 zł. Pojemność 250 ml.

CO MÓWI PRODUCENT I SKŁAD:



MOJA OPINIA:

Słowem wstępu chciałabym tylko nadmienić, iż od szamponu oczekuję przede wszystkim dobrego oczyszczania włosów. Fonomen tego szamponu tkwi w nawilżeniu. Producent obiecuje, iż 30% szamponu, to skoncentrowany żel otrzymany z czystego aloesu i sądząc zarówno po składzie, jak i działaniu - TO PRAWDA! 

+ DZIAŁANIE. Bardzo dobrze oczyszczał włosy i skórę głowy.
+ Nie wysuszał.
+ Nie podrażniał.
+ To zabrzmi dziwnie, ale odczuwałam wręcz nawilżenie włosów.
+ Bardzo dobrze się pienił.
+ Wydajność. Starczył mi na ponad miesiąc używania (przy czym ja myje włosy dwukrotnie i w okresie letnim zdarzało się co 2-3 dzień), więc mogłabym powiedzieć, że spokojnie wystarczy na ok. 30 myć:)
+ Cena. Śmiesznie niska.



+ Opakowanie. Dość nietypowa buteleczka, z minimalistyczną, aczkolwiek idealną jak dla mnie szatą graficzną. Sam dozownik zamykany tradycyjnie, nie ma problemu z niekontrolowanym wylewaniem szamponu.



+ Konsystencja. Dość gęsta, w stronę lekko żelowej. Wystarczyła niewielka ilość w celu umycia włosów.
+ Skład. Bardzo krótki, z sokiem z liści aloesu już na 3 miejscu!
+ Bardzo dobrze zmywał oleje.
+ Delikatny dla włosów i skóry. Zdaniem producenta ma naturalne dla skóry pH, być może stąd jego niesamowita delikatność.
+ Nie plątał moich włosów.
+ Zapach. Czysty aloes. Jeśli miałyście okazję wąchać sok aloesowy to możecie sobie wyobrazić zapach tego szamponu.
+ Włosy po jego użyciu były bardzo mięciutkie, pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że dla osób, dla których odżywka jest koniecznością (walka z plątaniem, czy szorstkością) tutaj nie muszą jej używać.


- Dostępność. O ile do Lidla dostęp ma każdy, to niestety szampon nie jest w stałej ofercie.

PODSUMOWUJĄC:

Ja od szamponu nie oczekuję wiele. A może powinnam powiedzieć: nie oczekiwałam wiele, po przez ostatnie kilka miesięcy trochę zweryfikowałam swoje poglądy w tym względzie.

Ten szampon w 100% spełnia swoje zadanie. Oczyszcza bardzo dokładnie i bardzo delikatnie zarazem, zarówno same włosy jak i skórę głowy. Do tego w żadnym stopniu ich nie wysusza a wręcz ja widziałam nawilżenie. Oczywiście sam szampon w pielęgnacji nie wystarczy, jednak ja bardzo rzadko spotykam się z takimi odczuciami podczas używania zwykłego, taniego szamponu.

Dobre oczyszczenie + delikatność dla włosów + nawilżenie = SZAMPON IDEALNY!

Szkoda, że jest to szampon znajdujący się w stałej ofercie. Ja co prawda mam parę sztuk innych szamponów w zapasie. Jednak jeśli tylko go zobaczę, kupię 2 buteleczki na przyszłość, a to już o czymś świadczy, prawda?

POLECAM!!

Miałyście?
A może polecacie inny, podobnie działający szampon?

Pozdrawiam serdecznie,

Jola





czwartek, 14 sierpnia 2014

Doppel Herz - w walce o piękne i zdrowe włosy!

Cześć Wszystkim:)

Dzisiaj post, co do napisania którego zbierałam się bardzo, bardzo długo. Ale w końcu nadszedł czas, by powiedzieć Wam coś więcej na temat suplementu Doppel Herz na włosy z biotyną.  



Ostrzegam: ten post będzie z gatunku tych dłuższych, a więc... tylko dla wytrwałych :)

Jedno opakowanie mieści 30 kapsułek.
Dawkowanie: 1 kapsułka na dobę.
Cena jednego opakowania: w cenie regularnej ok. 17 zł. Ja upolowałam swoje 2 opakowania w Super-Pharm, w cenie promocyjnej 13 zł za opakowanie. Jedno opakowanie udało mi się wygrać w rozdaniu:)



CO PISZE PRODUCENT:




SKŁAD:






MOJA OPINIA:

Co do wzmocnienia, rewitalizacji, koloru i połysku się nie wypowiem, ponieważ 2 pierwsze kwestie ciężko zaobserwować gołym okiem (no i sama tabletka cudu nie dokona), co do koloru i połysku to po raz kolejny w moim przypadku kwestia OLEJOWANIA!

Warto również już na początku coś sobie uzmysłowić. Suplement to tylko suplement.
Nie możemy oczekiwać, że po wzięciu tabletki nastąpi cud, że osiągniemy wszystko bez żadnego wysiłku z naszej strony.
Na wygląd włosów a także skóry czy generalnie całego ciała ma wpływ wiele czynników. Moim zdaniem kluczową kwestię odgrywa racjonalne odżywianie się, dostarczanie wystarczającej ilości płynów, aktywność fizyczna czy wreszcie codzienność, stresy związane z pracą, nauką, itp.

Jeśli ktoś nie jada warzyw, owoce w ilości minimalnej, obiady to przetworzone, odgrzane "gotowe dania" w 5 minut, popijane coca-colą to żaden suplement nie sprawi, że skóra czy włosy będą w dobrym stanie. Wiem, co mówię, bo wyżej wymieniony schemat był po części moim dawnym przyzwyczajeniem.

Sam producent na opakowaniu informuje, że dla prawidłowej kondycji włosów zaleca się zdrowy tryb życia, w tym zrównoważoną dietę! Suplement nie może być stosowany w zastępstwie zróżnicowanej diety.

Dlatego też, jeśli jest ktokolwiek, kto oczekuje, że weźmie Doppel Herz i włosy zaczną rosnąć jak na drożdżach, a jego tryb życia nie może być zaliczany do prawidłowego to raczej się przeliczy.

Dodatkowo, nawet jeśli dostarczamy organizmowi witamin czy innych wartościowych substancji, to musimy liczyć się z tym, że nasze ciało nie przekieruje danego składnika (w domyśle działającego wspaniale na włosy chociażby) prosto do miejsca, w którym oczekujemy jego działania.
Jeśli mamy niedobory jakiegoś składnika, to właśnie tam trafi odpowiednia substancja. I zwyczajnie włosy mogą jej nawet nie uświadczyć.. a wystarczy spożywać odpowiednie ilości z normalnym pożywieniem i po kłopocie!

Kolejną sprawą jest stres.
Wiem, że wiele się o nim mówi. Wiem, że to swego rodzaju "znak naszych czasów" i nie sposób go uniknąć. Ale przekonałam się również, jaki wpływ ma na mój organizm. W zasadzie o tym pewnie pojawi się osobna notka. W kontekście włosów jednak muszę przyznać, że w zależności od miesiąca, a raczej tego, jak wiele miałam stresujących sytuacji moje włosy również reagowały inaczej. A może powinnam powiedzieć: Doppel Herz działał na moich włosach inaczej w zależności od ilości stresu w danym miesiącu.

I tak oto:

- w pierwszym miesiącu zażywania (kwiecień) moje włosy urosły o 2 cm (średnio rosną mniej niż 1 cm, więc przyrost był dość widoczny)
- w drugim miesiącu (maj) nie urosły nawet 1 cm (powiedziałabym, że rosły mniej niż normalnie)
- w trzecim miesiącu (czerwiec) urosły o ok 1,5 cm, a więc średnio...

Na początku byłam tak zaskoczona, że nie mogłam znaleźć przyczyny. Zastanawiałam się nad tym, dlaczego była tak ogromna różnica pomiędzy efektami w kwietniu i maju, gdzie przecież suplement był ten sam! Dopiero później, również przy obserwacji włosów w czerwcu doszłam do wniosku, że winę ponosi stres.
Mój organizm na stres reaguje okropnie pod wieloma względami, ale z początku nie łączyłam tego w ogóle z włosami. Po czasie uświadomiłam sobie, co działo się w poszczególnych miesiącach, jak reagowało moje ciało w ogóle, czy i w jakiej częstotliwości się stresowałam i dlaczego.
Koniec końców doszłam do ciekawych wniosków. Jak wiecie w tym roku ukończyłam szkołę. Kwiecień był stosunkowo "spokojnym" miesiącem, czego o maju powiedzieć nie mogę. To była jazda bez trzymanki. Czerwiec był już zamykaniem większości spraw. To wszystko, co się działo bardzo odbiło się na moich włosach, stąd działanie suplementu w poszczególnych miesiącach było tak znacząco różne.

Ale ostatecznie:

+ Działanie. Muszę przyznać, że to pierwszy suplement w moim życiu, po którym widziałam rezultaty. Dotychczas nigdy nie widziałam żadnej poprawy w stanie włosów czy skóry (w zależności od stosowanego suplementu), tutaj pierwsze efekty były widoczne już po miesiącu stosowania!
+ Włosy przy stosowaniu tego suplementu generalnie rzeczywiście szybciej rosną.
+ W parze wraz ze wzrostem idzie wypadanie. Jak włosy szybciej rosły to i mniej wypadały. Jak był stres to zarówno przyrost był gorszy, jak i wypadanie nasilone.
+ Nie pojawiły się żadne skutki uboczne.



+ Kapsułki są tradycyjne, nie ma problemów z ich połykaniem.

- Cena. Prawie 20 zł za miesiąc kuracji to dla mnie mimo wszystko sporo, zwłaszcza, że wg mnie tego typu produkty, suplementy trzeba zażywać 3-4 miesiące. A cena 60-80 zł dla "pełnego efektu" to moim zdaniem wysoka kwota.
- Dostępność. Dostępny tylko w aptekach. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że szukałam go w wielu aptekach, nim znalazłam w SP.

Chciałabym również wstawić Wam zdjęcia włosów z przyrostem, jednak w pośpiechu ubiegłych miesięcy nie zauważyłam zagięć na bluzce (w paski), więc totalnie nie można zobaczyć rzeczywistego efektu. Dlatego wstawiam zdjęcie przed i po zakończeniu brania suplementu.
Zdjęcie z lewej pochodzi z kwietnia. Zdjęcie z prawej z początku lipca.
Wiem, że kolor jest inny, ale nie farbuję włosów:) To kwestia światła i być może lekkiego rozjaśnienia przez słońce:)



PODSUMOWUJĄC:

Jest to najlepszy suplement, jaki miałam okazję zażywać. I przy jego regularnym! (nie opuściłam ani dnia) stosowaniu możemy spodziewać się efektów. Jednak równocześnie trzeba zdawać sobie sprawę, że suplement nie załatwia sprawy i nie rozwiązuje wszystkich problemów, z jakimi się borykamy.

Racjonalne odżywanie + minimalizacja (o ile to w ogóle możliwe) stresu + Doppel Herz = PIĘKNE, ZDROWE i DŁUŻSZE WŁOSY :-)

Miałyście ten suplement?
Jeśli TAK: to jak spisał się u Was?
A jeśli NIE: to jaki inny suplement polecacie?

Miłego długiego weekendu,

Jola

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Małe (podstawowe) zakupy kosmetyczne

Cześć.

Dzisiaj krótki post z podstawowymi zakupami kosmetycznymi.
Nie wiem jak u Was, ale u mnie tego typu rzeczy kończą się zawsze hurtem!



ROSSMANN:

Musiałam zaopatrzyć się w płatki kosmetyczne (2,70 zł), a przy okazji promocji zakupiłam również płatki peelingujące (5 zł), o których pisałam między innymi TUTAJ. Potrzebowałam również płynu do higieny intymnej i padło na Lactacyd, w wersji Sensitive (14 zł).

BIEDRONKA:

Długo opierałam się szamponom Batiste w Biedronkach, ale gdy tylko moja miniaturka zrobiła się niepokojąco leciutka, to stwierdziłam, że jeden zapasik nikomu krzywdy nie zrobi:) Wybrałam nieznaną dla siebie wersję: Fresh (11 zł). W Biedronkach bardzo długo szukałam wyżej pokazanych płynów do higieny intymnej. Szukałam w 2 miastach! Były przywieszki, jakoby żel miał stać, jednak nigdzie go nie było. Spytałam nawet obsługę i dowiedziałam się, że owe sklepy od kilku tygodni nie miały dostawy tychże żeli i są wycofywane. Więc gdy tylko w 3 mieście na nie trafiłam, to wzięłam od razu dwie buteleczki: emulsję o właściwościach ochronnych z kwasem mlekowym i wyciągiem z rumianku oraz żel o właściwościach łagodzących również z kwasem mlekowym i ekstraktem z białej herbaty (obie wersje po 4zł za buteleczkę).


Jeśli jesteście fankami żeli z Biedronki, to radzę się zaopatrzyć na zapas:)

Miłego wieczoru,

Jola

piątek, 8 sierpnia 2014

Recenzja: Emulsja oczyszczająca - ALTERRA

Cześć:)

Wykończyłam produkt, który chciałabym Wam zrecenzować, więc wydaje mi się, że mogę się już na jego temat wypowiedzieć.



Mowa o emulsji oczyszczającej, firmy Alterra.
Kosmetyk zakupiony w Rossmannie, w cenie 8,50 zł.
Pojemność 125 ml.

CO PISZE PRODUCENT I SKŁAD:



MOJA OPINIA:



+ Opakowanie. Tubka wykonana z miękkiego plastiku, z którego bardzo dobrze wydobywa się produkt. Nie ma też problemu z jego przecięciem, celem wydobycia resztek. Szata graficzna również bardzo mi się podoba, grafika niezwykle miła dla oka.
+ Dostępność. Rossmann jest prawie wszędzie.
+ Skład. Wiele naturalnych składników to jego wielki plus.
+ Cena. Przy tym składzie jest ona wręcz dość niska.
+ Działanie. Myje twarz, aczkolwiek jeśli już zdarzy mi się zrobienie makijażu to zawsze najpierw w ruch idzie wacik z płynem micelarnym.
+ Bardzo łagodna dla skóry. Tak delikatnego produktu już bardzo długo nie miałam.
+ Nie wysusza.
+ Nie podrażnia.



- Konsystencja. Bardziej lejąca, aniżeli kremowa/żelowa czy jakakolwiek stała. No ale z samej nazwy wynika, iż to emulsja, więc nie mam prawa się czepiać. Dla mnie to minus z tego względu, że nie lubię produktów lejących, przelewających się między palcami.
- Praktycznie w ogóle się nie pieni.
- Zapach. Od pierwszego "wąchnięcia" mnie drażnił. Poprzednia wersja (już wycofana) produktu do oczyszczania z Alterry pachniała identycznie, chociaż była "teoretycznie" zupełnie inna.
- Wydajność/Pojemność. Z racji swojej lejącej konsystencji i dość niskiej pojemności okazał się kiepski pod względem wydajności.

PODSUMOWUJĄC:



Jest to jeden z lepszych delikatnych produktów do mycia, z jakimi miałam styczność. Nie robi żadnej krzywdy. Dla mojej mieszanej skóry jest istnym zbawieniem przy częstym myciu twarzy, zwłaszcza o tej porze roku. Jeśli dodać do tego skład, dostępność i cenę to jest to produkt prawie idealny. Gdyby tylko konsystencja była bardziej zbita to z marszu kupiłabym kolejną tubkę. Chociaż jak zużyję to, co mam to pewnie i tak to zrobię.
Polecam serdecznie, zwłaszcza osobom ze skórą wrażliwą. Ja co prawda takiej nie posiadam, jednak jest to tak niesłychanie delikatny produkt, że wg mnie nie powinien wyrządzić żadnej krzywdy.

Miałyście? A jeśli nie macie, to chciałybyście mieć?
Macie swoich ulubieńców w kwestii oczyszczania twarzy?

Miłego weekendu,

Jola